Wzrost PKB o 4,6 procent oznacza znacząco poprawę kondycji polskiej gospodarki w stosunku do tego co działo się w 2016, kiedy rośliśmy tylko o niecałe 3 procent. W ubiegłym roku gospodarka rosła najszybciej od 2011. Generalnie w XXI wieku szybszy wzrost osiągnęliśmy tylko cztery razy: w latach 2004, 2006, 2007 i 2011
Najważniejszym kołem zamachowym polskiej gospodarki jest cały czas konsumpcja gospodarstw domowych, czyli nasze własne zakupy w sklepach. Tutaj mamy wzrost o 4,8 procent. Ostatni raz taki przyrost naszych wydatków mieliśmy w 2008 roku.
Z kolei największa zmiana w stosunku do 2016 nastąpiła w inwestycjach i to jest najważniejsza przyczyna tego, że wzrost nam tak przyspieszył. Wydatki inwestycyjne w 2016 roku spadały o blisko 8 procent, a w 2017 już urosły o 5,4 procent.
Niestety tak zwana stopa inwestycji, czyli stosunek wydatków inwestycyjnych do całego PKB znów spadła do 18 procent. Oznacza to, że pomimo wyjścia z zapaści z 2016 inwestycje nadal mają mniejszy udział we wzroście polskiej gospodarki niż w wielu wcześniejszych latach. Dziś nasz wzrost jest oparty głównie na konsumpcji.
GUS podał wyniki za cały rok, ale nie pokazał danych za czwarty kwartał, które by nam powiedziały, czy sytuacja się poprawia w stosunku do trzeciego kwartału (gdy mieliśmy wzrost o 4,9 procent) czy nie. Ekonomiści są jednak w stanie na podstawie danych za cały rok i tych za wcześniejsze trzy kwartały oszacować co się działo w ostatnich trzech miesiącach 2017. Zdaniem mBanku końcówka roku była świetna, a PKB tylko w czwartym kwartale rósł aż o 5,3 procent
Jeśli GUS potwierdzi te szacunki, to będzie to oznaczać, że końcówka 2017 roku była w polskiej gospodarce najlepsza od czwartego kwartału 2011, kiedy też mieliśmy wzrost o 5,3 procent. Natomiast wynik jeszcze lepszy ostatni raz mieliśmy w pierwszym kwartale 2008 roku (5,5 procent).
Zdaniem PKO BP pod koniec ubiegłego roku inwestycje musiały rosnąć co najmniej o 10 procent
Dane GUS za cały rok są minimalnie lepsze od wcześniejszych oczekiwań ekonomistów, którzy zakładali, że wzrost sięgnie 4,5 procent. Zdaniem wielu z nich rok 2018 może wyglądać bardzo podobnie, np. PKO BP zakłada, że w tym roku polska gospodarka ponownie urośnie o 4,6 procent, a analitycy z mBanku prognozują wzrost o 4,5 procent. Rząd w swoich oficjalnych prognozach jest znacznie bardziej ostrożny i zakłada na ten rok wzrost o tylko 3,8 procent.