Książka ma kosztować i basta. Ten projekt mocno ukróci promocje dla czytelników

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyjęło do dalszych prac przygotowany przez Polską Izbę Książki projekt ustawy, zakładający m.in. zakaz znaczącego przeceniania książek przez pierwszy rok od wprowadzenia na rynek.

Projekt ustawy (który, jak wynika ze słów ministra Piotra Glińskiego, jest na etapie "wstępnych konsultacji") zakłada, że przez 12 miesięcy od daty wprowadzenia na rynek, cena książki nie będzie mogła być obniżona przez „sprzedawców końcowych” (m.in. księgarnie, sklepy, kioski) o więcej niż 5 proc. wobec ceny ustalonej przez wydawcę czy importera.

Od tej reguły ma być kilka wyjątków, m.in. 20-procentowe rabaty będą mogły otrzymywać uczelnie, placówki oświatowe czy instytucje kultury, a z 15-procentowych obniżek będą mogły uzyskać osoby odwiedzające targi książki czy stowarzyszenia rodziców uczniów (w przypadku podręczników).

Sprzedawca będzie mógł też niższe ceny w odniesieniu do książek wybrakowanych, wadliwych czy uszkodzonych, pod warunkiem poinformowania klienta o wadach egzemplarza.

Projekt uniemożliwiałby też dodawanie np. do czasopism czy dzienników darmowych książek.

W opinii Włodzimierza Albina, prezesa Polskiej Izby Książki, ustawa może zahamować upadek księgarń w Polsce, którego przyczyną jest „wyniszczająca wojna cenowa”. - W latach 90-tych mieliśmy prawie 4 000 księgarń, teraz mamy 1 800 i dotyczy to przede wszystkim małych rodzinnych księgarń, w małych miejscowościach, które są tam rodzajem instytucji kultury, a nie tylko sklepem – mówi Albin.

Dodaje, że ustawa zapewniłaby „biblio różnorodność”, czyli „dużo książek niszowych”. - Duże markety są zainteresowane tylko książkami, które są popularne, hitowe. Jeżeli tylko takie zostaną na rynku, to upada pewien etos związany z wydawaniem książek - tłumaczył Albin.

Dobrego zdania o ustawie nie ma z kolei m.in. Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. „Jej wprowadzenie w Polsce radykalnie obniżyłoby konkurencyjność księgarni internetowych, które dzięki niższym kosztom funkcjonowania walczą o czytelnika przede wszystkim niższą ceną, niż w tradycyjnych punktach sprzedaży. Ostatecznie więc – podwyższy realne ceny książki, czyli to ile czytelnicy faktycznie (a nie – wedle ceny okładkowej) płacą za książki” – pisze w swojej analizie Piotr Trudnowski.

Trudnowski obawia się też, że ustawa może uprzywilejować duże sieci. Zwraca uwagę na jeden z zapisów projektu, mówiący o tym, że wydawca czy importer mogą stosować różne ceny jednolite w zależności o standardu edytorskiego (np. miękkiej czy twardej okładki). „Co to oznacza w praktyce? Że uprzywilejowane będą wielkie sieci handlowe, które jako warunek wprowadzenia książki do sprzedaży oczekiwać będą przygotowania przez wydawcę specjalnej edycji książki. Domyślnie – tańszej niż jej standardowa wersja sprzedawana w księgarniach niezależnych czy internetowych. Już dziś specjalne, tańsze edycje książek znajdziemy w największych sieciach dystrybucyjnych. Na przykład... w Biedronce, która chwali się tym, że w ciągu ostatnich 5 lat sprzedała 35 milionów książek” - czytamy w analizie CAKJ.

Więcej o: