SpaceX się nie poddaje. Kolejny start rakiety Falcon 9

Niespełna sześć miesięcy po katastrofie bezzałogowego statku kosmicznego Dragon, na pokładzie którego znajdowało się zaopatrzenie i sprzęt dla członków Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, kierowana przez Elona Musk firma SpaceX podejmuję się kolejnej misji z udziałem rakiety Falcon 9.

28 czerwca 2015 roku to dzień, który Elon Musk i inżynierowie SpaceX chcieliby jak najszybciej wymazać z pamięci. To właśnie wtedy, dokładnie po 139 sekundach od startu doszło do eksplozji rakiety Falcon 9, która miała wynieść kapsułę Dragon na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Na pokładzie kapsuły znajdowało się zaopatrzenie dla astronautów przebywających na ISS. Oficjalną przyczyną wybuchu było pęknięcie wspornika podtrzymującego zbiornik z helem, który odrywając się doprowadził do zapłonu jednego ze zbiorników z tlenem, co z kolei poskutkowało eksplozją samej rakiety, jak i kapsuły.

Przez ostatnie sześć miesięcy inżynierowie SpaceX pracowali w pocie czoła, aby dokonać niezbędnych zmian w konstrukcji rakiety Falcon. Kilka dni temu zapadła ostateczna decyzja:  Falcon 9 wystartuje po raz kolejny.

 

Tym razem bez wpadki?

"Myślę, że nowa [rakieta Falcon 9] została w znacznym stopniu usprawniona w stosunku do poprzedniej" - zapewniał Elon Musk podczas spotkania, które 15 grudnia odbyło się w siedzibie American Geophysical Union .

Nowy Falcon 9, to przede wszystkim poprawione parametry pracy silników Merlin 1D (mają być wydajniejsze o 13 procent), lepsza dystrybucja paliwa oraz liczne modyfikacje strukturalne. Inżynierom SpaceX zależało szczególnie na wzmocnieniu wsporników, aby mieć pewność, że nie dojdzie do powtórki z czerwcowej katastrofy. Zmodyfikowana rakieta będzie o 1,5 metra dłuższa, co podniesie jej ogólną wydajność o 30 proc.

Tym razem misją rakiety Falcon 9 nie jest jednak dostarczenie zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Rakieta wyniesie na niską orbitę okołoziemską 11 satelitów należących do amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej Orbcomm.

Szczęśliwy powrót?

Wciąż nie wiadomo czy po zakończeniu misji SpaceX będzie próbowała sprowadzić na ziemię pierwszy stopień rakiety. W tym roku amerykańskie przedsiębiorstwo już dwukrotnie podejmowało się takiego manewru. Obydwie próby zakończyły się niepowodzeniem.

Teraz na przeszkodzie stanąć może natomiast... biurokracja. Z informacji serwisu SpaceNews.com wynika, że wykonanie manewru powrotnego wymaga odpowiedniej licencji ze strony Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA). SpaceX takową licencję posiada, ale dotyczy ona starszej wersji rakiety Falcon 9. Właśnie tej, która w czerwcu br. uległa zniszczeniu.

Sam Elon Musk w żaden sposób nie odniósł się do powyższych doniesień. Amerykański przedsiębiorca wielokrotnie podkreślał jednak, że SpaceX będzie podejmować takie próby aż do osiągnięcia pełnego sukcesu.

"Dzięki rakietom wielokrotnego użytku będziemy w stanie obniżyć koszty transportu kosmicznego o dwa rzędy wielkości" - podkreślał w czasie konferencji w siedzibie American Geophysical Union .

To z kolei przybliży SpaceX do najważniejszego celu postawionego przez jej twórcę - załogowych lotów na Marsa.

Zmiana planów. Falcon 9 wystartuję w niedzielę wieczorem [AKTUALIZACJA]

W sobotę, CEO SpaceX Elon Musk poinformował, że start nowej rakiety Falcon 9 z Przylądka Canaveral odbędzie się w niedzielny wieczór ok. godziny 20. czasu lokalnego (tj. w nocy z niedzielę na poniedziałek czasu polskiego). Pierwotnie, data startu została wyznaczona na sobotę.  Po zakończeniu misji, SpaceX podejmie się również manewru sprowadzenia pierwszego stopnia rakiety na ziemię. Przebieg misji będzie można śledzić żywo na stronie SpaceX

Źródła: SpaceNews.com; BusinessInsider ; SpaceX

pierwszy stopień rakiety.

Więcej o: