"Mleczna Dolina" masło extra 82 proc. w cenie 0,99 gr za sztukę - tak wygląda jedna z najnowszych promocji sieci Biedronka.
Jednak od razu trzeba dodać, że jest kilka warunków ograniczających tę "ultrapromocję". Po pierwsze trzeba mieć kartę lub aplikację Biedronka. Po drugie limit dzienny to 3 sztuki (na daną kartę). O ile dwa pierwsze warunki nie wydają się wymagające, o tyle trzeci już tak. Chodzi o limit zakupowy. Supercena jest bowiem oferowana przy zakupach innych produktów za minimum 99 zł.
Pytanie, jak to możliwe, by po erze masła drogiego jak złoto, dziś największy dyskont może rozdawać masło niemal za pół darmo?
Po pierwsze takie kampanie to element walki o klienta w warunkach rosnącej konkurencji - proszę przypomnieć sobie tłusty czwartek i bicie się o najtańszego pączka pomiędzy Lidlem a Biedronką.
A do tego sama sieć przyznaje w komunikacie giełdowym, że ceny żywności w Polsce spadają.
"Na rynku, który nie rozwijał się pod względem wolumenu i gdzie konkurencja nie wykazywała oznak spowolnienia, nasza główna marka, Biedronka, rozpoczęła 2026 rok działając w warunkach deflacji" - powiadomiło z kolei Jeronimo Martins, właściciel dyskontów.
A symbolem tych przecen jest właśnie cena masła. Ta nigdy nie zmieniały się w prosty sposób, czasem zaliczając nagły wzrost, a następnie spadek. W 1995 roku, niedługo po denominacji, za kostkę 200 gram należało zapłacić średnio ok. 1,53 zł.
Z kolei w grudniu 2024 roku było to rekordowe 9,61 zł.
Według firmy Foodcom, która handluje hurtowo podstawowymi produktami spożywczymi, cena masła w ostatnich miesiącach spadła do nawet ok. 4000 euro za tonę mrożonego produktu w blokach 25 kg. Jeszcze dwa lata temu cena była w okolicach 8300 euro za tonę. Zjazd zaczął się w wakacje zeszłego roku. To wówczas na rynkach hurtowych ceny masła zaczęły gwałtownie spadać.
"Rok 2025 przyniósł globalnemu rynkowi masła gwałtowne i niespodziewane załamanie. Nadprodukcja mleka w USA, Europie i Oceanii zbiegła się ze słabnącym popytem, co szybko doprowadziło do nierównowagi i mocnej korekty cen" - podsumowują eksperci Foodcom.
Jak dodają, rolnikom i producentom masła z Europy, nie pomagały też zmiany kursów walut. Osłabienie się dolara sprawiło, że sprzedaż na amerykański rynek była mniej atrakcyjna (Amerykanom opłacało się kupować swój produkt). Efekt? Więcej masła zostawało na naszym rynku, więc cena musiała zacząć spadać. Foodcom pisał wręcz o pęknięciu "maślanej bańki".
"Globalna nadprodukcja mleka, osłabienie popytu konsumenckiego i coraz silniejsza presja konkurencyjna doprowadziły do sytuacji, w której ceny w ciągu kilku miesięcy spadły do poziomów nienotowanych od lat. W rezultacie sektor mleczarski znalazł się w nowej rzeczywistości, w której stabilność i przewidywalność zostały zastąpione przez dużą zmienność i niepewność"- czytamy w analizie.
Od tego czasu niewiele się zmieniło. Ceny masła w hurcie w prawdzie odbiły się od dna, czyli wspomnianych 4000 euro za tonę, ale dziś są w granicach 4300-4600 euro.
Jeszcze taniej masło jest notowane w Polsce. Obecnie z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że masło konfekcjonowane (czyli już podzielone na standardowe kostki 200-gramowe), kosztuje 1816 zł za 100 kg. Oznacza to, że standardowa kostka masła kosztuje ok. 3,6 zł.
Z kolei z danych serwisu dlahandlu.pl, który obserwuje ceny detaliczne w sklepach, wynika, że średnia cena kostki masła to obecnie 5,33 zł. I od zeszłorocznych szczytów, gdy wyceniano ją na niemal 9 zł, cena spadła a o kilkadziesiąt procent.
Skąd taka różnica? Po pierwsze cena za masło z danych MRiRW nie zawiera podatku VAT i marży sklepu, po drugie dane dlahandlu.pl zawierają i ceny z drogich sklepów, i tych dyskontowych.
Dlaczego więc masło w Biedronce może być po 99 groszy?
Kluczem jest wspomniany marketing. Masło to tzw. produkt pierwszej potrzeby i jeden z "przyciągaczy" do sklepu. Tam, gdzie jest tanie masło, wydaje się nam, że wszystko jest tanie. Podobnie jest z piersią z kurczaka, mlekiem, schabowym, bananami, jajkami czy cukrem. To też właśnie te produkty są najczęściej w promocji i to tej z pierwszych stron gazetek reklamowych dyskontów czy supermarketów.
A sieci sklepów tymi produktami walczą o uwagę konsumentów. Dowód? Jak tylko ukazała się promocja w Biedronce, od razu Lidl wyskoczył z promocją masła za 1,89 zł. Oczywiście w limitowanej liczbie trzech kostek.
- Nic lepiej nie wpływa na promocję cukru w sklepie niż kartka, że maksymalny dozwolony zakup to 5 kg. Taka niedostępność sprawia, że mamy wrażenie, że to musi być superpromocja. Przecież jeżeli tylko pięć mogę kupić, to muszę przyjść ze szwagrem: obydwaj kupimy po piątce - tłumaczył w rozmowie z Wyborcza.biz ten mechanizm zakupowy Maciej Kraus, ekspert od pricingu.
Limitowana liczba danego produktu sprawia, że mamy wrażenie pewnej ekskluzywności, a jego cena zachęca do przyjścia do sklepu i załadowania pełnego koszyka (stąd Biedronka dodaje warunek zakupów za minimum 99 zł).
Cena 99 groszy czy nawet 1,89 zł jest jednak ceną dumpingową, poniżej kosztów. Sklep na maśle nie może zarobić. Odbije sobie to na innych produktach.
Kluczowe pytanie to jednak dlaczego ceny masła spadły dopiero teraz? Wszak pęknięcie maślanej bańki zaobserwowano w sierpniu 2025 roku. A tak duże spadki cen w sklepach pojawiły się dopiero w lutym tego roku.
Dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito w raporcie przygotowanym razem z firmą USC Research na początku tego miesiąca stwierdzał, że masło dotąd służyło do "przemycania" wyższych marż - słowem to na nim zarabiał sklep, a w prawdziwej promocji sprzedawał co innego. Druga kwestia to sprawa ceny nie tylko samego masła, ale też innych kosztów.
– Podwyższone koszty produkcji i dostaw nie spadały tak szybko, jak surowiec. Wygasły wcześniejsze, korzystniejsze warunki zakupu surowca. Pojawiły się nowe cenniki i kontrakty, co z opóźnieniem przełożyło się na ceny detaliczne. A wreszcie w okresach zwiększonej wrażliwości marż zmniejszyła się skłonność do głębokich promocji. To tłumaczy, dlaczego półka sklepu drożała wyraźniej i dłużej, niż wynikałoby to z samej ceny tłuszczu mlecznego - stwierdza Julita Pryzmont, ekspertka z Hiper-Com Poland.
Zadziałała tu więc klasyczna zasada ekonomiki sklepów: jak drożeje to szybko, jak spada to wolno. Wie to każdy Kowalski i Kowalska.
Czytaj też: Masło królem drożyzny. Trzy czynniki. A kiedy spadki cen?