To już jest koniec. Sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Próchnika, najstarszej notowanej obecnie na GPW spółki

Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia wydał postanowienie o ogłoszeniu upadłości likwidacyjnej Próchnika, jednej z najbardziej znanych polskich firm odzieżowych.

Próchnik 18 maja złożył do sądu rejonowego w Łodzi wniosek o ogłoszenie upadłości. Zarząd poinformował wówczas, że mimo to nadal widzi realną szansę skutecznej restrukturyzacji działalności i zawarcia układu z wierzycielami.

Niestety, jak pisaliśmy, już wtedy wierzyciele nie chcieli się już zbytnio dogadywać z Próchnikiem. Spółka informowała, iż część z nich wszczynała postępowania komornicze, a przedmiotem zajęć komorniczych były między innymi rachunki bankowe, co zagrażało dalszej działalności.

W efekcie 30 maja firma podała, że złożyła wniosek do Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia, XIV Wydziału Gospodarczego ds. Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych o rozpoznanie wniosku o ogłoszenie upadłości bez wstrzymania rozpoznania powyższego wniosku. Dziś sąd przychylił się do wniosku firmy i ogłosił upadłość likwidacyjną.

Próchnik upada - jak do tego doszło

Dlaczego jedna z najbardziej znanych polskich firm odzieżowych upada? Z powodu m.in. błędów, które, jak pisała sama spółka w komunikacie, a które opisał u nas Marcin Kaczmarczyk, popełnił poprzedni zarząd po emisji akcji w 2013 roku.

- Ówczesny zarząd akceptował zbyt wysokie koszty produkcji w polskich fabrykach oraz przyjął strategię sprzedaży w cenach regularnych. Przy agresywnej polityce cenowej konkurentów spółka z dużym opóźnieniem dostosowała ceny do rynku, czego skutkiem było rosnące zatowarowanie oraz obniżający się poziom środków obrotowych. To z kolei spowodowało konieczność podwyższania kapitału i emisję obligacji, które w późniejszym czasie były rolowane. Niska płynność spółki owocowała niewystarczającym zatowarowaniem sklepów oraz brakiem możliwości finansowania rozwoju sieci - czytamy w najnowszym raporcie.

Błędnie realizowana była, zdaniem aktualnego zarządu, koncepcja multi-brand, w której zlekceważono krytyczny czynnik różnej specyfiki marek Próchnik i Rage Age. Spowodowało to między innymi połączenie salonów Próchnik i Rage Age, zarządzanie produkcją i kolekcją przez ten sam zespół, a w sprzedaży internetowej wprowadzenie na stronę marki Próchnik marek zupełnie przypadkowych. Dla żadnej z marek nie została sformułowana strategia i nie były one rozwijane w zaplanowany i konsekwentny sposób.

Złe było też, jak czytamy w komunikacie, zarządzanie kluczową marką Próchnik, która przeszła nieprzemyślany, kosztowny rebranding. - Porzucono prawdziwy, utrwalony w Polsce wizerunek Próchnika jako solidnej jakościowo marki modowej i niekwestionowanego przez dekady lidera okryć wierzchnich. Jego miejsce zajął oderwany od produktu zwrot do motywów historyczno-patriotycznych oraz militarnych - napisano.

Chodzi tu o to, że Próchnik miał w logo wklejony Krzyż Walecznych, a w ofercie np. płaszcze Orlicz (od generała Gustawa Orlicz-Dreszera), Westland i Lysander (od samolotów typu Westland Lysander, na których na początku lat 40. szkolono polskich pilotów w Wielkiej Brytanii) oraz garnitur Anders (wiadomo od kogo).

W efekcie 30 kwietnia firma opublikowała raport roczny, w który pokazała bardzo złe wyniki finansowe. Dowiedzieliśmy się między innymi, że w ubiegłym roku spółka miała przy 54,3 mln zł przychodów stratę wysokości aż 64,5 mln zł. Poza tym wartość firmy wynosi 0 zł, a wysokość jej kapitału własnego jest ujemna - wynosi dokładnie minus 14,3 mln zł.

Próchnik - najstarsza spółka na giełdzie

Próchnik to firma-legenda. To dawne socjalistyczne przedsiębiorstwo odzieżowe pojawiło się na warszawskim parkiecie 16 kwietnia 1991 roku - czyli w dniu, kiedy rozpoczęła działalność warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW). Wtedy zadebiutował też Tonsil, Exbud, Krosno i Kable. Żadnej z tych firm nie ma już na GPW. Upadły lub zostały przez inwestorów wycofane z giełdy. Próchnik dotrwał na parkiecie w Warszawie aż do dzisiaj.

Jacek Walkiewicz: Widzę szanse w problemach, a wcześniej widziałem problemy w szansach [NEXT TIME]