W środę notowania bitcoina spadły mocno poniżej 10000 dol. W godzinach popołudniowych najbardziej popularna krytowaluta była wyceniana nieco ponad 9650 dol., była więc tańsza o mniej więcej połowę niż w połowie grudnia i kilkanaście procent poniżej wczorajszej wyceny.
Gwałtownie tanieją również inne kryptowaluty. Ethereum w środę było niemal o jedna czwartą tańsze niż wczoraj.
- Na rynku panuje duża panika. Ludzie sprzedają (kryptowaluty), by wyrwać się z tego piekła– skomentował sytuację na rynku dla Reutersa Charles Hayter, twórca serwisu Cryptocompare.
Przyczyny najnowszego, nie pierwszego zaznaczmy, załamania na rynku kryptowalut, wydają się znane. W tym tygodniu o potrzebie regulacji rynku kryptowalut, a nawet zablokowania transakcji na nim, zaczęli mówić przedstawiciele Korei Południowej i Chin. Podobne pomysły zaczęto rozważać również w USA. O kryptowalutach zamierzają ponadto w marcu rozmawiać przywódcy 20 najbardziej rozwiniętych państw świata na spotkaniu G20 w Argentynie.
Czytaj więcej: Szaleństwo w Lizbonie. Nawet Madonna nie kupiła tam domu.
Nauczka dla inwestorów. Małe zagrożenie dla światowej gospodarki
Zdaniem Marcina Kiepasa, niezależnego analityka, krach na rynku kryptowalut nie wywróci światowej gospodarki. – Ten rynek nie jest wielki. Tworzą go głównie dość drobni inwestorzy, znakomita większość wielkich i szanowanych instytucji finansowych trzymała się od niego z daleka, więc teraz nie poniosła żadnych strat na jego załamaniu – tłumaczy.
Jednak, jak dodaje, krach na rynku kryptowalut, zwłaszcza bitcoina, może być bolesną nauczką dla niektórych inwestorów. Zwłaszcza tych, którzy dokonywali zakupów kryptowalut w trakcie ich rekordowych notowań w połowie grudnia.
- Załamanie wcale przy tym nie oznacza, że rynek kryptowalut przestanie być atrakcyjny dla niektórych inwestorów. Poszukiwania nowych aktywów będą dalej trwały. Duże spadki na pewno nie wystraszą wszystkich – dodaje Marcina Kiepas.
Tekst pochodzi z blogu „Giełda i gospodarka.pl”.