Brytyjczycy głosują w referendum. Nawet jeżeli wygrają przeciwnicy Brexitu, główny problem nie zostanie rozwiązany

Ostatnie sondaże sugerowały lekką przewagę przeciwników Brexitu. Ale nawet ich wygrana nie rozwiąże od ręki jednego z najważniejszych problemów Unii - narastania w krajach członkowskich tendencji odśrodkowych i populistycznych.

W Guardianie we wtorek pojawił się wywiad z człowiekiem, który „złamał Bank Anglii”. George Soros, legendarny już inwestor giełdowy, znany jest przede wszystkim ze swoich spekulacji funtem brytyjskim, które prowadził w 1992 roku. Doprowadziły one do rezygnacji Banku Anglii z podtrzymywania kursu brytyjskiej waluty, co w konsekwencji spowodowało, że Brytyjczycy nie przystąpili do strefy euro.

Teraz Soros twierdzi, że konsekwencje Brexitu dla funta i brytyjskiej gospodarki będą bardziej destrukcyjne od jego spekulacji z początku lat 90. ubiegłego wieku. Z trzech powodów.

Po pierwsze, w 1992 i potem w 2008 roku Bank Anglii mógł z łatwością ożywić gospodarkę, tnąc stopy procentowe. Teraz są na takim poziomie, że nie bardzo jest już co ciąć.

Po drugie, deficyt brytyjskiego budżetu jest dużo większy niż w 1992 roku. Soros zauważa przy tym, że Wielka Brytania w największym stopniu w swojej historii opiera się na zagranicznym kapitale. To razem bardzo utrudnia wszelkie zdecydowanie działania rządu, zwłaszcza, że po Brexicie zagraniczny kapitał niemal z pewnością popłynie do bardziej atrakcyjnych miejsc.

I po trzecie, Soros nie wierzy, że pobrexitowe ewentualne osłabienie funta bardzo silnie pobudzi eksport i związaną z nim produkcję na Wyspach. Brytyjski biznes musi się bowiem zmierzyć z wieloma niewiadomymi - niezbędne będą między innymi nowe inwestycje, w tym w pracowników, a ich nie będzie łatwo przeprowadzić.

Dlaczego populiści rosną w siłę? Ludzie chcą lepiej żyć

Mimo najnowszych sondaży, nie wiemy jak ostatecznie zagłosują Brytyjczycy w czwartek w referendum. Ale jednego można być pewnym. Nawet wygrana przeciwników Brexitu nie wygasi rosnących ostatnio w siłę w całej Europie ruchów antyunijnych i populistycznych.

Nigel Farage zwolennik Brexitu Nigel Farage zwolennik Brexitu  NEIL HALL / REUTERS / REUTERS

Dlaczego? Wydaje się, że najlepiej i najkrócej odpowiedział na to pytanie w wypowiedzi dla serwisu Politico Pascal Lamy, były unijny komisarz i dyrektor generalny Światowej Organizacji Handlu w latach 2005-2013. Jego zdaniem najważniejszą rolą wszystkich rządów w Europie jest troska o interesy klasy średniej - ona chce, by gospodarka się rozwijała i chce mieć pewność, że jej dzieci będą miały lepiej. To się udawało przez długie lata po II Wojnie Światowej, więc system polityczno-gospodarczy był stabilny. To była też, jak mówi Lamy „istota politycznego konsensusu”. - Nic innego - podkreśla.

Dzisiaj Europejczycy są już zmęczeni wieloletnim kryzysem. Nie wierzą, że ich dzieciom będzie lepiej. Krytykują więc Unię i szukają nowych politycznych twarzy. Chcą, by politycy przede wszystkim nie zapominali o tym co najważniejsze - o gospodarce i bezpieczeństwie.

Czasu jednak na reformę Unii i zmiany w poszczególnych krajach nie zostało wiele - wydaje się nawet, że coraz mniej. A kolejną odsłonę unijnego dramatu zobaczymy w niedzielę - już po czwartkowym referendum w Wielkiej Brytanii. Wtedy do urn wybierają się Hiszpanie i są duże szanse na to, że wskażą na bardzo lewicowy i bardzo populistyczny Podemos.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie I gospodarce"