Łapówka za brexit? Theresa May rozdaje pieniądze biedniejszym angielskim miastom

Brytyjski rząd ogłosił powołanie Funduszu Silniejszych Miast. Za 1,6 mld funtów ma wspierać rozwój biedniejszych regionów Anglii. Od razu pojawiły się komentarze, że premier chce w ten sposób kupić poparcie dla swojej umowy brexitowej.
Zobacz wideo

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May ogłosiła właśnie powstanie Funduszu Silniejszych Miast. Środki z niego mają dostać rejony, które "nie skorzystały z zysków płynących ze wzrostu w takim samym stopniu jak inne, bardziej zamożne części kraju" - wyjaśnia komunikat gabinetu premier. Pieniądze mają być przeznaczone na tworzenie miejsc pracy, pomoc w szkoleniu lokalnych mieszkańców i wzmocnienie aktywności gospodarczej, a społeczności mają mieć głos co do konkretnych celów, na które zostaną przeznaczone.

Theresa May powołuje nowy fundusz

"Społeczności w całym kraju głosowały za brexitem, dając wyraz swojej potrzebie zmiany - to musi być zmiana na lepsze, z większymi możliwościami i większą kontrolą" - mówi cytowana w oficjalnym komunikacie Theresa May.

Łącznie do wydania z nowego funduszu jest 1,6 mld funtów. Wiadomo już, na co pójdzie większość tych pieniędzy - miliard funtów. To przede wszystkim północna i środkowa Anglia (regiony North i Midlands), które dostaną odpowiednio 583 mln funtów i 322 mln funtów. O 600 mln, które jeszcze nie zostały przydzielone, mogą zawalczyć miasta ze wszystkich części kraju.

"Brexitowe przekupstwo"

Pomysł May został od razu skrytykowany przez część brytyjskich polityków, którzy zarzucili jej "kupowanie" głosów opozycji potrzebnych do zgody na brexit. Premier zapowiedziała kolejne wiążące głosowanie w sprawie umowy o wyjściu z UE do 12 marca (przekładając je z końca lutego).

"Inwestycje w umiejętności i szkolenia są zawsze mile widziane, ale musimy spojrzeć poza ten nowy fundusz i zobaczyć, czym on naprawdę jest - desperackim krokiem by kupić głosy" - uważa Anna Soubry, posłanka, która niedawno wystąpiła z Partii Konserwatywnej Theresy May i weszła w skład grupy niezależnych deputowanych. Przedstawiciel Partii Pracy John McDonnell nazwał to wprost "brexitowym przekupstwem".

Krytykom zarzuty stawiać jest o tyle łatwiej, że w rejonach, które dostaną najwięcej pieniędzy (głównie północna Anglia), oddano dużo głosów za brexitem podczas referendum w 2016 roku.

25 dni do brexitu

Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, powinien formalnie wejść w życie za 25 dni, w nocy z 29 na 30 marca. Tyle że brytyjscy politycy nie są w stanie porozumieć się w sprawie tego, jak powinien on wyglądać. W połowie stycznia odrzucili umowę określającą warunki wyjścia wypracowaną przez rząd Theresy May z Brukselą. Kolejne głosowanie ma odbyć się w przyszłym tygodniu. Do tego czasu w pierwotnej umowie premier chce wywalczyć jakiś rodzaj dopisku, który sprawi, że Izba Gmin będzie w stanie ją zaakceptować.

Czytaj też: Brytyjski parlament chce zadbać o prawa Polaków na Wyspach. To kwestia "ludzkich istnień, a nie granic"

Jeśli tak się stanie, to porozumienie z Brukselą zostanie podpisane podczas szczytu 21-22 marca, a Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej w sposób uporządkowany. Jeśli jednak brytyjscy posłowie znów zagłosują przeciw, to 13 marca odbędzie się głosowanie za wyjściem bez umowy (tzw. no-deal, czyli twardym brexitem), a w przypadku odrzucenia tej opcji (co by prawdopodobnie nastąpiło) kolejnego dnia głosowanie w sprawie opóźnienia brexitu, czyli tzw. artykułu 50.

Zobacz wideo