Brexit. Ostatnia przeszkoda ze strony państw UE - Gibraltar - pokonana. Szczyt zgodnie z planem

To była ostatnia kwestia, którą państwa unijne musiały rozwiązać przed niedzielnym spotkaniem w sprawie brexitu. Hiszpania dostała to, co chciała. Jutro oficjalne podpisanie umowy w Brukseli.

Hiszpania groziła, że nie podpisze się pod umową ws. brexitu, wypracowaną między Londynem a Brukselą. Chodziło o Gibraltar - fragment Półwyspu Iberyjskiego, który od 300 lat należy do Wielkiej Brytanii i do którego Hiszpania zgłasza roszczenia. Madryt chciał, by umowa brexitowa zagwarantowała, że relacje handlowe z Gibraltarem zostaną ustalone w ramach dwustronnych negocjacji Hiszpanii z Wielką Brytanią, a nie Wielkiej Brytanii z UE. Te gwarancje zostały właśnie potwierdzone.

Rząd w Londynie opublikował list, który brytyjski ambasador przy Unii wysłał do europejskich instytucji i zapewnił, że Wielka Brytania nie zakłada, że jakiekolwiek przyszłe brytyjsko-unijne porozumienie handlowe będzie automatycznie dotyczyć Gibraltaru. W związku z tym niedzielny szczyt odbędzie się zgodnie z planem. Wszystko wskazuje na to, że będzie on tylko formalnością - skoro unijni politycy dogadali się już w najbardziej ostatnio problematycznych kwestiach.

Donald Tusk wzywa do zatwierdzenia porozumienia ws. brexitu

Także szef Rady Europejskiej Donald Tusk, optymistycznie podchodzi do jutrzejszego spotkania w Brukseli - choć też po raz kolejny podkreśla, że sam fakt wyjścia Wielkiej Brytanii z UE nie jest powodem do radości. "Będę rekomendować, byśmy zatwierdzili w niedzielę wynik negocjacji ws. brexitu. Nikt nie ma powodów, by być szczęśliwym. Ale przynajmniej w tym krytycznym momencie UE zdała test jedności i solidarności" - napisał Tusk na Twitterze, załączając list z zaproszeniem na szczyt.

Kluczowa decyzja parlamentu

Na jutrzejszym spotkaniu podpisana ma być umowa określająca warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Liczący 585 stron dokument zatwierdził już brytyjski rząd, choć poskutkowało to odejściem z niego kilku ministrów, nie zgadzających się z kształtem porozumienia. 22 listopada ustalono tekst deklaracji politycznej określającej relacje między Londynem a Brukselą - deklaracja ta ma zostać dołączona do umowy ws. brexitu.

Zatwierdzenie umowy przez polityków unijnych to nie koniec. Konieczna jest też akceptacja brytyjskiego parlamentu. A to jeszcze wcale nie jest przesądzone.  Porozumieniu sprzeciwia większość posłów lewicy, wszyscy liberałowie i politycy Szkockiej Partii Narodowej. Sprzymierzeniec rządu, partia DUP z Irlandii Północnej, wysyła negatywne sygnały. Także w szeregach samej rządzącej Partii Konserwatywnej widoczne są podziały. Były minister ds. brexitu w rządzie Theresy May Dominic Raab (jeden z tych, którzy odeszli w ubiegłym tygodniu) uważa, że parlament wypracowaną przez premier umowę odrzuci. Głosowanie w tej sprawie ma odbyć się w grudniu. Formalnie Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej 29 marca przyszłego roku.