Taksówką do salonu piękności? Oczywiście służbowo!

Ponad 2 miliony funtów rocznego dochodu to kwota pozwalająca prowadzić luksusowe życie w dowolnym miejscu na świecie i jeszcze zaoszczędzić okrągłą sumkę na emeryturę.

 Tak świetnie zarabiający menedżer nie ma powodu, by dorabiać sobie na boku, rozliczając prywatne wydatki jako służbowe. Tymczasem o takie działania podejrzewany jest Benny Higgins, dyrektor generalny Tesco Banku. Jego fakturom za przejazdy taksówkami przyjrzał się brytyjski The Guardian.

Benny Higgins, szef brytyjskiego Tesco Banku, wydał od marca do października ubiegłego roku na taksówki 18 tysięcy funtów, czyli w przybliżeniu równowartość 100 tysięcy złotych. Tę kwotę być może dałoby się jakoś uzasadnić – przecież praca menedżera często wiąże się z przemieszczaniem się. Jednak z dokumentów, jakie dostarczył dziennikarzom jeden z pracowników Tesco, jasno wynika, że cele taksówkowych podróży Higginsa bywały więcej niż zaskakujące.

Najmniej podejrzane są rachunki za przejazdy pomiędzy różnymi biurami sieci – ich łączny koszt to 2000 funtów. Sporo, ale specyfika pracy może uzasadniać takie wydatki. Gorzej wygląda już 700 funtów na przejazdy taksówkami na lotnisko i z lotniska. Wydatek służbowy? Niekoniecznie, bo... nie podróżował nimi Higgins, tylko jego córki. Na swoje kursy między miastem a lotniskiem dyrektor wydał kolejne 8600 funtów. Co ciekawe, zdarzyło mu się przedstawić do rozliczenia rachunki za więcej niż jeden przejazd na tej trasie w ten sam weekend. Do tego dochodzą wielokrotne kursy do opery, drogich restauracji czy podmiejskich klubów. Ale nie tylko. Jaki związek z pracą w Tesco Banku mogą mieć podróże do agentki reprezentującej pisarzy (koszt: 217,56 funta za przejazd tam i z powrotem), salonu urody, sklepu z designerskimi meblami czy do handlarza antykami – docieka badający sprawę The Guardian.

Wysokie kwoty na niektórych rachunkach sugezują, że dyrektor wykazywał się wyjątkową niefrasobliwością w wydawaniu służbowych pieniędzy. I tak prawie 400 funtów kosztowało go (a właściwie pracodawcę) przejechanie odcinka odpowiadającego pięciu stacjom metra. To może wskazywać, że Higgins zatrzymywał się gdzieś po drodze i żeby nie tracić czasu na wzywanie następnej taksówki, prosił kierowcę, by na niego zaczekał. Oczywiście z włączonym taksometrem.

Z rachunków jasno też wynika, że przynajmniej połowę czasu pracy Higgins spędzał w Londynie – chociaż powinien być głównie w Edynburgu, gdzie mieści się siedziba jego banku.

Zachowanie Higginsa wygląda fatalnie – zwłaszcza w sytuacji, gdy cała sieć Tesco zaciska pasa. Jednak z punktu widzenia korporacji, strata jest głównie wizerunkowa, a nie finansowa. Higgins inkasuje pensję w wysokości 2,2 mln funtów rocznie. W porównaniu z tą kwotą dodatkowe 18 tysięcy funtów po stronie kosztów, nawet tak bezsensownie wydane, to tyle co nic. A dodatkowo jest bardzo prawdopodobne, że dyrektor będzie musiał te pieniądze zwrócić z własnej kieszeni.