Sytuację do niedawna komplikował fakt, że długo nie był znany termin uruchomienia artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego i dwuletniego procesu negocjacji w sprawie opuszczenia UE. Premier Theresa May zapowiedziała jednak w niedzielę w wywiadzie dla telewizji BBC, że formalny proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zacznie się do końca marca 2017 roku. To oznaczałoby, że Brexit może stać się faktem za trzy lata.
Zadowolenie z określenia daty przez premier wyraził już przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.
To dotychczasowe "milczenie" brytyjskiej premier zostało skrytykowane w ekspertyzie think tanku Institute for Government. W opinii autorów analizy niepokoi to firmy i kraje, z którymi Wielka Brytania będzie musiała te negocjacje prowadzić.
Institute for Government kwestionuje ponadto celowość oddania odpowiedzialności za proces Brexitu trzem departamentom: spraw zagranicznych, handlu międzynarodowego i wychodzenia z UE.
Jak podkreślają autorzy ekspertyzy, taka potrójna struktura „stwarza ryzyko powstania zamieszania kompetencyjnego i braku koordynacji w toku procesu wychodzenia z Unii Europejskiej”.
Według think thanku samo myślenie o Brexicie, czyli planowanie związanych z nim czynności może kosztować 65 mln funtów rocznie. Co więcej, specjalnie w tym celu trzeba będzie zatrudnić 500 urzędników i ekspertów.
O niebagatelnych kosztach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii mówiono jeszcze przed referendum w tej sprawie. W kwietniu brytyjskie ministerstwo skarbu napisało w raporcie, że "Wielka Brytania będzie na zawsze zubożona, jeśli wyjdzie z Unii Europejskiej". W krótkiej perspektywie będzie to oznaczać "gwałtowne wstrząsy ekonomiczne", na dłuższą metę dochody każdego brytyjskiego gospodarstwa domowego spadną o około 4,3 tys. funtów rocznie.
W maju Światowa Organizacja Handlu (WTO) ostrzegła, że Brexit będzie kosztował brytyjskich konsumentów i firmy nawet 14,5 mld euro. To koszty nałożenia ceł na import z i do krajów, z którymi UE ma wynegocjowane porozumienia handlowe.