Przewoźnicy drogowi w transporcie międzynarodowym nie będą objęci dyrektywą o pracownikach delegowanych. Odrzucony projekt zakładał, że jeżeli kierowca spędzi w danym kraju powyżej trzech dni w miesiącu, to automatycznie zostanie objęty tamtejszymi zasadami wynagradzania.
O ile sprawdza się to w przypadku zawodów stacjonarnych, takich jak pielęgniarka, budowlaniec, czy chociażby pracownik sezony, tak w przypadku kierowców, którzy nieustannie się przemieszczają, zapowiadała nie tylko ogrom biurokracji, ale również problemy przy naliczaniu wynagrodzeń.
Do tej pory Polska nie miała zbyt wielu sojuszników w walce o wyjęcie kierowców spod wspomnianej dyrektywy, ponieważ nasza branża transportowa działa prężenie na terenie Europy, a dzięki niższym cenom jest bardzo konkurencyjna. Wspierała nas jedynie Hiszpania, Portugalia, Rumunia i Bułgaria. Kierowcy tych krajów również pracują na długich trasach.
Projekt mocno popierała m.in. Francja, Niemcy i kraje Beneluksu, które w zrównaniu cen usług widziały sposób na wypchnięcie polskich firm ze swoich rynków.
Zdaniem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, konieczność zrównania wynagrodzeń kierowców do stawek obowiązujących np. w Niemczech czy Francji nie poprawiłaby sytuacji polskich kierowców. - "Rezultat paradoksalnie nie prowadziłby do poprawienia warunków zatrudnienia pracowników a zamykania mikro, a także małych i średnich przedsiębiorstw, które nie mogłyby sprostać wymogom administracyjnym. Znacząco wzrosłyby również ceny transportu wszystkich towarów na terenie całej Europy" - wyjaśnił w komunikacie prasowym ZPP.
Kabotaż, czyli świadczenie usług transportowych przez firmę na terenie kraju, w którym nie ma swojej siedziby, w ramach kompromisu został objęty dyrektywą o delegowaniu. Wydłużono jednak czas wykonywania operacji kabotażowych z 5 dni (proponowanych przez Komisję Europejską) do 7 dni.
Poniedziałkowe głosowanie nie jest jeszcze tym ostatecznym. Teraz sprawą zajmie się Komisja Europejska, cały Parlament Europejski, oraz Rada UE.
+++