Premier Włoch o krok od politycznego samobójstwa. Jeżeli do niego dojdzie, Włosi mogą zrezygnować z euro

Marcin Kaczmarczyk
Włoski Sąd Najwyższy zgodził się w poniedziałek na przeprowadzenie referendum w kwestii poważnej zmiany formy i funkcji tamtejszego Senatu. Jeżeli Włosi sprzeciwią się reformie, Włochy mogą nawet wyjść ze strefy euro.

Poniedziałkowa decyzja Sądu Najwyższego znacząco przybliża Włochów do referendum, którego znaczenie dla Europy może być nie mniejsze od niedawnego głosowania Brytyjczyków w kwestii Brexitu. Matteo Renzi, centrolewicowy premier Włoch zapowiedział bowiem wcześniej - czym przypomina Davida Camerona - że jeżeli Włosi nie zgodzą się na poważne konstytucyjne zmiany, on odejdzie.

A to oznacza nowe wybory, które z kolei może wygrać populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd, który w programie ma wyjście Włoch ze strefy euro.

Sam pomysł Renziego, by zamienić włoski Senat w Izbę Regionów, w której zamiast 321 senatorów będzie zasiadało 100 przedstawicieli regionów wydaje się głęboko rozsądny. Teraz włoska władza ustawodawcza opiera się na dwóch izbach - Izbie Deputowanych i Senacie, które są równe wobec siebie, co w praktyce prowadzi często do dramatycznego wydłużania prac nad nowymi ustawami. Bywa, że niektóre, dotyczące bardziej kontrowersyjnych kwestii, powstają nawet przez kilkadziesiąt lat! Renzi chce znacząco osłabić Senat. Chce też - kosztem władz regionów - wzmocnić pozycję rządu centralnego tak, by miał więcej do powiedzenia między innymi w kwestiach rozwoju transportu, energii i ochrony środowiska.

Te zmiany, zdaniem premiera Włoch, spowodują że Włochy staną się krajem, którym w końcu będzie można zarządzać.

Premier Włoch Matteo Renzi i premier Wielkiej Brytanii Theresa MayPremier Włoch Matteo Renzi i premier Wielkiej Brytanii Theresa May Domenico Stinellis (AP Photo/Domenico Stinellis)

Renzi chce przeprowadzić poważne zmiany konstytucyjne w kraju, w którym gospodarka znajduje się w wieloletniej stagnacji, bezrobocie sięga niemal 12 proc., a wśród młodych jego stopa jest powyżej 36 proc. Do tego największe włoskie banki balansują nad przepaścią. Toną z powodu góry niespłacanych kredytów - ich kwota sięga 360 mld euro, co odpowiada aż 18 proc. rocznego PKB Włoch.

To spowodowało, że referendum dotyczące głównie reformy Senatu, staje się przede wszystkim głosowaniem przeciw lub za centrolewicowym gabinetem Renziego.

Czytaj też: Włosi mają kaca, chociaż nie byli na imprezie. Dlaczego włoskie banki toną?

Opozycja oczywiście podsyca takie podejście, argumentując, że premier dąży do przesadnej władzy. Przypomina przy tym, że pomysł dwóch równorzędnych izb to jeden z gwarantów systemu demokratycznego we Włoszech - nie można go zmieniać, bo inaczej do władzy mogą dojść tacy ludzie jak Benito Mussolini.

Wynik referendum jest teraz mocno niepewny. Sondaże wskazują przede wszystkim na ogromną liczbę osób niezdecydowanych a aktualną kondycję Włoch celnie podsumowała w piątek kanadyjska agencja ratingowa DBRS. Utrzymała co prawda, jako jedyna z czterech największych agencji ratingowych na świecie, wysoką ocenę Włoch "A", ale stwierdziła, że w przyszłości o taką ocenę będzie trudno. Polityczna niepewność, problemy banków, stagnacja w gospodarce i mniej stabilne globalne otoczenie - to wyzwania, którym Włochy muszą podołać.

Nie jest jeszcze ustalona data referendum. Po zgodzie sądu najwyższego na jego przeprowadzenie rząd ma 60 dni na dokładne ustalenie jego daty.

Zakłada się, że referendum odbędzie się pod koniec roku - raczej nie wcześniej, niż w drugiej połowie października, a więc już po przyjęciu przez włoski parlament ustawy budżetowej. To oznacza, że czeka nas gorąca jesień. Mniej więcej w tym samym czasie kiedy Włosi będą zastanawiać się, czy poprzeć reformę konstytucyjną Renziego, Amerykanie w Stanach będą wybierali nowego prezydenta. Po tych głosowaniach świat naprawdę może być inny.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"