Donald Trump wprowadza kolejny kontrowersyjny dekret. Tym razem rozwścieczył Indian z Montany

Marcin Kaczmarczyk
Nowy prezydent USA nie zamierza kontynuować polityki Baracka Obamy dotyczącej ograniczenia emisji CO2. Proste wycofanie się z regulacji wprowadzonych przez poprzednika jest jednak niemożliwe.
Prezydent Donald Trump i szef parlamentarnej komisji ds. zdrowia Tom Price.
J. Scott Applewhite (AP Photo/J. Scott Applewhite)

We wtorek Trump, otoczony przez grupę górników, podpisał Dekret o Niezależności Energetycznej. Wycofuje on, zawiesza lub nakazuje rewizję kilku rozporządzeń poprzedniej administracji, z których najważniejszym jest Clean Power Plan (CPP). Program ten, ogłoszony w 2015 r. przez byłego prezydenta Baracka Obamę miał zmniejszyć do 2030 roku aż o jedną trzecią emisję CO2 przez energetykę, głównie poprzez ograniczenie spalanie węgla.

CPP nie wszedł w całości w życie. Koncerny wydobywcze i niektórzy prokuratorzy generalni ze stanów, w których wydobycie węgla nadal ma duże znaczenie, zaskarżyły regulacje Obamy do sądów. Część zapisów została przez nie zakwestionowana. Znaczna część jednak weszła w życie i wydawało się, że tym samym Amerykanie staną się kolejnym ważnym globalnym graczem dążącym do emisji gazów cieplarnianych.

Trump jednak, podobnie jak kiedyś minister Szyszko, kwestionuje fakt, że globalne ocieplenie jest związane z działalnością człowieka – zwłaszcza z emisją dwutlenku węgla. I postanowił, wspierany przez lobby firm wydobywczych, anulować regulacje Obamy. Stąd najnowszy Dekret o Niezależności Energetycznej.

Czytaj więcej: W Pekinie wyłączono ostatnią elektrownię węglową.

Długie boje przed sądami

Poglądów Trumpa nie podziela jednak wielu mieszkańców USA (wg ubiegłorocznego sondażu 49 proc. Amerykanów uważa, że trzeba zrobić jeszcze więcej w kwestii walki z ociepleniem a 20 proc. że mniej) i, zdaniem nie tylko ekologów, próba anulowania zapisów CPP oznacza w praktyce rozpoczęcie wielu sporów sądowych. Pierwsza  "jaskółka" pojawiła się już w środę – dzień po tym, jak Trump podpisał nowy dekret.

Przedstawiciele Czejenów Północnych, plemienia Indian mieszkającego w południowej Montanie, zaskarżyli dekret Trumpa do sądu. Nie podoba im się, że nowa regulacja, ułatwiając uruchomienie nowych kopalń, doprowadzi do eksploatacji złóż węgla ma terenach znajdujących się w pobliżu ich rezerwatu.

Nie do zaakceptowania jest fakt, że decyzja o wydobyciu węgla w pobliżu naszych ziem może zostać podjęta bez konsultacji z nami.

– oświadczył Jace Killsback, wódz plemienia.

Czytaj więcej: Prąd z elektrowni słonecznych jest już tańszy niż z wiatrowych

Trzy kłamstwa Trumpa

Dekret Trump rozwścieczył już ekologów i to z bardzo wpływowych organizacji. Wśród nich jest np. Michael Brune, szef Sierra Club, jednej z najstarszych na świecie (istniejącej od 1892 roku) organizacji wspierających ochronę środowiska. W stanowisku opublikowanym w środę Brune pisze, że „po zeszłotygodniowej próbie zabrania ubezpieczenia zdrowotnego wielu Amerykanom, Donald Trump rozpoczął atak na czyste powietrze, czystą wodę, czystą energię, grunty publiczne i nasz klimat.”

Argumentacja nowego prezydenta opiera się przy tym, zdaniem Brune’a, na trzech kłamstwach. Po pierwsze, nie jest prawdą, że dekret może łatwo cofnąć zmiany. – Zabezpieczyliśmy wyłączenie ponad 250 zanieczyszczających atmosferę elektrowni węglowych i dekret Trumpa nie cofnie żadnego z tych sukcesów – pisze Brune.

Kłamstwem jest też, jak uważa szef Sierra Club, że zwiększenie roli paliw kopalnych zwiększy niezależność energetyczną USA. – Zamiast tego wydłuży nasze uzależnienie od brudnych źródeł energii, podczas gdy reszta świata agresywnie rozwija rozwiązania oparte na źródłach czystej energii – uważa Brune.

No i jego zdaniem nieprawdą jest też, że dekret Donalda Trumpa stworzy więcej miejsc pracy. Z danych Departamentu Energii wynika, że już teraz liczba pracowników związana z sektorem czystej energii jest w USA 2,5 razy większa od liczby tych związanych z wydobyciem paliw kopalnych i aż 5 razy od liczby zatrudnionych przy wydobyciu węgla i gazu ziemnego. Promowanie paliw kopalnianych kosztem rozwoju źródeł czystej energii może więc negatywnie wpłynąć na rynek pracy.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.

Zobacz też: Były GROM-owiec: Żołnierz ma prawo być dobrze dowodzony

Były GROM-owiec: Żołnierz ma prawo być dobrze dowodzony [NEXT TIME]

Marcin Kaczmarczyk
Więcej o: