– Sytuacje kryzysowe zmieniają naszą mapę energetyczną i geopolityczną – przyznał minister energii Miłosz Motyka w rozmowie z Next.gazeta.pl podczas wydarzenia Impact'26.
Ten kryzys będzie miał gigantyczne skutki dla całego regionu Bliskiego Wschodu i dla państw, które projektowały na lata do przodu zyski z handlu ropą i produktami naftowymi. Już widzimy, że będą one niższe
– dodał.
Efektem kryzysu na Bliskim Wschodzie jest m.in. dramatyczny wzrost cen ropy naftowej, co bezpośrednio odbija się na cenach paliw także i w Polsce. Aby zminimalizować jego skutki dla zwykłych obywateli, rząd wprowadził program Ceny Paliw Niżej (CPN), który zakłada m.in. wprowadzenie maksymalnych cen paliw na stacjach. Ostatnio przedłużono go do końca maja.
– Szok podażowy, który wpłynął na ceny paliw, jest największy od ponad 50 lat. Stąd wynikają też najsilniejsze mechanizmy osłonowe – tłumaczy nam Miłosz Motyka.
Dopiero na początku czerwca zapadnie decyzja ws. ewentualnej zmiany prawa, która umożliwiłaby przedłużenie pakietu CPN na kolejne miesiące. Wszystko zależy od sytuacji geopolitycznej. Minister energii zdradził, że jeśli wojna będzie się przedłużać, rząd rozważy m.in. systemową elektryfikację transportu oraz podatek od nadmiarowych zysków.
– Energetyka węglowa, która jest też energetyką drogą w naszym systemie, będzie wypierana przez tańsze źródła. Nie dlatego, że jest w tym ideologiczne zacięcie kogokolwiek, tylko po prostu taka jest czysta pragmatyka i ekonomia – mówił nam minister energii.
Zadeklarował też, że kwoty dopłacane do górnictwa będą systematycznie spadać. W zeszłym roku było to ok. 9 mld zł, a w 2026 r. ma to być ok. 5-6 mld zł.
– Generacja tych środków i kosztów de facto wynikała z wysokich kosztów pracowniczych. Z tego, że my nie mieliśmy ustawy, która gwarantowała sprawiedliwe odejścia. System odejść, system urlopów górniczych i jednorazowych odpraw pieniężnych gwarantuje, że w tym roku będziemy mieli sporo osób, które z tego programu skorzystają. Automatycznie obniży się koszt funkcjonowania tych spółek – dodał.
Przypomnijmy, że osoby dobrowolnie odchodzące z branży mogą otrzymać odprawę w wysokości 170 tys. zł netto. W pierwszych miesiącach 2026 r. z tej formy skorzystały setki osób. Dodatkowo pracownicy będący tuż przed emeryturą mogą skorzystać z tzw. urlopów górniczych, podczas których otrzymują świadczenie w wysokości 80 proc. dotychczasowego wynagrodzenia.
Umowa społeczna zakłada jednak, że ostateczne odejście od węgla nastąpi dopiero w 2049 r. Minister energii przyznał, że na razie nie prognozuje się nowej daty, bo zależy to ściśle od sytuacji geologicznej w rejonach górniczych. Dopiero gdy zakończone zostaną odpowiednie badania, rząd usiądzie do ewentualnych negocjacji ze stroną górniczą.
– Słyszę deklaracje ze strony niektórych szefów związków, że są gotowi do tego, żeby zmienić umowę społeczną. Ambitne podejście. Gdy kilkanaście miesięcy temu my o tym mówiliśmy, byliśmy odsądzani od czci i wiary. Teraz mówi to strona związkowa, ale to świadczy o tym, że jest przestrzeń do rozmów – mówił Miłosz Motyka.
Rozmowę przeprowadzono podczas wydarzenia Impact'26. Cały wywiad można przesłuchać poniżej: