Była wiceminister finansów: mamy rozedrganie polityki finansowej państwa

- W mojej ocenie mamy rozedrganie polityki finansowej państwa, a potwierdzeniem tego są m.in. ostatnie projekty zmian podatkowych - mówi była wiceminister finansów dr Irena Ożóg.

Mikołaj Fidziński, next.gazeta.pl: W Sejmie już trwają prace nad wielkim pakietem ustaw podatkowych. Mają zostać uchwalone jeszcze w tym roku. To będą dobre zmiany?

Dr Irena Ożóg, była wiceminister finansów, doradca podatkowy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski: Duża ustawa w pierwszej wersji sierpniowej, po konsultacjach została podzielona na dwie. Jeden z projektów obejmuje niemal wyłącznie propozycje przepisów, które mają tak ukształtować prawo podatkowe, aby podatnik nie miał możliwości oszczędzania na podatkach. Innymi słowy - rozwinięcie klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania w Ordynacji podatkowej, w ustawie o podatku PIT i CIT, zbiór przepisów dotyczących cen transferowych, dotyczących kontrolowanej spółki zagranicznej czy inne rozwiązania, które mają przeciwdziałać oszczędnościom podatkowym.

Te przepisy są bardzo trudne, bardzo skomplikowane, bardzo złożone. Trochę dziwi uzasadnienie, które zaczyna się od tego, że projekt ustawy realizuje zasadę 3P, czyli przejrzyste, przyjazne, proste podatki. Ani nie są one przejrzyste, ani proste, ani przyjazne dla przedsiębiorców....

...jak to nieprzyjazne dla przedsiębiorców? Przecież początkowo rząd planował obniżyć możliwość zaliczania wydatków związanych z używaniem samochodu do kosztów uzyskania przychodów ze 100 proc. do 50 proc. (chyba, że auto jest wykorzystywane WYŁĄCZNIE do celów służbowych - co jest w praktyce niewykonalne). Potem podniósł próg do 75 procent...

A teraz mówi Pan o drugim projekcie. Dotyczy on wszystkich podatników podatku dochodowego od osób prawnych, od osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, i nie tylko. Te przepisy dotykają różnych sfer działalności podatnika, m.in. faktycznie jest to ograniczenie kosztów uzyskania przychodu w związku z korzystaniem samochodu w prowadzeniu biznesu.

Ja nie popieram tej zmiany, bo ona komplikuje przepisy podatkowe i podwyższa bazę podatkową. To oznacza, że podwyższy ciężary podatkowe w podatku dochodowym. Więcej trzeba będzie płacić przez to, że ograniczone są koszty uzyskania przychodów. 

Podatkowy aspekt używania samochodów budzi kontrowersje nie tylko w Polsce; w systemach różnych państw unijnych, i nie tylko, kwestia samochodów osobowych jest różnie regulowana. W Polsce też co jakiś czas są powroty do tych spraw.

Zatem może dobrze, że rząd to zmienia?

Tak mi przyszło do głowy, nie bez złośliwości, że politycy, którzy wymyślają te przepisy i korzystają ze służbowych samochodów jeżdżąc z domu do ministerstwa czy do Sejmu albo Senatu, też powinni od tego płacić podatek. Przecież mają nieodpłatne świadczenie na rzecz ich osobistych potrzeb. Bo jakoś do tej pracy muszą dojechać.

A przedsiębiorca, który będzie jechał z domu do swojej firmy, będzie musiał ograniczyć koszty używania samochodu, nie będzie mógł wliczyć w koszty. A ten, kto używa samochodów służbowych - niby dlaczego ma korzystać? Ale to dygresja.

Co z innymi przepisami w tym projekcie? Będzie lepiej?

De facto trudno powiedzieć, że ulżą podatnikom. Wprowadza się ponad 90 zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych, ponad 90 zmian - o różnych charakterze, dużych i małych, niektórych bardzo dużych - w podatku od osób prawnych, prawie 90 zmian w Ordynacji podatkowej, zmienia się do tego jeszcze sześć innych ustaw… To wszystko ma być uchwalone i ogłoszone do końca listopada, a podatnik większość z tych zmian ma wdrożyć od 1 stycznia 2019 r. To ja pytam - gdzie są te 3P - przyjazne, proste, przejrzyste podatki? Gdzie czas na przystosowanie się do tych zmian? To nie są dobre zmiany.

A abstrahując od narzuconego tempa?

Jest kilka zmian pozornie korzystnych dla podatnika. Warto zauważyć np. wprowadzenie możliwości odliczania od przychodów hipotetycznych kosztów pozyskania kapitału czy zaangażowania własnego kapitału w działalność spółki. Chodzi np. o dopłaty wnoszone przez wspólnika. Gdyby zaciągnął kredyt, to musiałby płacić od niego odsetki. Chodzi też np. o zatrzymane zyski, których nie dzieli się między wspólników, tylko pozostawia się w spółce. Liczenie odsetek od tych środków i uznanie ich jako koszt uzyskania przychodów - to jest rozwiązanie korzystne. Ale czy ono jest istotne? Przypominam, że akurat ta zmiana będzie obowiązywała od 2020 r. 

Obniżenie stawki podatku CIT dla małych przedsiębiorców, podwyższenie limitu przychodów dla nich do 2 mln euro - to są dobre rozwiązania. Ta druga zmiana pozwoli na stosowanie przyspieszonej amortyzacji, która wprawdzie w ramach do 50 tys. euro jednorazowo dla "małych podatników" jest pomocą publiczną, limitowaną, to jednak jest swoistą ulgą inwestycyjną.

A obniżenie stawki CIT z 15 do 9 proc. to rozwiązanie, które zmieni polski biznes?

W mojej ocenie niewiele spółek z tego skorzysta. Podatnicy, które mają wyższe podatki, wolą prowadzić działalność np. w formie spółek osobowych, żeby nie było podwójnego opodatkowania, raz na poziomie spółki i drugi na poziomie wspólników. Obniżenie stawki do 9 proc., razem z podatkiem od dywidendy wypłacanej właścicielom (wspólnikom) - gdyby miała miejsce - oznacza, że dochód spółki, który ostatecznie trafia do właścicieli, będzie opodatkowany na poziomie nieco ponad 26 proc. Łącznie - spółki i wspólnika.

Niewielu podatników realnie skorzysta z tego przywileju, bo w małych spółkach po prostu nie ma wysokich dochodów, a jeżeli są - to podatnicy nie wybierają spółek kapitałowych jako prawnej formy działania.

A podatek od niezrealizowanych zysków, czyli exit tax? Ma zostać nałożony w Polsce także na osoby fizyczne, tymczasem dyrektywa unijna - którą trzeba zaimplementować - mówi wyłącznie o osobach prawnych.

Po pierwsze - w przypadku osób fizycznych ten podatek ma dotyczyć tylko wyprowadzenia aktywów finansowych (akcje, udziały, jednostki uczestnictwa w funduszach itd.) oraz zmiany rezydencji podatnika. Niemniej sięganie do podatku od majątku osobistego dla mnie budzi poważne wątpliwości co do zgodności z dyrektywą, na którą się powołuje projektodawca. Dyrektywa odnosi się tylko do podmiotów gospodarczych, a nie do osób fizycznych nieprowadzących tej działalności. 

Co do podmiotów gospodarczych, to oczywiście Polska wcześniej czy później wprowadziłaby exit tax - jeżeli jeszcze będzie w Unii Europejskiej, jest bowiem związana dyrektywą unijną.

Polska wdraża dyrektywę rok wcześniej niż musiałaby, ale mnie to nie dziwi. Przy ogromnych wydatkach socjalnych, budżetowi po prostu potrzeba pieniędzy.

Już widać, że tych pieniędzy nie ma aż tak wiele, bo np. emeryci, którym też obiecywano, nie mogą liczyć na żadne "500 plus", bo raczej tego nie będzie. Natomiast inne programy socjalne, które są w toku, wymagają sfinansowania z budżetu. A skąd budżet ma nabrać pieniędzy? Musi ściągać podatki.

To samo tyczy się nie tylko tego pakietu zmian w podatkach PIT, CIT czy Ordynacji podatkowej, ale też np. projektu ustawy mówiącego o daninie solidarnościowej? W Trybunale Konstytucyjnym nadal czeka też na rozstrzygnięcie kwestia zniesienia ograniczenia, które dziś wyłącza pobór części składek na ZUS od osób zarabiających rocznie brutto 30-krotność prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Miałoby to oznaczać wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wyższe o ok. 5 mld zł rocznie.

Myślę, że te pojedyncze, "rwane" rozwiązania, podatki sektorowe, rozszerzanie podstaw opodatkowania, coraz liczniejsze sankcje administracyjne, ale także karne skarbowe i karne są dowodem na brak spójnej koncepcji opodatkowania dochodów w Polsce.

W Polsce mamy podatki spłaszczone. Łącznie VAT, podatki dochodowe i składki są regresywne, to znaczy - im wyższe dochody, tym mniejszy ciężar fiskalny. W aspekcie społecznym to nie jest dobry system.

Polacy są jednak ciągle na dorobku...

97-98 proc. podatników PIT plasuje swoje dochody w pierwszym przedziale dwustopniowej skali podatkowej. W tej grupie jest też część osób bogatszych, które nie wchodzą do drugiego korzystając z opodatkowania łącznych dochodów małżonków. Liczna grupa osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą jest opodatkowana podatkiem potocznie zwanym liniowym. Takie konstrukcje podatku dochodowego stępiają progresję podatkową i wyzwalają społeczne roszczenia rozbudowanego instrumentarium socjalnego.

Jeżeli ktoś zarabia, powiedzmy, 5 tys. miesięcznie, a ktoś inny 10 tys. zł, to pobranie od nich wszystkich danin publicznych według tej samej stopy łącznej, jest bardziej dotkliwe dla tego o niższych dochodach. Przy wyższych dochodach trafiamy na ten "punkt graniczny", powyżej którego nie ma już ciężaru podatkowego. Tym bardziej, że mamy w Polsce też stosunkowo niski podatek od dochodów z oszczędności. A kto oszczędza? Ten, kto ma małe dochody? Nie, ten, kto ma duże. 

To, w Pani opinii, demotywuje do pracy osoby o niższych dochodach?

Wydaje mi się, że w Polsce nastąpiło zachwianie proporcji między strumieniem pieniądza, który wpływa do budżetu z tytułu podatków, a strumieniem pieniądza, który wypływa w związku z polityką socjalną. Pomoc socjalna staje się konkurencyjna w stosunku do zarabiania. Jeżeli bowiem danina publiczna od wynagrodzeń - czy to z umowy o pracę, czy umowy zlecenia czy jakiejkolwiek innej umowy o zatrudnienie - jest nieproporcjonalnie wysoka do dochodów, to okazuje się, że może nie warto pracować, tylko bardziej liczyć na strumień pieniądza socjalnego.

Ale żeby ten strumień był obfity, to muszą być wpływy podatkowe do budżetu. W mojej ocenie mamy rozedrganie polityki finansowej państwa, a potwierdzeniem tego są m.in. ostatnie projekty zmian podatkowych zwiększające obciążenia fiskalne firm i bogatszych Polaków, aby sfinansować rozliczne obietnice socjalne, dające premię polityczną.

***

Adam Czerniak: "Rząd nie tylko uszczelnia podatki, ale także je podnosi"