W 2015 roku GlaxoSmithKline i Novartis postanowiły połączyć swoje działy leków OTC (leków bez recepty), przy okazji Novartis odkupił wówczas od GSK dział leków na raka. Wspólne przedsięwzięcie obu koncernów kontrolowane było przez GSK. Od tego czasu zmianie uległy jednak strategie obu spółek – Novartis chce skupić się na produkcji preparatów na receptę, GSK jest bardziej zainteresowane preparatami OTC umożliwiającymi samoleczenie.
Szefowa GlaxoSmithKline Emma Walmsley zgodziła się zapłacić Novartisowi 13 mld dolarów za resztę udziałów (36,5 proc.) we wspólnym przedsięwzięciu. Tym samym, popularne marki Panadol czy Theraflu są już w całości własnością GSK, a Novartis ma więcej środków na przejęcia i koncentrację na obranej strategii. Giełdy zareagowały pozytywnie na porozumienie obu firm – akcje GSK w Londynie wzrosły o 4,9 proc., a Novartisu w Zurychu o 2,1 proc.
Dobre wieści dla inwestorów przyszły raptem kilka dni po tym, jak GSK odpuściło sobie próby odkupienia od Pfizera działu konsumenckiego (czyli działu leków OTC).
Dzięki sprzedaży udziałów, Novartis może skupić się na badaniach nad lekami na nowotwory oraz inne choroby. Z kolei GSK koncentruje dzięki temu większe zasoby na lekach bez recepty – tu potrzebny jest efekt skali umożliwiający obniżanie kosztów. Jest to istotne, gdyż ceny preparatów bez recepty znajdują się pod presją ze strony aptek i sklepów.
Przejęcie pełnej kontroli nad spółką produkującą leki OTC ma pozwolić GSK na podniesienie marży operacyjnej z 18 na 20 proc., co siłą rzeczy przełoży się na większe zyski. Według Bloomberga Emma Walmsley spodziewa się znaczącego wzrostu zysków i płynności gotówkowej.