Ależ żrą się w koalicji o kredyt zero procent. Komunikacyjna fuszerka

Mikołaj Fidziński
Po miesiącach prac nad projektem kredytu "zero procent" wciąż nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek wejdzie w życie. W tej sprawie koalicja rządząca przypomina wieżę Babel: jakby każdy mówił w innym języku.
Donald Tusk i Szymon Hołownia
Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl
Polska 2050 nie poprze kredytu zero procent. (...) Nigdy więcej programów typu Bezpieczny Kredyt, który wzbogacił deweloperów w metropoliach i doprowadził do wzrostu cen w całej Polsce

- oznajmił w zeszły weekend Szymon Hołownia. Jeśli zrobi, jak zadeklarował, to program #naStart, nad którym w Ministerstwie Rozwoju i Technologii prace toczą się od miesięcy, nie wejdzie w życie. No, chyba że poprze go PiS, ale to z kolei oznaczałoby kryzys w koalicji rządzącej. Dla PiS z kolei to dobra okazja do zasiania fermentu w koalicji.

W rozmowie z Next.gazeta.pl ekspert kredytowy Krzysztof Bontal drugiego dna szuka w tym, że PiS nie garnie się do krytyki pomysłu. - Nie widziałem żadnej oficjalnej wypowiedzi z PiS, że oni są przeciw temu programowi - mówi. Kilka dni temu polityk PiS Joachim Brudziński w Radiu Zet nie wykluczył poparcia dla ustawy, potem podobnie m.in. rzecznik PiS Rafał Bochenek w rozmowie z WP.

Zresztą poparcie PiS dla kredytu #naStart byłoby swego rodzaju rewanżem, bo Koalicja Obywatelska (i PSL) w 2023 r. zagłosowała za Bezpiecznym Kredytem 2 procent.

Zobacz wideo Piotr Kuczyński: Rząd zrobi wszystko, żeby program mieszkaniowy był jak najbardziej ograniczony

Koalicja jak wieża Babel ws. kredytu zero procent

Kwestia "kredytu zero procent" jak w soczewce skupia wyzwania stojące przed rządem złożonym z kilku partii. Koalicja Obywatelska taki program obiecała w stu konkretach, za realizację wziął się minister z PSL (Krzysztof Hetman). Ten niedawno nie ukrywał rozczarowania w stosunku do koalicjantów atakujących projekt "radykalnych środowisk lewicowych spod szyldu partii Razem". 

Lewica pierwotnie (za wyjątkiem nieustępliwych posłów z Razem) traktowała sprawę jak barter: poparcie dla programu w zamian za mieszkania na tani wynajem. Ostatnio jednak widzi, że może licytować bardziej i deklaruje po prostu kategoryczny brak poparcia dla projektu.

Szymon Hołownia już w marcu ostrzegał, że ma "poważne wątpliwości", ale dopiero teraz postawił sprawę jasno: poparcia dla programu #naStart nie przewiduje (będą za to głosy za wsparciem społecznego budownictwa mieszkaniowego). 

W rozmowie z Wirtualną Polską za publiczne krytykowanie dopłat do kredytów Hołownię strofował Borys Budka z KO, a na X Budkę Anna Maria Żukowska z Lewicy. 

Jedni mówią: lepiej wycofać się z głupiego pomysłu później niż wcale. Inni, że to komunikacyjna klapa, gdy koalicja rządząca od pół roku nie może się zdecydować. Doradcy finansowi od miesięcy nie są w stanie przekazać swoim klientom żadnego konkretu, a każdy następny dzień to kolejny odcinek miszmaszu informacyjnego. 

W połowie maja wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski mówił m.in. "może być tak, że go [kredytu #naStart - red.] nie będzie", bo "myślenie premiera Donalda Tuska o projekcie ewoluuje". Ministerstwo Rozwoju i Technologii cały czas utrzymuje, że prace trwają (17 maja zakończyły się konsultacje publiczne). - Z niczego się nie wycofujemy - powiedział we wtorek wiceminister Jacek Tomczak w rozmowie z Interią. Dodawał, że ostateczny projekt ustawy po konsultacjach zobaczymy za dwa-trzy tygodnie. Część obserwatorów uważa zresztą, że ten horyzont czasowy jest nieprzypadkowy: wtedy będzie już po wyborach do Europarlamentu.

Zakładamy, że w drugiej połowie, a najdalej z końcem roku program wejdzie w życie, razem z programem wspierającym podaż inwestycji mieszkaniowych, tak jak zapowiadaliśmy

- wyjaśnia Tomczak. Ale żeby nie było tak pewnie, minister finansów Andrzej Domański w poniedziałek mówił w Radiu Zet, że bez poparcia Polski 2050 szanse na wejście w życie kredytu zero procent "radykalnie spadają". 

"Żaden program dopłat do rat nigdy nie rozwiąże problemu mieszkaniowego w Polsce"

Główny zarzut wobec kredytu #naStart to oczywiście obawy przed wzrostem cen mieszkań i nabiciem kabz bankom i deweloperom. Wszyscy świeżo w pamięci mają program Bezpieczny Kredyt 2 procent, w ramach którego w nieco ponad pół roku udzielono aż 78 tys. kredytów. Skumulowanie dużego popytu w krótkim czasie było jednym z czynników windowania cen mieszkań. Najnowsze dane NBP wskazują, że w pierwszym kwartale tego roku ceny transakcyjne mieszkań na rynku pierwotnym na siedmiu głównych rynkach (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) były średnio o ponad 19 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Zdaniem byłego szefa resortu rozwoju i technologii Krzysztofa Hetmana ta historia nie może się powtórzyć i dlatego do projektu wprowadzono "wszystkie możliwe bezpieczniki, aby uniknąć wzrostów cen". W kredycie #naStart założono m.in. limit 15 tys. przyznanych preferencyjnych kredytów na kwartał oraz rozpisanie programu aż do końca 2027 r. Zaprojektowanie programu jako bardziej długofalowego powinno nie tylko "rozsmarować" popyt na kredyty (a więc i mieszkania) na dłuższy okres, lecz także dać więcej czasu deweloperom na reakcję: aby w świetle "obietnicy" wzmożonego popytu rozpoczynali więcej budów. Resort rozwoju i technologii przekonuje także, że skomplikowany system wyliczania dopłaty do raty (w zależności od m.in. liczby domowników, dochodów gospodarstwa domowego oraz wielkości kupowanej nieruchomości i jej lokalizacji, a być może też jej ceny) ma odsiać osoby, które wsparcia nie potrzebują. 

Analitycy Pekao ocenili w niedawnym raporcie, że przez zaszyte limity program #naStart wpłynie na rynek "umiarkowanie". "Scenariusz gwałtownego wzrostu sprzedaży hipotek znany z Bezpiecznego Kredytu 2 procent nie powtórzy się w 2024 r." - napisali.

Faktycznie, jest więcej bezpieczników niż w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2 procent

- zauważa też w rozmowie z Next.gazeta.pl Marcin Krasoń, analityk Otodom Analytics. Zaraz jednak zaznacza, że "żaden program dopłat do rat nigdy nie rozwiąże problemu mieszkaniowego w Polsce".

To jest kwestia podażowa, nie popytowa. Brakuje na rynku tanich mieszkań: na wynajem, komunalnych, socjalnych. To jest kluczowe. Programy wspierające popyt są nastawione na pozyskanie przychylności społeczeństwa. Długofalowo lepiej byłoby dbać o stronę podażową: ułatwiać budowę mieszkań samorządów. TBS-y, spółdzielnie mieszkaniowe - to za bardzo nie działa. Te obszary rynku mieszkaniowego są mniej chwytliwe niż dopłaty do kredytów, ale byłyby skuteczniejsze w dłuższym terminie

- mówi Krasoń.

Kto dostanie kredyt #naStart?

Zgodnie z aktualną wersją projektu ustawy dopłaty do rat kredytu hipotecznego w ramach programu #naStart obowiązywałyby przez 10 lat. Ich wysokość zależałaby od wielu czynników, m.in. liczby osób w gospodarstwie domowym, metrażu mieszkania i dochodów w rodzinie. Dopłaty przysługiwałyby do kredytu na pierwsze mieszkanie, choć z wyjątkami. Tego warunki nie musiałyby spełniać np. osoby z minimum trójką dzieci.

W niektórych przypadkach rata byłaby nawet o połowę niższa niż standardowo. Szczegółowe warunki z projektu ustawy, a także przykładowe wyliczenia, opisywaliśmy w tym tekście:

Mikołaj Fidziński
Więcej o: