Polak z Francuzem podtapiają funta. Z pomocą przychodzą Chińczycy

Marcin Kaczmarczyk
Fatalnie rozpoczął się piątek dla funta. Angielska waluta znowu zaczęła słabnąć po tym, jak Donald Tusk i Michel Sapin, francuski minister finansów rozwiali złudzenia o korzystnym dla Brytyjczyków Brexicie.

Rano funt tracił do dolara aż pół procent – to spora zmiana jak na jeden dzień. Angielska waluta zdaniem analityków taniała głównie z powodu czwartkowej wypowiedzi przewodniczącego Rady Europejskiej i późniejszej uwagi francuskiego ministra finansów.

Donald Tusk, w brutalny sposób rozwiał wygłoszone kilka godzin wcześniej nadzieje Borisa Johnsona. Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii powiedział, że wierzy w lepsze warunki umowy pomiędzy Zjednoczonym Królestwem i Unią Europejską od tych, które sugeruje twardy Brexit.

Zdaniem Tuska rozważania o miękkim Brexicie są całkowicie bezużyteczne. – Jedyną prawdziwą alternatywą dla twardego Brexitu jest jego brak – nawet jeżeli dzisiaj trudno w to komuś uwierzyć – powiedział Donald Tusk.

Tym samym przewodniczący Rady Europejskiej wyraźnie podkreślił, że Unia w rozmowach z Wielką Brytanią nie zgodzi się na pełny i nieograniczony dostęp Brytyjczyków do wspólnego rynku, jeżeli Londyn będzie chciał kontrolować w jakikolwiek sposób migrację płynącą z Unii Europejskiej.

ZOBACZ TEŻ: Jeszcze w lipcu wydawało się, że Brytyjczycy mają dobrą strategię. Zamiast Unii szybkie umowy handlowe z resztą świata.  

 

Francuz dorzuca drzewo do ogniska

Już sama wypowiedź Tuska, sugerująca że Wielka Brytania jednak wiele straci na Brexicie była wystarczającym powodem, by osłabić funta. Jednak na tym się nie skończyło.

W piątek rano Michel Sapin, francuski minister finansów powiedział, że już niektóre amerykańskie banki szukają miejsc w Europie, do których mogłyby przenieść swoje biura z Londynu po Brexicie. Dodał przy tym, że Paryż chce być europejską stolicą finansów i aktywnie zabiega, żeby to właśnie do niego przenieśli się bankowcy i finansiści z Londynu.

Chwilę po wypowiedzi Sapina pojawiły się ponadto zaskakujące i złe informacje o kondycji w brytyjskiej budowlance. Sektor budowlany na Wyspach zanotował w sierpniu 1,5 proc. spadek w porównaniu do poprzedniego miesiąca, podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu w okolicach 0,2 proc. Niektórzy z inwestorów dopatrywali się w tym również obaw związanych z nadchodzącym Brexitem.

CZYTAJ WIĘCEJ: Słabnący funt poważnie już uderzył w zyski brytyjskiego EasyJeta, drugich w Europie tanich linii lotniczych.

Chińczycy koją rozdygotane nerwy

W późniejszych porannych godzinach funt zaczął odzyskiwać siły i wczesnym popołudniem powrócił do wycen z czwartkowego zamknięcia. Pomogli Chińczycy.

Z Państwa Środka napłynęły bowiem pozytywne dane dotyczące inflacji – zarówno producentów, jak i konsumenckiej. Ta pierwsza wzrosła we wrześniu o 0,1 proc. rok do roku, gdy spodziewano się 0,3 proc. spadku cen. Oznacza to, że chińskie firmy pierwszy raz od początku 2012 przestały odczuwać deflację. To dla nich zdecydowanie zmiana na lepsze 

Natomiast inflacja konsumencka wyniosła 1,9 proc., a więc również powyżej prognozy mówiącej o jej wzroście o 1,6 proc. To sugeruje, że kondycja chińskiej gospodarki nie jest jednak tak zła, jak sugerowały do ostatnie dane o spadku chińskiego eksportu.

Notowania brytyjskiego funta do dolara i do złotegoNotowania brytyjskiego funta do dolara i do złotego wykresy: investing.com

Inwestorzy odetchnęli, funt nieco zyskał. Jednak i tak większość analityków twierdzi, że brytyjska waluta będzie się dalej osłabiać. Twardy Brexit będzie dla niej bolesny.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”