Złodzieje kradną z kont klientów mBanku. "Zmiana formatu" i SMS

Internetowi złodzieje żerują na połączeniu Multibanku z mBankiem. Pod pozorem "zmiany formatu konta" żądają wysłania SMS-a autoryzacyjnego, dzięki któremu wyprowadzają z kont nieostrożnych klientów pieniądze. mBank ostrzega przed tym nowym patentem na swojej stronie internetowej.
Wielka migracja
fot. mBank

Odkąd do konta bankowego można włamać się przez internet, odpowiedzialność za bezpieczeństwo naszych pieniędzy w dużo większej części zależy od nas samych. O tym, że złodzieje wyłudzają loginy i hasła do kont za pośrednictwem fałszywych e-maili, wie każde dziecko. I chyba każde wie też, że żaden bank nie przesyła nigdy przez e-mail próśb o podanie loginu i hasła.

Ostatnio pojawił się też groźny wirus, który podmienia numery kont w przelewach!. Dziś głównym zagrożeniem stały się właśnie takie wirusy, które powodują, że klientom "podstawia się" fałszywe strony logowania do banku i w ten sposób wyłudza hasła dostępowe oraz - co gorsza - prosi o podawanie haseł SMS do najbliższej transakcji.

Niedawno mBank poinformował swoich klientów, że pojawił się wirus, który informuje o konieczności "zmiany formatu konta" w związku z fuzją mBanku i Multibanku. I pod tym pozorem żąda podania hasła SMS przesłanego przez bank. Sęk w tym, że złodzieje wcześniej poznali również login i hasło oraz zalogowali się do konta ofiary, a następnie zlecili przelew jego pieniędzy na swoje konto założone wcześniej na dane jakiegoś słupa. A nieświadomy niczego klient, będąc na "podstawionej" stronie, potwierdza fałszywą transakcję (o ile dokładnie nie przeczyta treści SMS-a autoryzacyjnego, czyli końcówki numeru konta odbiorcy i kwoty przelewu).

Kłopoty mają też klienci, którzy padli ofiarą podobnego przestępstwa, ale oprócz kradzieży pieniędzy z ROR-ów złodzieje zaciągnęli na ich konto wielotysięczne kredyty. Niektórzy z okradzionych już od roku czekają na zwrot pieniędzy. I wciąż nie mają pewności, że bank im coś odda. Więcej o tej bulwersującej sprawie - w blogu Subiektywnie o finansach

Kiedyś było inaczej. Wiele lat temu opisywałem w "Gazecie Wyborczej" brawurową kradzież pieniędzy z konta Bogu ducha winnego klienta Banku BPH. Nie były to jeszcze czasy bankowości elektronicznej, więc złodziej musiał sobie radzić tradycyjnymi metodami. Mianowicie przyszedł do oddziału z dość dobrze podrobionym dowodem osobistym posiadacza oraz ze skradzioną wcześniej kartą identyfikacyjną. Poprosił o przelew całego salda konta na wskazany ROR. Pracownik miał akurat zły dzień, więc niczego podejrzanego nie zauważył i pieniądze grzecznie wypłacił. A klient, gdy po kilku dniach się zorientował w sytuacji, mógł już tylko zastanawiać się kto mu wykręcił taki brzydki numer.

Takie rzeczy dzieją się także dziś. Złodzieje nie muszą podrabiać dokumentów, włamują się do konta i podkładają klientowi fałszywy SMS autoryzacyjny. Tak jak w przypadku pani Edyty. Kradzież pieniędzy z jej konta wyglądała jak w gangsterskim filmie. Wyczyścili jej ROR w ciągu kwadransa

Zobacz komentarze wideo: na kanale YouTube "Subiektywnie o finansach"

Więcej o: