Ponad 230 tys. Polaków bez prawa do minimalnej emerytury. W 7 lat ich liczba wzrosła o 875 proc.!

W ciągu zaledwie siedmiu lat liczba Polaków bez prawa do emerytury minimalnej wzrosła o 875 proc., czyli blisko dziesięciokrotnie. Według danych ZUS w 2011 r. problem dotyczył ok. 24 tys. osób, a w marcu 2018 r. już aż 234 tys. Federacja Przedsiębiorców Polskich i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej przestrzegają - tak gwałtowny wzrost to poważny problem społeczny.
Zobacz wideo

Blisko dziesięciokrotny (w ciągu siedmiu lat) wzrost liczby osób bez prawa do choćby emerytury minimalnej to według FPP i CALPE dopiero początek. Instytucje szacują, że jeśli utrzymane zostanie dotychczasowe prawne status quo, w 2020 r. osób otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego osiągnie 315 tys. W 2025 r. problem będzie dotyczył już pół miliona emerytów. W 2030 r. pozbawionych prawa do najniższego świadczenia może być 650 tys. osób

Skąd bierze się problem?

FPP i CALPE za taki stan rzeczy winią wprowadzoną w 1998 roku ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych, a konkretnie art. 9 tego dokumentu. W największym skrócie; mówi on o sytuacjach, w których dla pracownika nie muszą być odprowadzane składki ubezpieczenia emerytalnego. Chodzi m.in. o umowy zlecenia.

Problem leży nie tylko w tym, że takim osobom w ZUS nie gromadzą się składki. Chodzi także o to, że zatrudnienie na podstawie nieoskładkowanych umów nie powiększa tzw. stażu ubezpieczeniowego. A to właśnie jego odpowiednia długość (20 lata dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn) jest podstawą do otrzymania emerytury minimalnej.

Ponad 20 lat temu zakładano, że funkcjonowanie takich nieoskładkowanych form zatrudnienia będzie miało pozytywny wpływ na gospodarkę, m.in. pozwoli na pracę osobom, które nie będą mogły wykonywać "klasycznej" umowy o pracę. Niestety, efekt był zgoła inny - jest coraz większa liczba pracowników, która pozostaje poza ZUS-owską ochroną ubezpieczeniową.

Już w 2014 r. liczba osób otrzymujących emeryturę "sub-minimalną" - czyli mniejszą od poziomu minimalnego - zaczęła przewyższać liczbę świadczeniobiorców otrzymujących emeryturę minimalną

- ubolewa Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej. Zwraca uwagę, że największy wzrost liczby osób otrzymujących emerytury poniżej minimalnego poziomu nastąpił w 2017 r. - liczba zwiększyła się wówczas do ok. 208,9 tys. osób, rok wcześniej takich osób było ok. 112,1 tys. Ma to związek ze znaczącą podwyżką emerytury minimalnej, jaka nastąpiła w marcu 2017 r. 

Kowalski uważa, że obecne działania rządu polegające na systematycznym podnoszeniu emerytury minimalnej (dziś wynosi 1100 zł brutto) są nieskuteczne. Dlaczego? 

Główną przyczyną niskich emerytur jest niewystarczający staż składkowy, a nie zbyt niski kapitał. W przypadku uchylenia art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych osoby, których wynagrodzenie do tej pory było oskładkowane do poziomu płacy minimalnej, płaciłyby składki od pełnej wysokości swoich zarobków

- proponuje przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak rozwiązać ten problem?

Zdaniem Marka Kowalskiego problem mogłaby rozwiązać tzw. restytucja ubezpieczeń społecznych. Zakłada ona m.in. oskładkowanie umów zleceń oraz zaewidencjonowanie na kontach ubezpieczonych w ZUS składek emerytalnych i rentowych naliczonych od podstawy nieoskładkowanych umów zlecenia od 2009 r.

Przyjmując, że pracownik posiadał kapitał początkowy w wysokości 150 tys. zł i przez ostatnie 5 lat był zatrudniony na nieoskładkowanych umowach zlecenia, na skutek wprowadzenia restytucji jego emerytura byłaby wyższa o ok. 30 proc.

- wylicza Kowalski.

Zobacz wideo