W niedzielę wybory w Hiszpanii. Waluty znowu podrożeją?

Marcin Kaczmarczyk
Historia Europy nie skończy się po czwartkowym referendum w Wielkiej Brytanii. I to nawet zakładając, że wygrają w nim przeciwnicy Brexitu. W niedzielę czekają nas kolejne emocje – wybory w Hiszpanii.

W najbliższą niedzielę Hiszpanie pójdą na przedterminowe wybory. Poprzednie odbyły się w grudniu, ale po nich nie udało się powołać w Madrycie większościowego rządu. Konserwatyści utracili większość, a socjaliści ponieśli porażkę, tracąc mandaty na rzecz nowego ugrupowania Podemos, bardzo przypominającego lewicową grecką Syrizę. Król Filip podjął więc pod koniec maja o rozpisaniu nowych wyborów z nadzieją, że uda się po nich w końcu powołać nowy rząd.

Pewne to niestety nie jest. Najnowsze sondaże sugerują, że najwięcej głosów zdobędzie Partia Ludowa – podobnie jak w grudniu. Jednak Mariano Rajoy, wywodzący się z tej partii premier, ma niewielkie szanse na przedłużenie życia swojego gabinetu. Większości nie będzie miał z pewnością – sondaże mówią o wyniku sięgającym maksymalnie 30 proc. głosów. I co gorsza dla niego, trudno mu też będzie o koalicjantów. W zasadzie nikt z nim nie chce rozmawiać o koalicji.

Ważna zmiana po lewej stronie

W grudniowym wyborach hiszpańscy socjaliści z PSOE zajęli drugie miejsce – po Partii Ludowej. Teraz, jak sugerują najnowsze sondaże, ta sztuka może im się nie udać. Zdobędą około 20 proc. głosów i spadną na trzecie miejsce.

Kto będzie drugi? Bardzo lewicowa koalicja z partią Podemos na czele – może zdobyć nawet ponad jedną czwartą głosów. Co to oznacza? Rośnie prawdopodobieństwo, że w Hiszpanii powstanie rząd lewicowy z premierem z Podemosu i wspierany przez socjalistów z PSOE.

Oczywiście ten scenariusz wcale nie musi się ziścić – działacze z PSOE są teraz brutalnie atakowani przez Podemos i tracą głosy głównie na rzecz bardziej radykalnej lewicy. Nie jest więc pewne, czy zgodzą się stworzyć wspólny rząd z kimś, kto właśnie zabiera im wyborców.

Zwłaszcza, że być może będą mieli wybór. Rajoy wspomina o wielkiej koalicji – podobnej do tej z Niemiec – którą stworzy jego Partia Ludowa i socjaliści właśnie z PSOE.

Czytaj też: Hiszpania wydaje się dla rynków nawet mniejszym problemem niż pod koniec kwietnia Portugalia.

Większość drobnych graczy na giełdzie walutowej niestety ponosi stratyWiększość drobnych graczy na giełdzie walutowej niestety ponosi straty fot. Carlos Amarillo / shutterstock.com

Rynki bardzo spokojne

Bez względu jednak na ostateczny wynik wyborów, rynki nie widzą w nim teraz wielkiego zagrożenia. Rentowność dziesięcioletnich hiszpańskich obligacji utrzymuje się na poziomie 1,45 proc. i jeszcze dodatkowo spadła w czwartek do godziny 16.00 o 3,5 proc. To np. dużo poniżej analogicznych polskich papierów – rentowność naszych dziesięciolatek wynosi teraz 3,04 proc. i w czwartek wcale się nie zmniejszyła.

Inwestorzy, mówiąc krótko, nie boją się hiszpańskich wyborów. Z kilku powodów. Wszystko przysłania referendum w Wielkiej Brytanii – to na pewno. Ale poza tym mocno lewicowa koalicja nie jawi się jako rozwiązanie najgorsze – Europa to przetestowała już w Grecji. Można z tym żyć.

Być może również wielkich lęków nie ma, bo poprawiają się wskaźniki ekonomiczne w Hiszpanii. PKB w pierwszym kwartale było wyższe aż o 2,6 proc. niż rok temu. Spada bezrobocie, napędzane między innymi boomem w turystyce. Choć nadal jest ekstremalnie wysokie – wynosi 21 proc.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"