"Rz": W przyszłym roku ceny prądu o 30-50 proc. wyższe. Analitycy są jednomyślni

Ceny prądu w Polsce mogą w przyszłym roku wzrosnąć nawet o połowę. Notowania uprawnień do emisji CO2 biją bowiem kolejne rekordy. W niespełna półtora roku tona dwutlenku węgla "podrożała" z 8 do 27 euro. Tymczasem minister energii zapowiada kolejną nowelizacji ustawy, która ma zablokować wzrost cen.
Zobacz wideo

Ceny prądu mogą w przyszłym roku wzrosnąć w Polsce o 30-50 proc. Jednym z głównych powodów jest galopująca cena uprawnień do emisji CO2. Jak czytamy w "Rzeczpospolitej" obecnie na Europejskiej Giełdzie Energii (EEX) za tonę gazu trzeba płacić 27 euro. W styczniu stawka wahała się wokół 22 euro, a półtora roku temu wynosiła ok. 8 euro. 

Na giełdzie energii prąd droższy o 32 proc.

Eksperci, na których powołuje się gazeta są jednomyślni - na ostatni wzrost cen wpływ ma brexit, bo Wielka Brytania ma "na sprzedaż" swoje uprawnienia do emisji CO2. Sytuacja odbija się na polskim rynku energii - ceny megawatogodziny na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie wyniosły w piątek 268,23 zł, o 32 proc. więcej, niż przed rokiem. 

Dopłaty do prądu z końcem maja? Będzie nowelizacja

Ministerstwo Energii poinformowało dziś, że długo wyczekiwane rozporządzenia, które umożliwiłyby uruchomienie dopłat dla firm handlujących energią, mogłoby ukazać się do końca maja. Jak wyjaśnił minister Krzysztof Tchórzewski ze względu na wyłączenie przedsiębiorstw energochłonnych z systemu rekompensat konieczna będzie nowelizacja ustawy przyjętej pod koniec roku. Wyjaśnił też, że dopłatami dla tego sektora ma zająć się Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Chcemy 'doczyścić' wszystko z Komisją Europejską, żeby nie było żadnych kontrowersji, także jeśli chodzi o rozporządzenia

- podsumował.

Mieszkańcy "starej Unii" akceptują wzrost cen prądu

Minister energii w wywiadzie dla WNP zaznaczył z kolei, że w związku z antyemisyjną polityką Unii Europejskiej ceny energii elektrycznej wzrosły ostatnio w krajach UE o około 50 proc. Mieszkańcy "starej UE" przeciwko temu jednak nie protestują. 

Dla Polaków takie drastyczne wzrosty cen, jak w wielu krajach UE, nie są możliwe do zaakceptowania.

- stwierdził Tchórzewski. 

Firmy energetyczne liczą straty

Pod koniec zeszłego roku Sejm przyjął ustawę, która ma zapewnić, że ceny prądu w Polsce nie wzrosną. W tym celu obniżono podatek akcyzowy z 20 do 5 zł oraz opłatę przejściową z 8 zł do 40 gr (swoją drogą tę drugą stawkę rząd PiS wcześniej podniósł). Rząd zamierza też dopłacać firmom, które sprzedają nam energię. Stworzono w tym celu specjalny fundusz, ale nie wydano jeszcze odpowiednich rozporządzeń.

Czytaj też: Dr Irena Eris wstrzymuje inwestycje. Powód? Ceny prądu, podwyżki pensji, PPK. "Ten rok szykuje się źle"

Tymczasem branża energetyczna już policzyła, że realizacja rządowych planów i tak doprowadzi ją do strat. Spółki energetyczne, w tym te państwowe, mogą pozwać Skarb Państwa, bo w budżecie na dopłaty przewidziano bowiem 6 mld zł, energetycy obliczyli swoje koszty na 12 mld zł. 

Ceny prądu pozostają więc zamrożone do czasu wydania odpowiednich rozporządzeń w sprawie cen. Na regulacje czekają nie tylko gospodarstwa domowe, ale i samorządy oraz przedsiębiorcy. Premier Mateusz Morawiecki obiecał im wszystkim, że ceny prądu nie wzrosną. Minister Tchórzewski, cytowany przez agencję ISB News, podkreślił, że nie ma wątpliwości co do wsparcia dla gospodarstw domowych i instytucji publicznych, natomiast w przypadku wsparcia dla przedsiębiorstw "mamy do czynienia z pomocą publiczną".

Zobacz wideo