Kaczyński proponuje nauczycielom szybsze emerytury i wyższe pensum. Co to oznacza? Liczymy

Jak wynika z informacji "Dziennika Gazety Prawnej", w siedzibie PiS opracowano nową propozycję dla nauczycieli. Zakłada umożliwienie pedagogom przechodzenia na wcześniejsze emerytury, a także pracę przy wyższym pensum. Wyliczamy, co konkretnie kryje się pod tymi pomysłami.
Zobacz wideo

O co chodzi w propozycji dla nauczycieli?

Jak wynika z informacji "Dziennika Gazety Prawnej" nowy pomysł prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego ma polegać na czasowym (na rok lub dwa) umożliwieniu nauczycielom przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Konkretnie - po 30 latach pracy, w tym przynajmniej 20 w edukacji (to powrót do stanu prawnego z 2008 r.).

Równolegle, na zasadach dobrowolności, nauczyciele mogliby pracować przy wyższym pensum, dziś standardowo wynoszącym 18 godzin. Gdyby nauczyciel się na to zdecydował, mógłby pracować nawet 24 godziny "przy tablicy".

Czytaj więcej: Kaczyński ma propozycję dla nauczycieli. Wcześniejsza emerytura i wybór pensum

Co to oznacza?

Tyle na razie wiemy, i to wyłącznie z przekazu "DGP", a nie oficjalnie i bezpośrednio od rządu. Jest więc sporo niewiadomych co do szczegółów, ale ogólnie możliwość przejścia na wcześniejsze emerytury ma "przewietrzyć" szkoły z najstarszych nauczycieli (a przy tym najwyższych stopniem, a więc najlepiej zarabiających). Szacuje się, że mogłoby to dotyczyć nawet 100 tys. osób.

W zamian wyższe pensje - dzięki możliwości wyboru większej liczby godzin "przy tablicy" - miałyby kusić nowe osoby do pracy w szkołach. Gdy rząd pierwszy raz - na początku kwietnia - mówił o wyższym pensum, związki argumentowały, że przyczyni się to do redukcji zatrudnienia w szkołach nawet o 30 proc. (bo więcej godzin przy tablicy jednego nauczyciela oznacza, że łącznie jest ich w szkole potrzebnych mniej). Rząd odpowiadał, że wielu nauczycieli odchodzi na emerytury i w 80 proc. nie są oni zastępowani nowymi, więc wyższe pensum zwolnień nie spowoduje. Wydaje się, że celem rządu jest wzmocnienie tego efektu czasową możliwością przechodzenia na wcześniejsze emerytury. "DGP" pisze, że jest to metoda na "bezbolesne" zwiększenie pensum.

Wcześniejsze emerytury = niższe świadczenie?

Związek Nauczycielstwa Polskiego stoi na stanowisku, że propozycja Kaczyńskiego w żaden sposób nie rozwiązuje problemu, wokół którego toczy się spór - czyli niższych pensji nauczycieli. Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP, mówi w rozmowie z next.gazeta.pl, że związek jeszcze będzie omawiać i przeliczać pomysł prezesa PiS. Zwraca jednak uwagę, że przy dalszej prognozie życia pojawia się pytanie o wysokość świadczenia z tytułu wcześniejszej emerytury. 

Faktycznie - wcześniejsza emerytura byłaby niższa nawet o kilkadziesiąt procent od świadczenia, które otrzymałoby się w momencie osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego. Z drugiej strony - nauczyciel teoretycznie mógłby tę różnicę niwelować dorabiając do świadczenia z ZUS. Jak wskazują aktualne statystyki ZUS, Polacy średnio po przejściu na emeryturę łączą ją z pracą jeszcze przez ok. 6-7 lat. Zapewne nauczyciele nie byliby tu wyjątkiem.

Wyższe pensum - ile to pieniędzy?

Dziś standardowo pensum nauczycieli m.in. w szkołach podstawowych czy liceach wynosi 18 godzin, choć możliwe jest wydłużenie tego czasu nawet do 27 godzin. To są godziny "przy tablicy", do tego dochodzi czas np. na przygotowanie się do zajęć, przygotowanie i sprawdzanie klasówek, udział w wywiadówkach i radach pedagogicznych. Nauczycieli obowiązuje normalny 40-godzinny tydzień pracy. Dane Instytutu Badań Edukacyjnych z 2013 r. wskazywały, że średni czas pracy nauczyciela to 47 godzin tygodniowo.

Pozostaje wiele pytań, na których jeszcze odpowiedzi nie znamy - czy pensum 24-godzinne dotyczyłoby tylko nauczycieli podstawówek i liceów (np. w przedszkolach obecnie pensum wynosi 25 godzin), czy "limit" pensum 27 godzin przy pracy na więcej niż jeden etat zostałby tu zachowany, czy więcej godzin "przy tablicy" nie wpłynie na mniej godzin dla nauczycieli na przygotowanie się do zajęć. 

Podstawowe pytanie z punktu widzenia nauczycieli brzmi jednak zapewne - ile więcej mogliby zarabiać przy standardowym pensum nie 18 godzin, ale 24? Konkretnych kwot na razie nie ma, ale ich przybliżoną wysokość można próbować oszacować. 

Gdy 5 kwietnia wicepremier Beata Szydło proponowała pensum 24 godziny, mówiła o średnim wynagrodzeniu nauczyciela dyplomowanego (czyli najwyższego stopniem awansu zawodowego) na poziomie 6335 zł brutto w 2020 r., 7434 zł w 2021 r., 7800 zł w 2022 r. i 8100 zł w 2023 r. Trudno powiedzieć, czy te kwoty dziś byłyby wiążące, biorąc pod uwagę, że po dwóch dniach - 7 kwietnia - w podpisanym przez Solidarność porozumieniu obiecano nauczycielom dyplomowanym od września średnie wynagrodzenie 6137 zł - bez zmiany pensum. 

Biorąc pod uwagę, że średnie wynagrodzenie wcale nie jest średnią znaną z lekcji matematyki, ale "wirtualną" liczbą potrzebną do rozliczeń subwencji oświatowej - te obiecane 6137 zł bez zmiany pensum oznacza wynagrodzenie zasadnicze na poziomie ok. 3815 zł brutto (plus zwykle ok. 10-20 proc. w ramach dodatków), zaś 6335 zł od 2020 r. przy pensum 24-godzinnym raptem ok. 3938 zł wynagrodzenia zasadniczego. To daje różnicę ok. 123 zł brutto, czyli kilkudziesięciu złotych netto przy 6 godzinach więcej "przy tablicy".

Korzystniej dla nauczycieli wypadłoby założenie, że skoro tydzień temu padła propozycja podwyżek średniego wynagrodzenia na nauczyciela dyplomowanych o 250 zł za dodatkowe dwie godziny pensum już od 2020 r., to dodatkowe 6 godzin oznaczałoby 750 zł więcej średniego wynagrodzenia, czyli wynagrodzenie zasadnicze wyższe o ok. 450 zł brutto - ok. 320 zł "na rękę" w zamian za 6 godzin więcej przy tablicy. 

Co z kolejnych latach? Docelowe 8100 zł brutto w 2023 r. (według propozycji Szydło z 5 kwietnia) oznaczałoby - przy dzisiejszych zasadach - ok. 5035 zł brutto pensji zasadniczej dla nauczyciela dyplomowanego. To daje ok. 3575 zł "na rękę" przy założeniu obecnych stawek podatkowych (rząd zapowiada m.in. dodatkową niższą stawkę 17 proc.). Zgodnie z porozumieniem rządu z Solidarnością, od września br. wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela (przy zachowanym pensum 18 godzin) ma wynosić ok. 3815 zł brutto, czyli ok. 2725 zł netto. 6 godzin więcej tygodniowo przy tablicy miałoby więc za cztery lata być wyceniane na dodatkowe ok. 850 zł na rękę miesięcznie, w porównaniu do stanu na dziś (można tylko gdybać, ile wynosiłyby w 2023 r. wynagrodzenia nauczycieli, gdyby pozostały na aktualnych zasadach pensum). W pewnym przybliżeniu, to ok. 200 zł na tydzień, czyli ok. 33,3 zł na dodatkową godzinę pensum. 

Co ze stażystami?

Warto przy tym też pamiętać, że mówimy o nauczycielach dyplomowanych - a więc najwyższych stopniem, a przy tym najstarszych stażem. Dla nauczyciela stażysty (czyli na sam początek) propozycja Szydło z 5 kwietnia co do 24-godzinnego pensum oznaczałaby ok. 2870 zł wynagrodzenia zasadniczego brutto, czyli na dzisiejsze warunki ok. 2067 zł "na rękę". Znów - ta kwota wypada bardzo słabo w porównaniu z 2780 zł brutto (ok. 2003 zł netto) - a tyle według obietnic złożonych przez rząd Solidarności 7 kwietnia ma wynosić zasadnicze wynagrodzenie stażysty już od września 2019 r., przy zachowaniu obecnego pensum.

W 2023 r. przy dłuższym o 6 godzin pensum wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela stażysty wynosiłoby ok. 3669 zł. To ok. 2623 zł "na rękę" przy obecnych zasadach podatkowych. Dłuższe o 6 godzin tygodniowo pensum za cztery lata, oznaczałoby więc dla początkującego nauczyciela ok. 620 zł więcej netto w skali miesiącu w porównaniu do tego, co przy niezmienionym pensum mają zarabiać stażyści już od września br. 

Pensje nauczycieli kontraktowych - to kolejny stopień po stażyście - są wyższe o kilka procent.

Działajmy razem na rzecz zapobiegania plastikowej epidemii. Jeśli chcesz pomóc - wpłać datek >>

embed
Zobacz wideo