Świat nie będzie potrzebował więcej ropy naftowej?!

Pojazdy elektryczne mogą odpowiadać za 50-60 proc. globalnej sprzedaży lekkich samochodów w 2040 roku - uważa Morgan Stanley. Czy zagrozi to pozycji przemysłu naftowego?

Tesla notuje w ostatnich miesiącach gwałtowny rozwój. Koncern Elona Muska przebił w tym roku Forda i General Motors pod względem wartości rynkowej. Stał się tym samym najcenniejszym amerykańskim producentem samochodów.

Model 3 Tesli ma zaspokoić ogromny popyt Amerykanów na samochody elektryczne. Pojazdy tego typu kupowane są coraz chętniej - w ubiegłym roku na całym świecie sprzedano ich 775 tys.

To oczywiste zagrożenie dla przemysłu naftowego, ponieważ prawie połowę (45 proc.) z wielkiego apetytu Stanów Zjednoczonych na ropę tworzą właśnie samochody osobowe. Oznacza to, że każdy nabywca Tesli lub Chevy Bolt to ubytek jednego wiernego klienta nafciarzy.

Jak zauważa CNN, wszystko to w połączeniu z modą na auta, które zużywają mało benzyny powoduje, że nadchodzi chwila globalnego szczytu popytu na ropę naftową. - Zobaczymy szczyt popytu na ropę. Pytanie brzmi: kiedy? – mówi Brian Youngberg z firmy analitycznej  Edward Jones & Co.

To wyraźny przełom, do tej pory mówiliśmy głównie o szczycie wydobycia ropy naftowej i potencjalnych niedoborach tego surowca.

2 miliony to ciągle mało

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii (MAE), łączna liczba 2 milionów pojazdów elektrycznych na drogach świata została przekroczona w 2016 roku. Ambitne plany znacznych wzrostów sprzedaży takich aut ogłosiły m.in. Volkswagen, Ford czy Honda. Ciągle jednak 2 mln to zaledwie 0,2 proc. ogólnej liczby użytkowanych aut o niewielkiej masie. Dlatego MAE stwierdza, że przed pojazdami elektrycznymi „jeszcze długa droga” do zrobienia „znaczącego wyłomu” w globalnym popycie na ropę.

Podobne prognozy ma spółka paliwowa Exxon. Jej analitycy twierdzą, że w 2040 roku auta elektryczne będą stanowić jedynie 10 proc. sprzedaży nowych samochodów. Ropa naftowa i gaz ziemny mają pozostać najważniejszym źródłem energii w 2040 roku.

Z kolei bank inwestycyjny Morgan Stanley to wielki zwolennik potencjału samochodów elektrycznych. W jego ostatnim raporcie czytamy, że „pojazdy elektryczne mogą odpowiadać za niesamowite 50 do 60 proc. globalnej sprzedaży lekkich pojazdów w 2040 roku”. Popularność elektrycznych, autonomicznych samochodów spowoduje, że będą one o wiele tańsze, a liczba kilometrów przez nie przejechanych na całym świecie podwoi się do 2030 i potroi do 2040 roku.

Więcej o: