W USA bank centralny postawił się prezydentowi. Donald Trump naciskał, Fed i tak podniósł stopy

Amerykański bank centralny zignorował wezwania prezydenta USA, nie przestraszył się też negatywnej reakcji rynków. Podniósł główną stopę procentową po raz kolejny w tym roku.
Zobacz wideo

Fed (to powszechnie stosowany skrót pełnej nazwy Federal Open Market Committee) podniósł główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, do przedziału 2,25-2,5 proc. z 2-2,25 proc. To była czwarta podwyżka w tym roku.

Decyzja oznacza, że amerykański bank centralny uważa, że gospodarka Stanów Zjednoczonych jest w na tyle dobrym stanie, że nie trzeba jej już dodatkowo stymulować. W niektórych obszarach może jej nawet grozić przegrzanie, na przykład na rynku pracy.

Donald Trump naciska, Fed się nie ugina

Rezerwa Federalna kierowała się przesłankami ekonomicznymi, choć jej działania w ostatnich miesiącach mają też powiązanie polityczne. Bank w pewien sposób musi bronić swojej niezależności, w obliczu nacisków ze strony prezydenta. Donald Trump uważa, że stóp nie należy podnosić. Robi tak od miesięcy. Po październikowej decyzji banku centralnego powiedział w wywiadzie dla telewizji Fox: "Myślę, że Fed zwariował". Ostra ocena polityki Fed zdarzała mu się już wcześniej, krytykował szefa Fed Jerome'a Powella wielokrotnie, czasem nawet prezydenta musiała tłumaczyć jego administracja.

Jeszcze w dzień rozpoczęcia posiedzenia banku, we wtorek, Donald Trump ostrzegał Fed, by ten nie "popełnił kolejnego błędu" oraz by "poczuł rynek, a nie kierował się tylko bezsensownymi liczbami".

Rynek zareagował spadkami - co było do przewidzenia (chociaż Bloomberg pisze, że brak podwyżki stóp byłby zaskoczeniem, które mogłoby wywołać jeszcze większe spadki). Na Wall Street indeksy zamknęły się na minusach na poziomie 1,5-2 proc. Także giełdy w Europie traciły w czwartek po około 1,5 proc.

Amerykański Bank Centralny rozpoczął stopniowe podnoszenie stóp procentowych w grudniu 2015 roku, bo to, by chronić gospodarkę przed przegrzaniem. Wcześniej stopy były w okolicach zera - to miało pomóc wydostać się z kryzysu. Niskie stopy procentowe sprawiają, że pożyczanie pieniędzy jest tanie, co napędza wydatki. Taki tani pieniądz jest też dobrze przyjmowany przez inwestorów giełdowych.