Rozmowa odbyła się podczas Edinburgh International TV Festival. Po wystąpieniu Erica Schmidta, bloger Andy Carvin zapytał prezesa Google (odnośnik do profilu blogera w języku angielskim) , jak firma uzasadnia wymuszanie na użytkownikach stosowanie oficjalnych nazwisk.
Schmidt odpowiedział, że Google ma być usługą zarządzania tożsamością użytkowników i firma będzie mogła wykorzystać te dane tylko wtedy jeśli użytkownicy będą występować pod prawdziwymi nazwiskami. A jeśli użytkownikowi grozi niebezpieczeństwo, gdy wystąpi pod prawdziwym nazwiskiem, to nie powinien on w ogóle korzystać z Google Plus.
Podobną politykę ma Facebook , który w "Prawa i obowiązki użytkownika" wpisał obowiązek używania oficjalnej tożsamości. Firmy ułatwiają sobie w ten sposób walkę ze spamem i usuwanie kontrowersyjnych użytkowników. Jednak aplikacje społecznościowe są używane coraz częściej jako narzędzie komunikacji w kampaniach politycznych, a w niektórych krajach używanie prawdziwego nazwiska może wiązać się z dużym ryzykiem.
Jeśli więc użytkownicy mieliby się trzymać sztywno tych zasad, sieci społecznościowe straciłyby na znaczeniu. Wystarczy wspomnieć choćby arabskie rewolucje, w których Facebook odegrał wielką rolę gromadząc sfrustrowanych obywateli. Anonimowość i pseudonimowość to podstawa politycznego dyskursu.
Na początku swojej działalności, dewizą firmy z Mountain View było "Don't be evil" - nie czyń zła. Patrząc jej obecne działania, coraz trudniej to dostrzec.