Wenezuela chce walczyć z "dyktaturą dolara". Maduro uległ modzie na kryptowaluty. Tylko kto kupi od bankruta?

Dyktator Wenezueli Nicolas Maduro ma pomysł na nową walutę. Nie do końca wiadomo, do czego jest mu ona potrzebna. I czy pomoże mieszkańcom kraju, w którym podstawowe produkty potrafią w miesiąc zdrożeć o 80 procent.

Maduro zapoznał się chyba z fenomenem bitcoina i postanowił wykorzystać modę. W grudniu zapowiedział, że wprowadzi własną kryptowalutę, teraz przedstawił nieco więcej szczegółów. W orędziu do narodu ogłosił, że kraj w najbliższych dniach wyemituje 100 milionów „petro” – waluty zabezpieczonej ropą naftową, głównym bogactwem kraju.

Petro ma być powiązane z ceną wenezuelskiego koszyka ropy naftowej, która teraz oscyluje w okolicach 59 dolarów za baryłkę. Jedno petro ma mieć wartość jednej baryłki. To znaczy, że wartość całej emisji wyniesie niespełna 6 mld dolarów.

Prezydent Wenezueli powiedział, że nowa waluta ma pomóc zmierzyć się z "tyranią dolara" i "wojną gospodarczą" prowadzoną przez Stany Zjednoczone. USA nałożyły w ostatnich miesiącach szereg sankcji, w tym na samego Maduro. Nie wiadomo, kto miałby to petro kupować. W oczach inwestorów Wenezuela nie ma wysokiej wiarygodności. Ale Maduro lubi zaklinać rzeczywistość. W listopadzie grzmiał, że kraj nigdy nie ogłosi niewypłacalności. Kilka dni później Wenezuela została oficjalnie ogłoszona bankrutem.

Możliwe, że Wenezuela chce wykorzystać nową kryptowalutę do spłaty części swojego międzynarodowego długu. Tego jednak nie wiemy. Tak samo, jak nie wiadomo, jak dokładnie ma działać sam mechanizm petro. I czy to w ogóle pomoże mieszkańcom kraju, zmęczonym niedoborami żywności, leków i innych podstawowych produktów oraz najwyższą inflacją na świecie. Rząd dawno już przestał publikować dane na temat cen, według opozycji, od stycznia do listopada 2017 wzrosły o ponad 1300 procent. W samym grudniu miało to być 80 procent.

By nieco tłumić rozgoryczenie, co jakiś czas podnoszona jest minimalna pensja. Kolejna, tym razem 40-procentowa podwyżka weszła w życie od stycznia. Miesięcznie taka pensja wynosić będzie niespełna 800 tys. boliwarów, według czarnorynkowych notowań (stosowanych powszechnie w tym kraju), to tylko nieco powyżej 7 dolarów amerykańskich.

Wenezuela czwarty rok jest w głębokiej recesji. Jej gospodarka jest mocno uzależniona od ropy naftowej. Około 95 procent przychodów z eksportu pochodzi ze sprzedaży tego surowca. Kraj popadł w poważne kłopoty kilka lat temu, kiedy ceny ropy na światowych rynkach się załamały. Nieudolne zarządzanie gospodarką przez lata i brak reform sprawiły, że władze nie były sobie w stanie z tym poradzić.

+++

Zbigniew Grycan: Dobrze mi się wiodło, bo przede wszystkim dbałem o jakość swoich produktów [NEXT TIME]