Chiny na wojnie walutowej wydały już prawie bilion dolarów. Takie działania nie podobają się Donaldowi Trumpowi

Chińskie rezerwy walutowe niespodziewanie spadły poniżej poziomu 3 bilionów dolarów. Są tym samym najniższe od blisko 6 lat. Od szczytu w połowie 2014 roku, Chińczycy na obronę juana wydali już blisko bilion dolarów. Tego typu interwencje krytykuje nowy amerykański prezydent.

W styczniu rezerwy walutowe Chin spadły o 12,3 mld dolarów, do 2,998 bln. Ten spadek był mocniejszy, niż oczekiwano, a także przełamał psychologiczną i uważnie śledzoną granicę 3 bilionów dolarów. W szczytowym momencie, w czerwcu 2014 roku, chińskie rezerwy sięgały prawie 4 bilionów dolarów. Czyli w ciągu dwóch i pół roku, Chińczycy wypalili blisko bilion dolarów na obronę juana. Nadal jednak mają największe rezerwy walutowe na świecie.

Warto jednak zauważyć, że ten styczniowy spadek był już wyraźnie słabszy niż grudniowy (wtedy rezerwy skurczyły się o 41 mld dolarów), a w dodatku był najmniejszy od siedmiu miesięcy. Może to wskazywać na to, że - przynajmniej na razie - działania Chin zaczynają wreszcie przynosić efekty.

O co walczą Chińczycy?

Kiedy juan zaczął osłabiać się wobec dolara, Chinom początkowo to nie przeszkadzało. Co więcej, same mu w tym pomagały. Chiński bank centralny sprzedawał krajową walutę i kupował (głównie) dolary, budując ogromne rezerwy. Słabszy juan oznaczał większe korzyści dla eksporterów – a Chiny są największym eksporterem świata. Ale wkrótce słabnący juan zaczął być problemem. Chińska gospodarka zaczęła spowalniać, a inwestorzy postanowili wycofać swoje pieniądze tam, gdzie będą mogli więcej zarobić. Z kraju zaczął uciekać kapitał, co dodatkowo pogrążało juana. Chiny postanowiły więc zawalczyć o swoją walutę i zaczęły wydawać ogromne pieniądze na jej obronę. Robią to pozbywając się nagromadzonych rezerw.

Pojawia się pytanie, jak długo mogą to kontynuować – jak nisko mogą zejść z poziomem rezerw. Chiński regulator uspokaja, żeby nie przywiązywać zbyt dużej wagi do poziomu 3 bilionów dolarów. Ale, jak podaje Reuters, część analityków uważa, że Chiny muszą utrzymywać rezerwy na poziomie minimum 2,6-2,8 bln dolarów, by ich gospodarka spełniała wymogi bezpieczeństwa według Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Pozbywanie się rezerw walutowych niekoniecznie może być najlepszym sposobem na wspieranie kursu własnej waluty – tak twierdzą na przykład ekonomiści Commerzbanku, podając jako przykład Rosję, gdzie interwencje banku centralnego nie powstrzymały osłabiania się rubla.

Chiny postanowiły bronić juana także w inny sposób: podnoszą stopy procentowe, walczą z odpływem kapitału zaostrzając kontrole zagranicznych inwestycji czy zakazując prowadzenia niektórych rodzajów działalności inwestycyjnej.

Krytyka z USA

Stabilność finansów tej drugiej największej gospodarki świata zależy od jej nadwyżki handlowej. I jest ważna nie tylko dla samych Chin. Część analityków obawia się, że Pekin może powtórzyć operację dewaluacji juana z 2015 roku, co spowoduje chaos na światowych rynkach finansowych oraz zwiększy napięcie między Pekinem a Waszyngtonem.

Nowy amerykański prezydent już w trakcie kampanii krytykował Chiny za to, że manipulują kursem juana tak, by poprawiać opłacalność chińskiego eksportu. Po objęciu stanowiska powtarzał, że Chiny ponoszą część odpowiedzialności za deficyt handlowy USA oraz sugerował możliwość nałożenia ceł na chińskie towary. Jego zdaniem, pomogłoby to przywrócić do Stanów Zjednoczonych „miliony miejsc pracy”. Pojawiły się obawy, że ostry kurs wobec Chin może doprowadzić do wojny handlowej między dwiema największymi gospodarkami świata. W ciągu dwóch tygodni po objęciu urzędu, Donald Trump rozmawiał z 18 światowymi przywódcami. Na tej liście ciągle brakuje chińskiego lidera, Xi Jinpinga.

Zobacz także WIDEO: Kontrowersyjne decyzje prezydenta Trumpa