Tajemnicze ataki na tankowce w Cieśninie Ormuz. Tą trasą płynie ropa naftowa z Bliskiego Wschodu

Kilka statków towarowych zostało w weekend zaatakowanych w rejonie Cieśniny Ormuz. Nie wiadomo, kto to zrobił i co dokładnie się stało. Wiadomo za to, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest napięta: Iran grozi, Amerykanie wysyłają lotniskowiec i latającą fortecę B-52. A to tamtędy z krajów arabskich płynie ropa naftowa, także do Europy i Polski.
Zobacz wideo

W niedzielę Zjednoczone Emiraty Arabskie podały, że doszło do sabotażu czterech statków handlowych na wodach na wysokości emiratu Fudżajra. Władze ZEA nie ujawniły żadnych szczegółów. Nie wiadomo, na czym ten sabotaż miał polegać ani kto jest o niego podejrzany.

Bliski Wschód. Ataki sabotażu na tankowce

Z kolei w poniedziałek rano Arabia Saudyjska ogłosiła, że dwa jej tankowce także padły ofiarą ataku. Saudyjski minister energii Khalid al-Falih przekazał w oświadczeniu, że jeden ze statków był w drodze do portu, gdzie miał zabrać na pokład ropę naftową dla klientów w Stanach Zjednoczonych. W wyniku tego sabotażu oba tankowce miały zostać poważnie uszkodzone. Ale i w tym przypadku nie wiadomo dokładnie, co się stało, rządowa agencja informacyjna podaje tylko, że nie ma żadnych ofiar, nie doszło też do wycieku ropy.

Do tych zdarzeń miało dość w okolicach Cieśniny Ormuz. Ten przesmyk oddziela od siebie państwa Zatoki Perskiej od Iranu. Jest kluczowy dla transportu ropy naftowej z tego rejonu - przepływa przez nią około jednej trzeciej globalnego transportu tego surowca, a Arabia Saudyjska jest największym eksporterem ropy na świecie. 

Komentarz ze strony Iranu pojawił się niemal natychmiast. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych tego kraju wezwał do ujawnienia okoliczności tych zdarzeń. Ostrzegł też przed "spiskiem zorganizowanym przez złych ludzi" oraz "awanturnictwem cudzoziemców", które miałoby na celu podważenie stabilności i bezpieczeństwa w regionie.

Napięcie rośnie. Donald Trump nakłada sankcje, Iran stawia ultimatum

Ta stabilność chwieje się od pewnego czasu. Nie pomagają działania amerykańskiego prezydenta. Donald Trump rok temu zerwał porozumienie nuklearne, jakie państwa zachodnie, Chiny i Rosja podpisały z Teheranem - w ramach tej umowy z 2015 roku sankcje gospodarcze miały być stopniowo znoszone w zamian za zaprzestanie rozwijania programu nuklearnego. Trump uznał, że Iran nie wywiązuje się z ustaleń i nałożył na niego sankcje - najpierw dotyczące ropy naftowej,  a niedawno kolejne, tym razem uderzające w eksport metali.

W odpowiedzi tydzień temu Iran postawił ultimatum: wstrzyma się ze wzbogacaniem uranu przez 60 dni. Jeśli do tego czasu nie otrzyma on lepszych warunków w ramach nowej umowy nuklearnej, ponownie rozpocznie wzbogacanie uranu. To właśnie wzbogacony uran jest podstawą do produkcji broni atomowej.

Iran już od kilku miesięcy prowadzi działania niepokojące inne kraje. W lutym przeprowadził manewry w Cieśninie Ormuz, a pod koniec kwietnia po raz kolejny zagroził jej blokadą.

W ubiegłym tygodniu amerykańska agencja zajmująca się transportem morskim wydała ostrzeżenie, że Iran może wziąć na cel komercyjny ruch morski, uderzyć w interesy amerykańskie, w tym w infrastrukturę związaną z produkcją ropy naftowej. Na początku maja Stany Zjednoczone zdecydowały się wysłać w ten region lotniskowiec USS Abraham Lincoln oraz bombowce B-52.

Zobacz wideo