Brexit bingo. Izba Gmin zajmuje się ośmioma opcjami. Theresa May dymisją walczy o swoją umowę

Posłowie nie ufają już Theresie May i przejęli kontrolę nad brexitem. Premier ma problem nawet z członkami własnego gabinetu. Musiała zapowiedzieć dymisję, by zyskać poparcie swojej partii. A kłody pod nogi kładzie jej także spiker Izby Gmin John Bercow.
Zobacz wideo

Brytyjscy posłowie zagłosują dziś nad ośmioma bardzo różnymi propozycjami rozwiązania kwestii brexitu, które sami zaproponowali - od odwołania wyjścia z UE do brexitu bez umowy. Wieczorem odbędzie się seria tak zwanych głosowań orientacyjnych. To bezprecedensowa sytuacja w brytyjskim parlamentaryzmie - Izba Gmin zbuntowała się i przejęła kontrolę nad procesem głosowań - na jeden dzień, ale jednak. Premier nie będzie wprawdzie prawnie związana dzisiejszymi decyzjami posłów, ale politycznie trudno będzie je zignorować.

Brexit i osiem scenariuszy dla Wielkiej Brytanii

Osiem opcji spośród 16 zgłoszonych wybrał spiker Izby Gmin. Te propozycje to:

  1. Brexit bez umowy, czyli twardy brexit - Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej 12 kwietnia
  2. Wspólny rynek 2.0 - Wielka Brytania wychodzi z UE, ale pozostaje w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EOG) oraz negocjuje tymczasowe porozumienie w sprawie unii celnej do czasu ustalenia innej, trwałej opcji
  3. ETFA/EEA - bardzo podobny do poprzedniego - pozostanie członkiem EOG i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (czyli Wielka Brytania zostaje na wspólnym rynku), ale bez unii celnej; do tego ta propozycja zakłada zastąpienie tzw. irlandzkiego backstopu (czyli ustaleń dotyczących utrzymania otwartej granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii) innymi ustaleniami
  4. Unia celna - Wielka Brytania po wyjściu z UE negocjuje stałą unię celną
  5. Alternatywny plan laburzystów - tzw. łagodny brexit według pomysłu opozycji, zakłada unię celną z UE oraz bliskie relacje z jednolitym rynkiem w kwestii przyszłych regulacji i praw unijnych
  6. Odstąpienie od art. 50 - czyli odwołanie brexitu, jeśli na dzień przed jego terminem posłowie nie zatwierdzą jednoznacznie wyjśćia bez umowy
  7. Drugie referendum "potwierdzające"
  8. Plan B Malthouse'a - polega na kompromisie z UE - Wielka Brytania po zgodzie na twardy brexit negocjuje umowę handlową z UE, w tym czasie - na dwa lata - zachowuje się jak jej członek, korzystając z praw i płacąc do wspólnego budżetu

Posłowie będą oddawać głosy, zaznaczając wybrane opcje na kartkach. To nietypowa forma głosowania w Izbie Gmin, zazwyczaj posłowie fizycznie ustawiają się w jednej z dwóch stref.

Trudno przewidzieć, który ze scenariuszy wybiorą i czy w ogóle którykolwiek zyska poparcie większości. A nawet jeśli któryś zostanie przyjęty, to Theresa May może go nie wziąć pod uwagę. To sprawia, że sytuacja staje się straszliwie skomplikowana, dziennikarze i komentatorzy rozrysowują możliwe scenariusze, porównując to, co się dzieje, do gry w bingo.

To nie koniec problemów, bo część tych opcji Bruksela już dawno wykluczyła - jak renegocjację irlandzkiego bezpiecznika - backstopu. Tak naprawdę najbardziej realne do przyjęcia przez UE wydają się trzy opcje: wyjście z umową May, twardy brexit, albo odwołanie brexitu.

W trakcie debaty w parlamencie telewizja Sky News przeprowadziła szybki sondaż wśród swoich widzów. Zapytała, który z ośmiu scenariuszy powinni zatwierdzić posłowie. Tylko jedna z opcji zebrała więcej zwolenników niż przeciwników - drugie referendum.

Poza tym, Izba Gmin ma dziś też zatwierdzić opóźnienie brexitu. Zostało ono już ustalone na forum międzynarodowym podczas ubiegłotygodniowego szczytu, ale trzeba je jeszcze wprowadzić do brytyjskiego prawa, gdzie oficjalną datą brexitu wciąż pozostaje 29 marca.

Theresa May kontra John Bercow

W czasie kiedy posłowie debatowali, Theresa May walczyła o zebranie poparcia dla swojej umowy brexitowej, którą wynegocjowała z Unią Europejską - umowy, którą brytyjski parlament odrzucił tę umowę już dwukrotnie. Stało się tak między innymi dlatego, że przeciwko premier głosowało wielu posłów z jej własnej Partii Konserwatywnej. Dziś May postanowiła zapłacić za ich poparcie swoim stanowiskiem. Na spotkaniu z torysami, posłami Partii Konserwatywnej, zapowiedziała swoją dymisję. Spekulacje, że może to być konieczne, pojawiały się od pewnego czasu.

Czytaj też: Brexit. Plotki, groźby i wyjątkowe spotkanie rządu. "The Sun": "Czas się skończył, Theresa"

Nie pewności, że to poskutkuje, nadal kilkudziesięciu posłów konserwatywnych jest przeciwko porozumieniu May.

Premier chciałaby przedstawić swoją umowę pod głosowanie po raz trzeci - pojawiają się pogłoski, że mogłoby się to stać w piątek - ale sprzeciwia się temu John Bercow. To spiker Izby Gmin, odpowiednik naszego marszałka Sejmu, ale ze znacznie większymi uprawnieniami. W ubiegłym tygodniu, tuż przed kluczowym unijnym szczytem, de facto zakazał przeprowadzenia trzeciego głosowania nad umową brexitową. Powołał się przy tym na zasadę sprzed 400 lat, zgodnie z którym parlament nie może głosować drugi raz nad wnioskiem, który już odrzucił. 

Dziś powtórzył, że jeśli rząd chce przeprowadzić to głosowanie, treść umowy musi zostać "istotnie zmieniona". Do tego zablokował możliwość obejścia tego problemu, czyli odrzucenia przez posłów XVII-wiecznej zasady. Bercow powiedział, że polecił swoim urzędnikom w ogóle nie przyjmować wniosku o takie głosowanie. Pytanie, czy da się przekonać. Polityczne brexitowe bingo staje się coraz bardziej skomplikowane.

Unia Europejska zgodziła się na przesunięcie daty brexitu z 29 marca na 22 maja - ale pod warunkiem, że Izba Gmin zaakceptuje umowę May do końca tego tygodnia. Jeśli tak się nie stanie, do Wielka Brytania do 12 kwietnia będzie musiała zaproponować inne rozwiązanie, co oznacza też dalsze opóźnienie wyjścia z UE.

Zobacz wideo
Więcej o: