- Biedronka wydłużyła godziny otwarcia sklepów w soboty do godz. 22 lub nawet godz. 23. O tej porze naprawdę mało kto robi zakupy i utarg jest bardzo mały. Zdarzają się za to agresywni klienci pod wpływem alkoholu czy innych używek. W ostatnich miesiącach wiele razy otrzymywaliśmy od pracowników z całego kraju informacje, że do sklepów musiała być wzywana policja. Biedronka wydłużyła godziny pracy do późnych godzin nocnych, ale nie zapewniła sklepom i pracownikom właściwej ochrony - mówi Piotr Adamczak, przewodniczący "Solidarności" w Jeronimo Martins Polska, cytowany w komunikacie.
Poza kwestiami bezpieczeństwa pracownicy podkreślają m.in., że ich praca nie kończy się w momencie, kiedy ze sklepu wyjdą ostatni klienci.
– Trzeba jeszcze uporządkować sklep, podliczyć kasy i wykonać wiele innych czynności. W efekcie pracownicy wychodzą ok. północy. Nasze sklepy są i w dużych miastach, gdzie o tej porze jeżdżą jeszcze autobusy, i w małych miejscowościach, gdzie tej komunikacji nie ma – zaznacza Adamczak.
Skrócenie godzin pracy to tylko jeden z postulatów. Związkowcy walczą również o zwiększenie zatrudnienia oraz wprowadzenia regulaminu wynagradzania, nowego regulaminu pracy oraz zmiany systemu premiowego, który w ocenie związkowców jest niesprawiedliwy.
– Premie w naszej sieci są oparte na sprecyzowanych kryteriach, a jednocześnie mają charakter uznaniowy, więc koniec końców to, czy pracownik dostanie premię, czy nie, zależy od arbitralnej decyzji przełożonych. W praktyce wygląda to tak, że z jednej strony Biedronka chwali się w mediach podwyżkami wynagrodzeń, a z drugiej pozbawia pracowników premii – wskazuje Piotr Adamczak.
Pismo informujące o wszczęciu sporu zostało drogą pocztową wysłane do pracodawcy 28 sierpnia i powinno już trafić do adresata. Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, po złożeniu żądań przez stronę związkową rozpoczną się rokowania z pracodawcą. Jeżeli nie przyniosą one porozumienia, kolejnym etapem są mediacje z udziałem mediatora wyznaczonego przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej. Jeśli i one zakończą się fiaskiem, w firmie może dojść nawet do strajku generalnego.
Wydłużenie czasu pracy w soboty i wcześniejsze rozpoczęcie poniedziałkowej zmiany nie jest jedynie udziałem pracowników Biedronki.
W soboty poprzedzające niedziele wolne od handlu liczba godzin pracujących w sklepach wzrosła o 30 proc. O ile w tym czasie o połowę zwiększyła się liczba osób wykładających towar, tak kasjerów pozostała bez zmian. Oznacza to, że część z nich przychodzi na 12 godzinne zmiany - wynika z szacunków ASM Sales Force Agency przygotowanych dla ISBnews.
"Solidarność", jako partner społeczny oraz autor ustawy o zakazie handlu chce jej nowelizacji w tym zakresie. Związkowcy oczekują, że handlowa niedziela będzie zaczynała się o godz. 22 w sobotę, a kończyła o godz. 5 rano w poniedziałek. Ma to ukrócić sytuacje, w których pracownicy w sobotę pracują do północy, a w poniedziałek zaczynają zmianę kilka minut po północy.
Resort pracy raczej nie poprze tego pomysłu. - W tej kwestii nie doszliśmy do porozumienia - powiedział pod koniec lipca wiceminister pracy Stanisław Szwed. - To jest problem legislacyjny, doba to są 24 godziny. Nie mogę w tej chwili zadeklarować, że będzie tak, jak proponują związkowcy - tłumaczył w programie "Bilans" w TVN24 BiS.
+++