Straty polskich eksporterów mięsa mogą wynieść 600 mln zł. Branża chce całodobowego monitoringu

Robert Kędzierski
Główny Lekarz Weterynarii podczas konferencji zorganizowanej w sprawie nielegalnego uboju krów zapewnił, że przeprowadzone w kraju kontrole nie wykazały więcej nieprawidłowości. Branża producentów i hodowców boi się strat. Chce nowych zabezpieczeń.
Zobacz wideo

Główny Lekarz Weterynarii Paweł Niemczuk podczas konferencji poświęconej sytuacji branży mięsnej poinformował, że do piątku potrwa kontrola inspektorów Unii Europejskiej w polskich ubojniach.

Poinformował też, że w sprawie osób, związanych z nielegalnym ubojem opisanym przez TVN toczą się odpowiednie postępowania, w tym prokuratorskie. Powiatowy lekarz weterynarii, któremu podlegał zakład, został zwolniony.

Kontrole trwają, jedna nieprawidłowość

Niemczuk zapewnił, że do tej pory w ubojniach objętych kontrolą po wybuchu skandalu stwierdzono jedną nieprawidłowość. Próbowano przeprowadzić ubój wysokocielnej krowy, ostatecznie jednak tego nie zrobiono. 

Branża mięsna chce ostrzejszych regulacji

Podczas konferencji przedstawiciele branży mięsnej wysunęli szereg postulatów, które mają uniemożliwić powtórzenie się procederu opisanego przez dziennikarzy TVN. 

Proponujemy wprowadzenie kary więzienia za nielegalny ubój zwierząt, sześcioletni zakaz prowadzenia działalności dla zakładu, który dopuścił się procederu, całodobowego monitoringu z dostępem dla służb powiatowych, jednostek samorządowych, organów ścigania.

- powiedział Jacek Zarzecki z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. Dodał, że monitoring należałoby zamontować również w samochodach, które służą do przewozu zwierząt. 

Przedstawiciele hodowców stwierdzili, że chcą, by księga leczenia zwierząt, która stanowi podstawę do analizy konkretnych przypadków, była drukiem ścisłego zarachowania, co utrudniłoby manipulacje. 

Nawet 600 mln zł strat

Po wybuchu afery ceny mięsa spadły o ok. 1 zł na kilogramie. Jeśli ten trend się utrzyma strata rolników i hodowców może wynieść nawet 600 mln zł.

Oprócz strat namacalnych są też straty wizerunkowe. Latami pracowaliśmy na to, by opinia o polskim mięsie była jak najlepsza. To wszystko legło teraz w gruzach.

- stwierdził Witold Choiński, prezes zarządu Związku Polskie Mięso.

Weterynarze wstrząśnięci

Marek Wisła, wiceprezes Krajowa Rady Lekarsko-Weterynaryjnej, stwierdził podczas konferencji, że lekarze weterynarii byli wstrząśnięci reportażem. 

Barbarzyństwo, które zostało pokazane, nie powinno mieć miejsca. Te zwierzęta nie powinny opuszczać swojego gospodarstwa, jeśli nie mogą wejść do samochodu samodzielnie. Zdjęcia pokazujące cierpienie tych zwierząt były przerażające. Jesteśmy uczeni, aby pomagać, naszym koleżankom leciały łzy. Tu doszło do rzeczy strasznej.

- powiedział. Wyjaśnił też, że lekarze weterynarii od lat zwracają uwagę na problem. 

Od 2013 roku, gdy wskazywaliśmy jakie mogą być problemy z przetwórstwem miejsca, nasze głosy w ogóle nie zostały wysłuchane. Doszło do liberalizacji przepisów, wprowadzono skup obwoźny, a inspekcja drogowa kontroluje tylko pojazdy powyżej 3,5 tony.  Nie mamy pełnej wiedzy, jak zwierzęta są przemieszczanie.

- dodał. Wskazał też, że część problemów z nadzorem nad procesem uboju wynika z problemów kadrowych. 

Eutanazja na koszt państwa

Producenci mięsa postulują też, by koszty eutanazji chorych zwierząt przerzucić na budżet państwa. Dla rolnika koszt uśmiercenia chorego zwierzęcia wynosi bowiem 500-700 zł. Hodowcy proponują też wprowadzenie polis dla zwierząt, które mogły by być dotowane przez państwo. 

Ubój z konieczności ma się stać elementem kampanii edukacyjnej. Rolnicy będą informowani kto może dokonać tego typu czynności i w jakich okolicznościach.

Eksperci podkreślają, że system nadzoru nad produkcją mięsa w Polsce jest bardzo restrykcyjny, wymagający dla rzeźni. Przedstawiciele branży mięsnej obawiają się, że problemy producentów i hodowców mogą się pogłębić.