Jarosław Kaczyński straszy euro i powtarza mity. Jak jest naprawdę? Oto fakty

Działacze PiS konsekwentnie krytykują euro, wypowiadając przy tym opinie, które kłócą się z danymi statystycznymi i opracowaniami ekonomistów. Można je przyporządkować do czterech najczęściej powtarzanych mitów.
Zobacz wideo

- Niezależnie od mechanizmu przyjęcia euro, stracimy na tym. Mówimy "nie" euro, mówimy "nie" europejskim cenom - powiedział w połowie kwietnia podczas regionalnej konwencji PiS w Lublinie prezes Jarosław Kaczyński. - Zapytajmy wobec tego, czy euro dobrze służy różnym europejskim państwom. Mogę powiedzieć tak: owszem, Niemcom, Holandii służy, można dodać Austrię, ale inni, nawet tak duże państwa jak Francja, na euro tracą, inne popadają w ruinę - przekonywał dalej Kaczyński.

- Ci, którzy promują dzisiaj walutę euro, narażają Polaków na spowolnienie rozwoju - wtórował mu premier Mateusz Morawiecki.

Te opinie są, delikatnie mówiąc, co najmniej dyskusyjne i wpisują się w cztery mity o euro - bardzo często powtarzane przez eurosceptycznych polityków. Wyglądają też zabawnie na tle najnowszych badań dotyczących poparcia dla wspólnej waluty w eurolandzie. W grudniu ubiegłego roku 75 proc. jego mieszkańców popierało euro - to najwięcej w historii. Można założyć, że akceptują je raczej nie dlatego, że wspólna waluta przyniosła im nędzę, brak suwerenności i brutalny dyktat bogatych Niemiec popieranych przez Donalda Tuska. 

Czytaj więcej: Donald Tusk odpowiada Jarosławowi Kaczyńskiemu w sprawie euro. "Nie ma tematu"

Mit pierwszy - drożyzna

Gdy przyjmiemy euro, wszystko podrożeje - zdaje się sugerować Kaczyński i jego koledzy. Statystyki mówią zupełnie co innego.

- Po przyjęciu euro we Włoszech w kraju zapanowało przekonanie, że ceny podniosły się o 70 proc. Przyczyna to tzw. "efekt cappuccino" - Włosi często piją kawę tego rodzaju i ona podrożała faktycznie o 70 proc. Ale wszystkie ceny wzrosły o zaledwie 2 proc. W Hamburgu natomiast po przyjęciu wspólnej waluty piwo i chleb zdrożały o 100 proc. Niemcy uważali, że wszystkie ceny tak urosły. A urosły o jeden procent -tłumaczył kilka dni temu dla portalu Next.gazeta.pl. prof. Marian Noga, ekonomista, wieloletni członek Rady Polityki Pieniężnej.

Faktycznie, w niektórych krajach podrożały niektóre tanie produkty, kupowane często za gotówkę. Jak np. kawa podawana na stojąco we włoskich kawiarniach i najtańsze lane piwo w Hamburgu. Ale ceny znakomitej większości innych produktów zachowały się normalnie lub nawet spadły.

Średni wzrost cen w 2002 r., gdy wprowadzono euro w 12 krajach, wyniósł 2,3 proc., tyle samo co rok wcześniej. Poza tym inflacja w strefie euro utrzymuje się na wyraźnie niższym poziomie niż przed jego wprowadzeniem - dobrze to widać na poniższym wykresie.

Stopa inflacji w strefie euroStopa inflacji w strefie euro KE na podstawie danych Eurostatu i EBC

Czytaj więcej: Rząd wyłożył karty na stół. Wiemy, skąd weźmie pieniądze na "piątkę". Zabieg z OFE, wzrost akcyzy i nie tylko

Mit drugi - euro zabija gospodarki niektórych krajów i opłaca się tylko Niemcom

Całkowita bzdura. Po pierwsze z tym kłóci się wspomniany już najnowszy sondaż poparcia dla wspólnej waluty. Europejczycy popierać mają coś co dla nich jest złe i czego nie widzą korzyści? To byłby absurd.

Trzy czwarte mieszkańców eurolandu jest za euro, ponieważ widzą korzyści od lat. Po pierwsze, w ich życiu nie ma dokuczliwej inflacji - to ważne zarówno dla zwykłych firm, jak i obywateli. Po drugie, po wprowadzeniu euro wyraźnie potaniały kredyty, od tych dla firm po hipoteczne - wykres poniżej. To napędza gospodarkę i czyni życie łatwiejszym.

Średnia stopa oprocentowania kredytów hipotecznych w strefie euroŚrednia stopa oprocentowania kredytów hipotecznych w strefie euro Komisja Europejska / Baza danych AMECO

Euro jest też drugą walutą rozliczeniową świata - często tym pieniądzem można płacić kontrahentom z drugiego końca świata. W efekcie firmom łatwiej jest prowadzić eksport.

W sumie od czasu wprowadzenia euro w 1999 r. średni dochód w strefie euro (składającej się z 19 krajów) wzrósł z 20900 euro do 33900 euro w 2018 r. W tym samym czasie odsetek osób zatrudnionych wzrósł z 63,6 proc. do 71,0 proc. Mówienie więc, że euro zabija gospodarkę i opłaca się tylko Niemcom, jest nieprawdziwe.

W tym punkcie jeszcze jeden zabawny dowód. - Przed euro Słowacja pod względem PKB na jednego mieszkańca była daleko za nami, dzisiaj jest przed nami. Straszono, że usługi turystyczne będą za drogie dla Polaków, a dzisiaj żaden Polak nie gardzi Słowacją, jeździ i sobie chwali - zauważa prof. Marian Noga.

Mit trzeci - Grecja wpadła w długi przez euro

Wielki kryzys w Grecji lub w Irlandii był spowodowany przez euro? To bardzo naiwne myślenie. Ekonomiści nie wątpią, że problemy Grecji wywołała rozpasana konsumpcja (w tym skrajnie nieodpowiedzialna polityka kilku kolejnych rządów) i możliwe, że gdyby nie euro, kryzys wybuchłby prędzej i był silniejszy.

Tak samo poszukiwanie winy euro w załamaniu irlandzkiej gospodarki prawie 10 lat temu jest nieporozumieniem. To zresztą ustalili już trzy lata temu sami Irlandczycy.

- Ustaliliśmy, że nie było jednej osoby czy jednej instytucji (winnej kryzysu) ani pojedynczej złej decyzji. Był to skutek wielu lat zaniedbań i nie był to spisek zawiązany w ciemnym pokoju - mówił w 2016 roku Ciaran Lynch, szef specjalnej parlamentarnej komisji śledczej dotyczącej kryzysu powołanej w Irlandii.

W raporcie można było przeczytać, że banki w Irlandii zawiniły, przekraczając limity przyznawania kredytów i nie zwracając uwagi na to, jakim było to zagrożeniem dla systemu finansowego. Regulatorzy rynku z Irlandii zawiedli, ponieważ mieli wobec banków zbyt "łagodne" podejście. Do tego irlandzki bank centralny nie ocenił poprawnie skali ryzyka, gdy rząd podjął długoterminowe zobowiązania dotyczące wydatków, licząc na sfinansowanie ich z boomu w sektorze budowlanym.

Mit czwarty - euro odbiera suwerenność

To brzmi jak żart. Ciekawe, czy politycy w Niemczech, Francji czy nawet Belgii i Grecji czują, że nie mogą prowadzić suwerennej polityki. Patrząc choćby na to, jak wyglądały negocjacje dotyczące pakietów pomocowych dla Grecji i jak wiele Grekom udało się ugrać, nie można mieć wątpliwości, że Ateny prowadzą politykę suwerenną - nie mniejszą od naszej. Euro im w tym na pewno nie przeszkadza.

Ponadto dyrektorzy EBC nie spadli z kosmosu ani nie wyznaczyła ich wszystkich kanclerz Merkel - są to szefowie wszystkich banków centralnych eurolandu. Polityka monetarna EBC jest sumą kompromisów wypracowanych w ich składzie. I nie jest też tak, że na czele banku stoi Niemiec, który wszystko innym narzuca. To Włoch Mario Draghi, który i tak musi dogadać się z pozostałymi swoimi kolegami.

Zobacz wideo
Więcej o: