Smartfony i tablety mogą podrożeć. Przez nowy podatek "blokowany przez lata". O ile więcej zapłacimy?

Robert Kędzierski
Wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński, zapowiedział zakończenie prac nad wprowadzeniem nowego podatku. Zyskać mieliby artyści, zapłacić nabywcy smartfonów i tabletów. Ile wyniesie opłata? Co jeszcze podrożeje?

Ministerstwo Kultury zapowiada powrót do odłożonej kilka lat temu koncepcji nowej opłaty, która miałaby zapewnić dodatkowe przychody artystom. Chodzi o "podatek od czystych nośników". Smartfony, tablety i inne urządzenia, które umożliwiałyby słuchanie muzyki, miałyby być obciążane niewielkim podatkiem. W pewnej części trafiałby on do artystów.

"Blokowane przez lata"

Prof. Piotr Gliński, minister kultury, komentując przyspieszenie prac nad nową regulacją, zaznaczył, że jej wprowadzenie "było blokowane przez lata". Głównie pod naciskiem producentów i importerów sprzętu. Obawiają się oni bowiem wzrostu cen urządzeń. Szef resortu kultury nie ukrywa, że obawy są uzasadnione.

Smartfon droższy o 40 zł?

Kwota, którą dopłacimy do smartfona czy tabletu, nie byłaby duża. Wedle ministra mówimy tu o zaledwie jednym procencie. W przypadku najnowocześniejszego flagowca oznaczałoby ok. 40 zł, w przypadku najtańszych urządzeń byłoby to kilka złotych. Minister Gliński ma jednak nadzieję na to, że sytuację ureguluje rynek i "doprowadzi do równowagi zmniejszając zagrożenie wzrostu cen". 

Część artystów popiera pomysł

Ideę opłaty, uregulowaną, jak podkreśla minister Gliński, w większości krajów Unii, popiera część artystów. Kuba Sienkiewicz, lider zespołu Elektryczne Gitary, w wywiadzie opublikowanym w 2016 roku w "Dużym Formacie" wyjaśniał:

Liczę na rozszerzenie opłaty od wolnych nośników na mobilne urządzenia służące do odtwarzania muzyki. Te pieniądze należą się twórcom. Współuczestniczę w pracach stowarzyszenia ZAiKS, więc sprawa ta jest mi bliska.

Co podrożeje? Być może więcej towarów

Jeśli ustawa weszłaby w życie, zdrożałyby nie tylko smartfony i tablety. Podwyżką mogłoby zostać objęte np. płyty CD i DVD - bo one służą przecież do nagrywania muzyki. Kilka lat temu, kiedy pierwszy raz dyskutowano o wprowadzeniu podatku, wśród towarów objętych dopłatą wymieniano jednak jeszcze więcej produktów. Wśród nich dyski twarde - to na nich przecież zapisujemy muzykę - czy nagrywarki. O tym, co ostatecznie zdrożeje i w jakim stopniu będziemy wiedzieć, kiedy projekt odpowiedniej ustawy zostanie przedstawiony.

Warto podkreślić też, że wcześniejsze wyliczenia mówiły o większym wzroście cen - miał on wynosić 1,5 proc. A to w przypadku najnowszego telefonu podnosiłoby jego cenę o ok. 60 zł.

Problem podwójnego opodatkowania

Kwestia podatku za tzw. "czyste nośniki", zwanego też "opłata reprograficzną", budzi też kontrowersje z innego względu. Serwisy udostępniające muzykę w chmurze - takie jak YouTube czy Spotify - już dzisiaj płacą artystom. Można więc powiedzieć, że konsument byłby obarczony opłatą podwójnie - raz przy zakupie urządzenia, drugi raz podczas uzyskania płatnego dostępu do serwisu muzycznego. Wciąż można też kupić utwory "na sztuki" - Apple oferuje je, pobierając 23 proc. prowizji, 77 proc. trafia do artysty. 

Spotify płaci za każdy wysłuchany utwór (przy spełnieniu określonych warunków) 0,0038 dolara, YouTube 0,0006 dolara, Apple Music - 0,0064 dolara.

Wprowadzenie nowego podatku z pewnością podniesie cenę niektórych produktów. Trudno dziś jednak przesądzać jakich i w jakiej skali. Trudno jednak przypuszczać, by producenci i importerzy zrezygnowali z marży - podatek, jak to zazwyczaj bywa, przejdzie na konsumentów. 

Czytaj też: Ci giganci walczą o dostęp do kluczowego surowca. Elektroniki bez niego nie będzie

***

Zarobił miliony, a potem wystrzelił samochód w kosmos. Jakie są dalsze plany Muska?

Za: PAP