Duży problem z małym ZUS-em. Przedsiębiorcy i związkowcy niezadowoleni z projektu ustawy

Mały ZUS miał być wybawieniem dla nisko dochodowych działalności, firm w trakcie przebranżawiania czy po prostu rozwiązaniem na gorsze czasy, kiedy interes nie kręci się zgodnie z oczekiwaniami. Po wstępnych konsultacjach społecznych można powiedzieć, że zarówno wśród przedsiębiorców, jak i przedstawicieli związków zawodowych panuje umiarkowany entuzjazm.

- Chcielibyśmy, by składki na ubezpieczenie społeczne były uzależnione od uzyskiwanego przychodu. Jeśli ktoś nie uzyskuje przychodu większego niż 2,5-krotność minimalnego wynagrodzenia, wówczas jego składka na ZUS będzie wielokrotnie niższa - mówiła w styczniu minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz.

Zamieniając to na liczby: mały ZUS wynosiłby obecnie 520 zł ze składką zdrowotną zamiast 1236 zł.

Emilewicz podkreślała, że "mały ZUS" powstaje z myślą o drobnych przedsiębiorcach, takich jak np. fryzjerki, dla których samozatrudnienie często jest jedyną możliwością dostania pracy, ale koszty utrzymania działalności znacząco obniżają jej rentowność i niekiedy podważają sens prowadzenia biznesu.

Przedsiębiorcy jednak od samego początku byli sceptyczni. Powód? Ministerstwo cały czas mówi o przychodzie, a nie dochodzie. W praktyce oznacza to, że właściciel małego sklepu, który odnotuje miesięcznie przychód rzędu kilkunastu tysięcy, ale dochód tysiąca, nie załapie się na udogodnienie.

Związkowcy z OPZZ tłumaczą, że mały ZUS zmniejszy w ciągu 10 lat o 6 mld zł kwotę wpływów do FUS, a ten już ma problemy z wypłacalnością. Boją się również, że możliwość płacenia mikro-składek przy równoczesnym pełnym objęciu ubezpieczeniem społecznym i zdrowotnym doprowadzi do sytuacji wypychania bądź ucieczki na samozatrudnienie. Związkowcy przypominają, że o ile miło jest płacić niskie składki, to niewielu pamięta, że przekładają się one realnie na wysokość świadczenia emerytalnego.

Elżbieta Lutow, dyrektor Zespołu Rozwoju Przedsiębiorczości ze Związku Rzemiosła Polskiego cytowana przez Dziennik Gazetę Prawną tłumaczyła, że "składek na własne ubezpieczenia społeczne nie można traktować jak podatku, są to składki na przyszłe świadczenia emerytalno-rentowe i nie powinno się ich zasadniczo różnicować, uzależniając np. od dochodów czy tym bardziej od przychodów". Dlatego ZRP w oficjalnym stanowisku postuluje, aby wsparciem dla przedsiębiorców o niskich dochodach było zwiększenie kwoty wolnej od podatku dochodowego.

Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy z Konfederacji Lewiatan, wieloletni członek rady nadzorczej ZUS uważa, że działanie ustawy trzeba będzie intensywnie monitorować przez pierwsze dwa lata i dopiero po tym czasie przyjdzie czas na ocenę, czy się sprawdziła.

+++

Maciej Panek: Byłem na dnie, gdy otworzyłem firmę posiadającą obecnie 3 tys. samochodów [NEXT TIME]