Kończy się moda na kawę z wielkich sieciówek? Na giełdzie mocne rozczarowanie wynikami Starbucksa

Marcin Kaczmarczyk
Inwestorów bardzo rozczarował najnowszy raport finansowy Starbucksa. I to mimo faktu, że amerykańska sieć kawiarni zwiększyła w czwartym kwartale minionego roku przychody i otworzyła 700 nowych placówek.

Na pierwszy rzut oka to jakieś niezrozumiałe szaleństwo. Akcje największej sieci kawiarni na świecie traciły w piątek późnym popołudniem na amerykańskiej giełdzie ponad 5 proc., chociaż spółce udało się poprawić kluczowe wyniki.

Notowania spółki StarbucksNotowania spółki Starbucks Investing.com


I tak np. przychody Starbucksa wzrosły do rekordowych 6,1 mld dol. – o 6 proc. w stosunku do danych sprzed roku, a dochód netto do 2,25 mld dol. z 751,8 mln wypracowanych w czwartym kwartale 2016 roku.

Do tego spółka pochwaliła się np. otwarciem 700 nowych kawiarni – wszystkich w 76 krajach, w których działa ma już 28 039 - i zwiększeniem przychodów w Chinach aż o 30 proc.

Dlaczego więc, przy takich wynikach ma giełdzie w piątek nastąpiła tak mocno wyprzedaż akcji?

Czytaj więcej: IKEA ma nowe pomysły dla wynajmujących mieszkania.

Cóż… Inwestorzy, po pierwsze nie lubią rozczarowań. Miało być jeszcze lepiej. Spodziewali się sprzedaży wyższej o ponad 100 mln dol.

Nie spodobał im się też słaby wzrost przychodów na amerykańskim rynku – w porównywanych placówkach Starbucks zwiększył sprzedaż tylko o 2 proc., a nie o ponad 3 proc., jak myślano, że się uda. Do tego tak sobie sprzedawała się świąteczna oferta sieci w USA.

Słabsze prognozy

Gracze giełdowi nie lubią poza tym zmian prognoz finansowych w dół. Spółka ich postraszyła, mówiąc, że w tym roku również może zarobić nieco mniej niż planowała wcześniej. Zakładano początkowo, że zwiększy sprzedaż o 3 do 5 proc.

Wszystko to sugeruje, że moda na kawę i inne smakołyki z sieciówek może jeszcze nie umarła, ale o dynamicznym wzroście sprzedaży lepiej już zapomnieć. Przynajmniej w USA i w Europie. Chiny, gdzie Starbucks bije rekordy, to całkiem inna bajka.

Tekst pochodzi z blogu „Giełda i gospodarka.pl”.