Tym razem amerykański prezydent nie atakował, nie obrażał i jak pisaliśmy rano nie przedstawił aż tak "populistycznego manifestu pełnego silnych nacjonalistycznych wątków, jak ponad miesiąc temu, kiedy wygłaszał mowę inauguracyjną". Poza tym, w całym przemówieniu wiele było pojednawczych tonów i wezwań do jedności.
Oczywiście, na co zwracają uwagę analitycy, konkretów znów nie było za wiele, ale powtórka obietnic biliona dolarów na infrastrukturę i wprowadzenia "wielkiej ulgi podatkowej" dla klasy średniej i firm wystarczyły, by na giełdach znów górę wzięli kupujący, a amerykańska waluta zaczęła się umacniać. Choć z tego ostatniego Trump nie jest zapewne zadowolony (wielokrotnie dawał do zrozumienia, że dolar jest za mocny) i zapewne nie omieszka niebawem jakoś sprawę "zielonego" załatwić.
Oprócz mowy prezydenta do zwyżek przyczynił się też znaczący wzrost prawdopodobieństwa kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA, już na marcowym posiedzeniu, Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (odpowiednika naszej RPP). Jak podaje agencja Bloomberg wynosi ono obecnie prawie 80 proc., czyli wg analityków wzrost stóp jest niemal pewny. A wzrost stóp to oczywiście informacja… dobra. Dobra w czasie hossy, z którą niewątpliwie na giełdach w USA (i nie tylko) mamy do czynienia już od jakiegoś czasu. Póki co jest to hossa dużych graczy, bo mali wciąż zrażeni do akcji po kryzysie finansowych z lat 2008/09 niespecjalnie garną się do zakupów choć ostatnio zaczęło się to zmieniać. Tak jest za Oceanem i tak jest też w Warszawie.
Zmieniają się też nastroje, które mimo, że nie zawsze są dobrą wyrocznią i oznaczają zmianę trendu, to na rynkach finansowych mają swoją renomę. Zwłaszcza w połączeniu z masowym kupowaniem akcji przez wspomnianych wyżej drobnych inwestorów.
Tym razem, jak wspomniano wyżej, drobnych inwestorów jeszcze nie ma za wielu, ale ostatnio mieliśmy do czynienia z najdłuższą, jak przypominają analitycy Opoka TFI serią zwyżek najważniejszego amerykańskiego indeksu Dow Jones Industrial.