Wczoraj pisaliśmy, że 1/5 aplikacji z Android Market ma dostęp do prywatnych danych , co może być niecnie wykorzystywane. Można rzec - taka uroda otwartego systemu. Rich Cannings, szef bezpieczeństwa Androida, uspokaja nas, że Google dysponuje ostatecznymi środkami i może w krytycznej sytuacji zdalnie odinstalować złośliwe aplikacje z urządzeń posiadaczy (o czym użytkownicy zostaną poinformowani odpowiednim komunikatem). Przy okazji wyraża nadzieję, że mechanizmu tego nie trzeba będzie wykorzystywać.
Cannings jednocześnie informuje, że właśnie usunięto w ten sposób dwie darmowe aplikacje (nie wymienione z nazwy). Miały one służyć badaniom firmy zajmującej się bezpieczeństwem (również nie wymienionej z nazwy), nie były zaprojektowane do złośliwego wykorzystania, nie miały dostępu do prywatnych danych, w praktyce były bezużyteczne, zaś deweloper sam wycofał je z Android Market.
Zaraz zaraz - "ostateczne środki" na "krytyczne sytuacje", których "mamy nadzieję nie używać", jakoś wcale nie pasują mi do anonimowych, "praktycznie bezużytecznych", "badawczych" aplikacji "nie mających dostępu do prywatnych danych". I tłumaczenie, że to tylko testy, też nie brzmi zbyt przekonywująco.
[via Android developers ]
Tomasz Andruszkiewicz