Koniec wzrostów, mamy się już bać? Po Niemczech spadki w przemyśle Włoch i Japonii

Marcin Kaczmarczyk
Świat jest daleko od niekwestionowanego i silnego ożywienia gospodarczego. Nowe, niewesołe informacje napłynęły z początkiem tygodnia z Japonii i Włoch.

Kiedy w ubiegłym tygodniu Niemcy podały, że zamówienia składane przez ich przemysł były aż o 7,4 procent niższe niż w grudniu i jednocześnie o 0,8 procent mniejsze niż w styczniu rok temu, można to było potraktować jako pewną anomalię – ot taki incydent na drodze coraz szybszego, a przynajmniej w miarę pewnego już wzrostu gospodarki. Najnowsze dane z Japonii i Włoch sugerują jednak, że droga do trwałego globalnego ożywienia gospodarczego jest mocno wyboista.

Najpierw rano w poniedziałek dowiedzieliśmy, że zamówienia fabryczne w Kraju Kwitnącej Wiśni zmniejszyły się aż o 10,8 proc. w styczniu w stosunku do danych z grudnia. A tzw. zamówienia podstawowe (bez uwzględniania tych dotyczących statków i sprzętu elektrycznego) spadły o 8,2 proc. w stosunku do miesiąca wcześniej i był to największych ich spadek od ośmiu miesięcy. Analitycy spodziewali się tu wzrostu na poziomie 3,3 proc.

Czytaj więcej: Idą ciężkie czasy dla franka i frankowiczów. Mówi to sam szef Szwajcarskiego Banku Narodowego.

Ciemne chmury na pięknym włoskim niebie

Chwilę później napłynęły rozczarowujące dane z Włoch. Tamtejsza produkcja przemysłowa zmalała w styczniu w stosunku do grudnia aż o 2,3 proc. – prognozy mówiły o spadku o 0,8 proc. – i był to największy jej spadek od 2011 roku. W porównaniu do danych sprzed roku natomiast produkcja przemysłowa była mniejsza o 0,5 proc. Jest to wynik zarówno dużo gorszy od prognoz, które mówiły o wzroście na poziomie 3,3 proc., jak i wynik, który niweluje cały niezły ostatni kwartał wzrostów we włoskim przemyśle.

Wnioski? Wszystkie powyższe dane dotyczą pojedynczego miesiąca. Być może mimo wszystko nie mamy do czynienia z dłuższym, niepokojącym trendem. Dotyczą jednak kluczowych globalnych gospodarek i jeżeli odczyty dotyczące lutego i marca będą równie złe, wtedy naprawdę będzie to oznaczało, że o silnym ożywieniu trzeba zapomnieć i trzeba będzie walczyć co najmniej z dokuczliwą stagnacją.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.

Więcej o: