Taki podatek nie udał się i na Węgrzech i w Niemczech i w Wielkiej Brytanii. Wszędzie tam wpływy były mniejsze od zakładanych i mniejsze od wstępnych wyliczeń rządowych. Potwierdza to wiceminister finansów Wiesław Jańczyk w odpowiedzi na interpelację poselską
Niestety wiedza o tym, że takiego podatku będzie mniej pieniędzy niż się wyliczyło, bo tak na ogół dzieje się wszędzie nie powstrzymała polskiego parlamentu przed uchwaleniem takiego podatku. No chyba, że ministerstwo finansów o tym odkryciu posłów nie poinformowało w czasie pracy na tą ustawą.
Pierwsze dane o dochodach z podatku bankowego za marzec potwierdzają, to co dzieje się „na ogół” z takimi podatkami. Wpływy wyniosły 364 mln PLN. Tymczasem plan na cały rok zakłada 5,5 mld PLN z tego źródła.
Plan obejmuje tylko 10 miesięcy, bo podatek funkcjonuje od marca. Średnio więc co miesiąc budżet powinien dostawać 550 mln PLN, a nie 364 mln PLN tak jak było w marcu. 364 mln to aż o 34 procent mniej niż 550.
Do tej pory wiedzieliśmy, że banki zapłaciły mniej od założeń, bo mogły zmniejszyć sobie podatek na przykład: kupując obligacje rządowe, przenosząc część aktywów do spółek-matek za granicą, albo wręcz uruchamiając programy naprawcze.
Dzisiaj wiemy też już, że to prawidłowość światowa. Tak „na ogół” dzieje się wszędzie z podatkami od instytucji finansowych.