Dlaczego agencje ratingowe interesują się polskim Trybunałem Konstytucyjnym? Mamy wyjaśnienie tej zagadki

Rafał Hirsch
Agencja Moody’s ratingu nam nie obniżyła i bardzo dobrze, ale znacznie ciekawsze jest to, co o nas napisała w swojej ocenie. Niestety nie jest to lektura pokrzepiająca.

Moody’s w swojej ocenie wyraźnie tłumaczy to, czego wielu Polaków nie było w stanie zrozumieć w styczniu kiedy rating obniżał nam S&P. Dlaczego oni w ogóle interesują się polską polityką? Co ich obchodzi Trybunał Konstytucyjny, skoro MFW prognozuje, że w 2017 będziemy najlepsi w Europie, PKB nam rośnie o 3 procent, a bezrobocie jest najniższe od 8 lat?

S&P pisał po prostu o tym, że obniża rating, bo niezależność i efektywność instytucji takich jak TK i media publiczne zostały osłabione. Biorąc pod uwagę fakt, że chodzi o ocenę wiarygodności finansowej, a nie politycznej rozumiem, że nadal można było zadawać pytanie „ale co z tego”?

S&P wprawdzie wskazywał, że istnieje potencjalne ryzyko osłabienia niezależności Narodowego Banku Polskiego, a więc już instytucji kluczowej dla wiarygodności finansowej kraju, ale wspominał o tym tłumacząc obniżenie perspektywy ratingu do negatywnej, a nie samo cięcie ratingu. Sprawa była więc delikatnie mówiąc dość mętna.

ZOBACZ TEŻ: 6 najciekawszych poglądów Jarosława Kaczyńskiego na tematy gospodarcze

Moody’s wykłada to na talerzu, bez niedomówień i pisze tak: Pomimo że implikacje zmian dotyczących Trybunału Konstytucyjnego dla niezależnego sądownictwa i tym samym siły instytucjonalnej państwa pozostają w tym momencie niejasne, to kryzys ma potencjał aby zaburzyć przekonanie wśród inwestorów o rządach prawa i co za tym idzie ich skłonność do inwestowania

 

Moody's o polskim TKMoody's o polskim TK Moody's Investors Service

To „rule of law” brzmi tu bardzo serio. To oczywiście tylko opinia jednej z agencji ratingowych, które same nie cieszą się od kilku lat zbyt dobrą opinią, ale mimo wszystko to pokazuje jak niesamowicie poważny jest ten spór, który się tu toczy. Jak bardzo nie chodzi tu o nawalankę PiS vs. PO, czy też dzisiaj już bardziej PiS vs. reszta świata. To pokazuje jak paskudnie możemy sobie zszargać wizerunek na świecie.

Moody’s jednak nie chodzi o nasz wizerunek, tylko o możliwe konsekwencje. Wymieniając czynniki, które mogą sprawić, że następnym razem (czyli we wrześniu) rating zostanie nam obniżony mowa jest między innymi o tym, że spór o TK może wywołać taką obniżkę pod jednym warunkiem. Tym warunkiem jest odpływ kapitału z Polski. Jeśli konflikt będzie trwać, a w efekcie inwestorzy uznają, że Polska wychodzi z rodziny krajów wyposażonych w rządy prawa i wycofają się stąd, wtedy rating pójdzie w dół.To jest ta przyczyna, dla której agencje ratingowe tak pilnie przyglądają się kryzysowi konstytucyjnemu w Polsce.

I pal licho ten rating, bo ta przyczyna sama w sobie jest po stokroć ważniejsza. Ratingi nie są adresowane do rządów, partii politycznych, czy elektoratów tych partii. One są dla inwestorów, którzy rozważają, czy kupić sobie obligacje Polski, Rumunii, czy może Malezji. Inwestorzy globalni zanim zdecydują się gdzieś zainwestować zwykle szacują ryzyko takiej inwestycji. Ratingi im w tym pomagają. To, czy w danym kraju istnieją rządy prawa, czy nie, ma ważny wpływ na taki szacunek. Po prostu w krajach, gdzie prawdziwych rządów prawa nie ma (Rosja, Białoruś, Wenezuela, itp.) istnieje znacznie większe ryzyko, że zainwestowanych pieniędzy już nigdy więcej się nie zobaczy. Takie rzeczy się na świecie zdarzają.

Oczywiście takie rzeczy nigdy nie powinny się zdarzyć w Polsce. Zapewne ogromna większość z nas nadal jest przekonana, że to się nigdy u nas nie stanie. Ale ocena Moody’s wskazuje wyraźnie, że na świecie są już osoby i instytucje, które uważają, że jest to potencjalnie możliwe. Że to już nie jest wykluczone.

Moim zdaniem to cholernie przygnębiające.