O udanej misji Falcona 9 poinformował prezes SpaceX Elon Musk. Rakiecie udało się dostarczyć 11 niewielkich satelitów telekomunikacyjnych należących do amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej Orbcomm na orbitę okołoziemską. Nie to było jednak w całej misji najważniejsze.
Czytaj też: SpaceX się nie poddaje. Kolejny start rakiety Falcon 9
Zdecydowanie ciekawsze okazały się losy pierwszego członu rakiety, który po oderwaniu się od Falcona 9, po ok. 165 sekundach bezpiecznie wylądował na przylądku Cape Canaveral. Oczywiście lądowanie pierwszego stopnia rakiety nie oznacza wcale, że już teraz jest on gotowy do kolejnego lotu. Rakieta musi zostać poddana dokładnym testom i naprawom. SpaceX szacuje jednak, że dzięki odzyskaniu kluczowego elementu Falcona, firma zaoszczędzi nawet 16 mln dol.
W tym roku amerykańskie przedsiębiorstwo już dwukrotnie podejmowało się manewru sprowadzenia pierwszego stopnia rakiety Falcon 9 - w styczniu i kwietniu. Obydwie próby zakończyły się eksplozją rakiety. Wczorajszy sukces jest więc wydarzeniem bez precedensu.
Nadchodzi epoka rakiet wielokrotnego użytku
Dlaczego udane lądowanie Falcona 9 jest tak istotne? Sam Elon Musk wielokrotnie podkreślał, że sprowadzenie pierwszego stopnia rakiety na ziemię na zawsze zmieni historię lotów kosmicznych.
"Dzięki rakietom wielokrotnego użytku będziemy w stanie obniżyć koszty transportu kosmicznego o dwa rzędy wielkości" - podkreślał CEO SpaceX w czasie niedawnej konferencji w siedzibie American Geophysical Union.
To z kolei przybliży SpaceX do najważniejszego celu postawionego przez jej twórcę - załogowych lotów na Marsa.
Sześć miesięcy po katastrofie
28 czerwca 2015 roku to dzień, który Elon Musk i inżynierowie SpaceX chcieliby jak najszybciej wymazać z pamięci. To właśnie wtedy, dokładnie po 139 sekundach od startu doszło do eksplozji rakiety Falcon 9, która miała wynieść kapsułę Dragon na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Na pokładzie kapsuły znajdowało się zaopatrzenie dla astronautów przebywających na ISS. Oficjalną przyczyną wybuchu było pęknięcie wspornika podtrzymującego zbiornik z helem, który odrywając się doprowadził do zapłonu jednego ze zbiorników z tlenem, co z kolei poskutkowało eksplozją samej rakiety, jak i kapsuły.
Przez ostatnie sześć miesięcy inżynierowie SpaceX pracowali w pocie czoła, aby dokonać niezbędnych zmian w konstrukcji rakiety Falcon.
"Myślę, że nowa [rakieta Falcon 9] została w znacznym stopniu usprawniona w stosunku do poprzedniej" - zapewniał Elon Musk podczas spotkania, które 15 grudnia odbyło się w siedzibie American Geophysical Union.
Nowy Falcon 9, to przede wszystkim poprawione parametry pracy silników Merlin 1D (mają być wydajniejsze o 13 procent), lepsza dystrybucja paliwa oraz liczne modyfikacje strukturalne. Inżynierom SpaceX zależało szczególnie na wzmocnieniu wsporników, aby mieć pewność, że nie dojdzie do powtórki z czerwcowej katastrofy. Zmodyfikowana rakieta jest o 1,5 metra dłuższa, co podniesie jej ogólną wydajność o 30 proc.