Pożyczka gotówkowa to zawsze był dla banków jeden z najbardziej rentownych produktów. Nie zarabiały na ROR-ach, dopłacały do depozytów, kredyty hipoteczne sprzedawały niemal "po kosztach", zyskiem z używalności kart płatniczych grzecznie się z nami dzieliły, ale... na kredytach gotówkowych dobrze zarabiały i nadal zarabiają. I nie ma w tym nic złego - to produkt ryzykowny, niezabezpieczony, z dużą szkodowością (10-20 proc., w zależności od banku), a jeśli klient nie spłaci, to albo trzeba ponieść koszty egzekucji, albo sprzedać dług za ułamek jego wartości.
W tej sytuacji dziwią promocje, w których banki obiecują przedświąteczne kredyty na 9 proc. Gołym okiem widać, że to nie może być cała prawda. Szymon Majewski w reklamie MiniRatki, oferowanej przez PKO BP, pokazuje stawkę 10,99 proc., dostępną tylko dla kredytów z ubezpieczeniem i to powyżej 15 tys. zł.
W większości banków pożyczka gotówkowa to nieprzejrzysty produkt, przy którym stosuje się wszelkie możliwe sposoby, by zafałszować prawdziwą cenę, zaś oficjalne oprocentowanie nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi kosztami. Dowody? Jeden z czytelników zgłosił się po pożyczkę do Banku Pocztowego. Spotkały go następujące przygody. Najpierw do podpisu podsunięto mu umowę z większą liczbą rat niż ta, o którą wnioskował (chciał 24 raty, dostał 27 rat, oczywiście koszt takiej pożyczki jest większy). Potem do kwoty kredytu doliczono prowizję. Potem pocztowcy twierdzili, że mogą przelać kredyt wyłącznie na rachunek w Banku Pocztowym, w którym klient konta nie miał. Na koniec skłonili go, by przystąpił do grupowego ubezpieczenia za jednorazową wpłatą w wysokości 756 zł.
Podsumowując: kredyt, który - jak wynikało z umowy - miał mieć oprocentowanie rzędu 14,6 proc., po dodaniu opłat, poszedł w górę do ponad 20 proc. "Chciałem wziąć 25 tys. zł, a oprócz oprocentowania dorzucili dwie prowizje i ubezpieczenia za 2359 zł. Do tego ponad 3500 zł odsetek" - opowiada klient, który ostatecznie rozwiązał umowę i wycofał się z pożyczki w Banku Pocztowym.
Banki często kuszą promocjami, które powodują, że można odzyskać część wpłaconych pieniędzy. W blogu samcik.blox.pl przeczytaj, komu opłaci się promocja, dzięki której bank zwraca jedną ratę kredytu
W Meritum Banku jest promocja, w której dają pieniądze na 8,9 proc. W informacji prasowej nazwali to pogotowiem pożyczkowym. Jeden z czytelników przesłał fragment regulaminu tej superoferty. "Zgodnie z regulaminem promocji 'Kredyt Niski Procent', Meritum Bank może udzielić kredytu gotówkowego o promocyjnym oprocentowaniu 8,9 proc. tym klientom indywidualnym, którzy zawrą z Bankiem umowę kredytu oraz ustanowią zabezpieczenie kredytu w postaci ubezpieczenia od ryzyk zgonu, trwałej i całkowitej niezdolności do pracy, czasowej niezdolności do pracy spowodowanej leczeniem szpitalnym NNW oraz w zależności od statusu zatrudnienia: czasowej niezdolności do pracy lub poważnego zachorowania lub utraty pracy.
Warunkiem skorzystania z promocyjnego oprocentowania jest utrzymanie w okresie trwania umowy kredytu zabezpieczenia kredytu, o którym mowa powyżej, i terminowa spłata rat kredytu. RRSO dla przykładu reprezentatywnego wynosi 41,57 proc. Całkowita kwota kredytu: 25,5 tys. zł, 60 miesięcznych rat, oprocentowanie 8,9 proc., kredytowana prowizja 30 proc., miesięczna opłata operacyjna za obsługę kredytu 10 zł, koszty objęcia ochroną ubezpieczeniową 2757 zł".
Na domiar złego banki, jak już udzielą klientowi pożyczki gotówkowej, to starają się do maksimum wykorzystać tzw. klauzulę zmiennej stawki procentowej. A więc: chętnie podwyższają oprocentowanie, a zwlekają z obniżkami, gdy stopy procentowe na rynku spadają. Przeciwko temu zbuntowali się m.in. klienci Citi Handlowego: Przeczytaj tekst na samcik.blox.pl. Odsetki tylko rosły, bank źle informował, a w umowie... zakazane klauzule?