Asus G53JW - laptop dla graczy i tylko dla graczy

Asus G53JW to notebook typu desktop replacement - duża masa, duże rozmiary i duże też możliwości.
Asus G53JW Asus G53JW fot. wł.

Asus G53JW - o czym piszemy

Testowany przez nas Asus sygnowany jest logo Republic of Gamers, co oznacza, że jest to sprzęt dedykowany grom i graczom. Co więcej, dzięki matrycy o wysokiej częstotliwości odświeżania można na nim grać w trybie 3D.

Co jeszcze jest w nim szczególnego? Procesor Intel Core i7 720QM taktowany zegarem 1,6 GHz, wysoki model karty graficznej Nvidii - GeForce GTX 460M, dysk twardy o pojemności 750 GB oraz wyświetlacz o przekątnej 15,6".

Jak widać już sama specyfikacja zachęca do ekstremalnego wykorzystywania laptopa. Musimy jednak zaznaczyć, że poniższe opinie to kluczowe wrażenia, które pozostały po dłuższym korzystaniu z komputera głównie w zwykłych, domowych warunkach. Nie testowalismy sprzętu pod kątem wytrzymałości ani nie poddawaliśmy go specjalistycznym badaniom przy pomocy róznorakich mierników.

Asus G53JW Asus G53JW fot. wł.

Asus G53JW - co nam się podobało

Wygląd - jest dość niestandardowy, ale od razu chwyta za serce, z braku lepszych organów. Przede wszystkim uwagę przyciągają łamane linie obudowy i duże wyloty powietrza stylizowane na wydechy... jakiegoś szybkiego pojazdu. Pokrywa otwiera się pod kątem 135 stopni. Prawie cała powierzchnia notebooka jest matowa i utrzymana w czerni. Wspomniane już łamane linie nadają całości agresywnego charakteru. Wygląd jednak całego komputera nie czyni. Co więc jeszcze nam się podobało?

Wydajność - no cóż, mamy do czynienia z komputerem do gier, obsługującym 3D. Wstyd i żal byłoby nie zagrać. Sprawdziliśmy więc kilka tytułów (Call of Duty - Black Ops, Dragon Age - Awakening, Mafia 2) i musimy przyznać, że grało się bardzo dobrze. Żadnego zwalniania, przerywania, klatkowania. Jednym słowem, żaden zgrzyt nie wyrywał nas z wykreowanego świata. W ogóle nie trzeba było mysleć o komputerze, a to przecież najważniejsze.

Asus G53JW

3D - to niewątpliwie znaczny plus tego modelu Asusa. Co prawda, moim zdaniem 3D nadal ma swoje wady - aktywne okulary bardzo przyciemniają obraz, a sam efekt nie zawsze jest taki jakiego możnaby się spodziewać, ale jeśli w ogóle myśleć o 3D w praktyce to, póki co, chyba tylko w grach komputerowych. Szybko okazuje się jednak, że nawet tu najwięszy problem stanowi niewielka pula specjalnie dostosowanych do tego trybu pracy tytułów.

Miło było jednak zauważyć, że sam komputer radził sobie z wyświetlaniem w trzech wymiarach bardzo dobrze. Znów nic się nie cięło i grało się dobrze.

Asus G53JW Asus G53JW fot. wł.

Asus G53JW - co nam się nie podobało

Rozdzielczość x768 - cieszyliśmy się ładną grafiką i trybem 3D, na wyświetlaczu o krótszej krawędzi złożonej z 768 punktów. Sporo więc zabrakło do FullHD, czyli 1080 pikseli. Niby nic takiego, znacząca większość laptopów o przekątnej 15,6 cali nie może się pochwalić niczym więcej. Biorac do ręki nowego Asusa liczyliśmy jednak na odrobinę luksusu. Dostępnej zresztą, ponieważ niektóre modele z serii G53 wyposażone zostały w takie ekrany.

Touchpad - zgadza się. Touchpad nie jest potrzebny do gier, ale kiedy chce coś zrobić "pozagrowego", to wciśniecie lewego przycisku wymaga siły Samsona. Nie mam absolutnie nic do zarzucenia samej reaktywności gładzika, ale jeśli Wy też korzystacie z touchpada przy okazji tak prozaicznych czynności jak przeglądanie Internetu, pisanie maili czy dokumentów, to może się to nieoczekiwanie skomplikować.

Asus G53JW

Gorące powietrze - wyloty powietrza robią wrażenie. Po włączeniu gry pojawia się jednak i pewne ale. Okazuje się, że pod znacznym obciążeniem strumień powietrza staje się tak gorący, że naprawdę zaczyna parzyć. Nie polecamy więc trzymania laptopa na kolanach. Zwłaszcza wtedy, gdy akcja staje się wartka, a gra niebywale wciągająca.

Asus G53JW Asus G53JW fot. wł.

Asus G53JW - nasze rozterki

Klawiatura - przez tydzień używania, niestety, nie udało mi się do niej przyzwyczaić. Nie jest to oczywiście siódma pieczęć - świat się nie kończy, ale oznacza, że o ile gra się dobrze, zupełnie nie zauważając komputera, o tyle nie jest to szczególnie trafna propozycja jesli chodzi o wykorzystywanie go do bardziej przyziemnych zadań.

Design - olbrzymim plusem komputera jest jego wyjątkowy wygląd, ale przywykłszy do nieco lżejszych sprzętów, z rozpędu chwytając go za klapę można nabawić się kontuzji. Być może brzmi to zabawnie, ale w ten niepozorny sposób można sobie skręcić nadgarstek albo nawet łokieć. Komputer jest ciężki, ale nie tak by nie można go było przenosić. Problem stanowi jego wywazenie. Środek ciężkości zlokalizowany jest tak, że komputer przy gwałtownym podnoszeniu traci stabilność.

Asus G53JW

Asus G53JW Asus G53JW fot. wł.

Asus G53JW - kupujemy?

Zacznijmy od tego, że Asus G53JW jest naprawdę solidnym laptopem, który daje sporą moc obliczeniową - w sam raz do wymagajacych gier. Dodatkowo, wyposażony został w ekran mogący wyświetlać materiały 3D, a więc (nieliczne, póki co) filmy, zdjęcia z wakacji oraz gry komputerowe. Koszt takiego laptopa to około 6000 złotych, czyli wystarczający aby musieć się nad zakupem poważnie zastanowić. Kupujemy?

Tak, jeśli:
- chcecie naprawdę wydajną i w miarę możliwości mobilną stację do gier
- jesteście wielbicielami efektu 3D w grach i filmach. Tu G53JW ustępuje naprawdę niewielu konkurentom.
- zawsze pragnęliście nie tylko wydajności, ale i agresywnej stylistyki

Nie, jeśli:
- nie jesteście graczami, dla których jakość jest najważniejsza
- przede wszystkim cenicie sobie komfort codziennej pracy na komputerze
- oczekujecie komputera, którego nie odczujecie w trakcie pieszych wycieczek

Nam Asus G53JW bardzo się spodobał. Zadanie wykonał w stu procentach. Gry w 3D i 2D działały na nim bez zastrzeżeń. Kwestię gładzika można ominąć podpinając i tak przecież niezbędną w przypadku gier mysz.

Asus G53JW

Żałujemy tylko, że nie było nam dane położyć redaktorskich rączek na wersji z wyświetlaczem o rozdzielczości 1080p. Poza tym, w pewnym sensie agresywna, a jednak pozbawiona ostentacji stylistyka trafia do naszych skromnych gustów.

Do myślenia daje jeszcze fakt, że stacjonarny komputer za tę samą cenę miałby przynajmniej 23 calowy monitor 3D. Ciężko by go jednak było wyjąć z plecaka i uruchomić w pociągu, kiedy ten utknie nie wiadomo gdzie i na nie wiadomo jak długo. Ach, te dylematy.

 

Joanna Sosnowska, Łukasz Cichy