Pogrążona w głębokim kryzysie Wenezuela ma dwóch sprzymierzeńców, którzy jednak nie są bezinteresowni. To Chiny i Rosja. Mocarstwa w zamian za kontrakty na niewydobytą jeszcze ropę, odraczają spłatę części długów, przyjmują wenezuelskie towary albo nawet, jak teraz w przypadku Chin, rozważają udzielenie kredytu w wysokości aż 5 mld dolarów. I nie byłyby to pierwsze duże pieniądze dla Wenezueli. Szacuje się bowiem, że z banków Państwa Środka, w latach 2007-16, miało popłynąć do Wenezueli ok. 62 mld dolarów.
Obecnie, pieniądze mają zostać przeznaczone na zwiększenie produkcji paliwa przez państwowy koncern petrochemiczny PDVSA. W najbliższych tygodniach mają zostać podpisane 3-4 umowy kredytowe.
Czy, jeśli pożyczki zostaną udzielone, te będą zwrócone, i czego w zamian, oprócz ropy, będą oczekiwać Chińczycy? Trudno obecnie stwierdzić. Pewne jest natomiast, że chiński smok potrzebuje paliwa, a jego rosnące ceny na światowych rynkach wymagają przemyślanej strategii.
Czytaj także: Połowa wenezuelskiej gospodarki zniknęła. Kto może, ucieka. Spada nawet wydobycie ropy naftowej
Fatalny stan gospodarki Wenezueli
Obecnie 90 proc. obywateli Wenezueli żyje w biedzie. Ekonomiści wyliczają, że ceny w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły o ponad 41 tys. proc.
Niemal co trzeci Wenezuelczyk jest bez pracy, a inflacja według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, dobije do…. 13 tys. proc.
Analitycy MFW ponadto prognozują, że gospodarka kraju, gdzie władzę sprawuje lewicowy dyktator Nicolas Maduro, skurczy się w tym roku o kolejne 15 proc. Będzie to już trzeci z rządu dwucyfrowy spadek PKB – w 2016 roku było to 16 proc, w ubiegłym roku, 14 proc. W sumie od 2013 roku gospodarka Wenezueli skurczyła się o połowę.
Czytaj także: Wenezuela. Pod rządami Maduro ludzie głodują i uciekają. Ale w niedzielę i tak najpewniej wygra on wybory prezydenckie
+++