Teraz 500 plus napompuje kieszenie bogatszych. Po co jest ten program? PiS "przestawiło wajchę"

Nie ma chyba punktu w portfolio obecnego rządu, który wzbudzałby większe społeczne emocje niż 500 plus. Tym bardziej że w stosunku do swojego sztandarowego programu teraz PiS wykonało prawdziwą woltę. 

Gdy ponad trzy lata temu program wchodził w życie, w uzasadnieniu ustawy czytaliśmy m.in., że brak kryterium dochodowego na pierwsze dziecko "wiązałby się z nadmiernym obciążeniem budżetu państwa ze względu na liczbę potencjalnych beneficjentów". Po trzech latach kryterium dochodowe zniesiono "wobec poprawiającej się, na skutek działań rządu, sytuacji budżetu państwa".

Słowem - oczywiście jeśli założyć, że w uzasadnieniu jest napisana cała prawda - 500 plus na każde dziecko bez wyjątku było w planach cały czas (czego przez trzy lata nie potwierdzano) i tylko czekano na odpowiedni moment, by projekt ogłosić. A że wypadło akurat na rok z podwójnymi wyborami - cóż, tak wyszło. 

Rząd znalazł ok. 20 mld zł w skali roku, żeby wypłacać 500 plus na ponad 3 mln kolejnych dzieci. To w 2019 r., bo szacunki resortu rodziny, pracy i polityki społecznej wskazują, że od 2023 r. liczba dzieci objętych świadczeniem wskutek braku kryterium dochodowego będzie wyższa aż o ok. 3,7-3,8 mln wobec sytuacji, gdyby ograniczenie nadal istniało.

.. .

Czy 500 plus na każde dziecko jest dobre?

Czy rozszerzenie 500 plus było słuszne, czy nie - oczywiście ocena będzie zależeć choćby od sympatii politycznych i spojrzenia na gospodarkę. Zdaje się, że dotychczas kilka milionów rodzin nie narzekało na comiesięczne przelewy świadczenia, a zainteresowanie nowych beneficjentów jest ogromne - ponad 1,3 mln złożonych wniosków w pierwsze trzy i pół dnia. 

Z jednej strony - w końcu wszystkie dzieci będą traktowane równo, a wbrew pozorom program 500 plus tylko częściowo miał charakter socjalny (o czym dalej). Z drugiej, oczywiście pojawiają się zarzuty co do priorytetów rządu - dlaczego woli dać 500 plus na dzieci milionerów niż np. więcej dla najuboższych, albo przeznaczyć te pieniądze na całkiem inne cele.

Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju wyliczał w środę na Twitterze, na co można by wydać ponad 40 mld zł, które w 2020 r. pójdą z budżetu na program 500 plus. To choćby zwolnienie 30 proc. najmniej zarabiających podatników z podatku PIT i składek zdrowotnych czy podniesie wydatków na ochronę zdrowia z planowanych 4,5 proc. PKB do 6,2 proc. PKB, czyli o ponad jedną trzecią. Ba, przypomnijmy, że FOR w swoim majowym raporcie krytycznie oceniło program nawet w dotychczasowej wersji, stwierdzając m.in., że ma on mały wpływ na dzietność i nie rozwiązał problemu skrajnego ubóstwa.

Lekarze sfrustrowani

Jeśli już jesteśmy przy wydatkach na lecznictwo - lekarze są bodaj najmocniej protestującą grupą przeciw takim, a nie innym priorytetom rządu. Zarząd Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy był sfrustrowany tym, że w piątce Kaczyńskiego znalazło się miejsce na dodatkowe 11 mld zł na Emeryturę Plus, 20 mld zł rocznie na 500 plus na każde dziecko czy miliardy na obniżki podatków w sytuacji, podczas gdy ich prośby o dofinansowanie ochrony zdrowia były regularnie zbywane argumentem o braku pieniędzy. 

Te pieniądze, które idą na piątkę Kaczyńskiego, powinny zostać przeznaczone na opiekę zdrowotną

- mówił w kwietniu w rozmowie z next.gazeta.pl Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. Jednocześnie wyrażał opinię, że logika rządu może być taka, aby część osób, które otrzymają np. 500 plus na pierwsze dziecko, pójdzie dzięki temu do lekarza prywatnie. Dosypanie np. 10 czy 20 mld zł do systemu opieki zdrowotnej nie dałoby tak szybkich efektów jak "rozdanie pieniędzy". 

Czytaj też: Przed wyborami w szpitalach może dojść do paraliżu. OZZL wzywa lekarzy do pracy tylko na jednym etacie

Zresztą kwestia priorytetów wydatkowych rządu funkcjonuje w świadomości Polaków. Jak wynika z niedawnego sondażu IPSOS dla OKO.press, zdecydowanie więcej osób uważa, że pieniądze z budżetu państwa powinny być przeznaczane np. na likwidację kolejek do lekarzy (57 proc. odpowiedzi) czy wyższą jakość edukacji (34 proc.) niż na 500 plus niezależne od zamożności rodziny (18 proc. wskazań). Wygląda więc na to - co w sumie nie dziwi - że jak już "dają" pieniądze, to je bierzemy. Ale żebyśmy byli przekonani, czy rząd optymalnie wydaje środki państwa - to już mocno wątpliwa sprawa. 

Rząd daje pieniądze najbogatszych

Tłumaczenia rządu w kwestii rozszerzenia 500 plus są takie, że wcześniej budżet nie byłby w stanie sprostać wypłatom dla wszystkich dzieci bez wyjątku, a teraz już to się uda. 

Wprowadzając kryterium dochodowe na pierwsze dziecko, kierowaliśmy się tym, że rodziny z jednym dzieckiem są zdecydowanie mniej zagrożone ubóstwem

- tłumaczyła była minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska.

Skutkiem wykreślenia z ustawy kryterium dochodowego jest to, że pieniądze z budżetu znacznie szerszym strumieniem popłyną teraz do osób najbogatszych. Wskazywało to w niedawnym raporcie Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA.

Do góry nogami wywrócona zostanie dotychczasowa struktura dochodowa beneficjentów 500 plus. O ile z kryterium dochodowym na pierwsze dziecko najwięcej pieniędzy trafiało do rodzin z niższymi dochodami, o tyle po zmianach najwyższe kwoty będą płynęły do najbogatszych rodzin. Przykładowo, 10 proc. z najwyższymi dochodami będzie w skali roku otrzymywać łącznie prawie 5 mld zł, z kolei 10 proc. najuboższych - tylko ok. 2,5 mld zł.

Sama reforma 500 plus, czyli likwidacja progu dochodowego, tym bardziej będzie najbardziej korzystna dla najbogatszych. O ile np. 20 proc. rodzin z najniższymi dochodami "zarobi" na tej zmianie ok. 800 mln zł, o tyle 20 proc. rodzin najlepiej zarabiających prawie 6 mld zł. 

Poniższa tabela pokazuje całkowite korzyści z 500 plus w skali roku dla rodzin z dziećmi w różnych dochodowych grupach decylowych. To oznacza, że wszystkie rodziny z dziećmi uszeregowano rosnąco pod względem wysokości dochodów, a następnie podzielono na dziesięć równolicznych grup.Tym samym np. D1 to pierwszy decyl, czyli 10 proc. rodzin o najniższych dochodach; D2 to drugi decyl, czyli kolejnych 10 proc. rodzin o tylko nieco wyższych dochodach itd. aż do D10, czyli 10 proc. rodzin o najwyższych dochodach.

.. źródło: CenEA

Cele 500 plus trzy lata temu

Ustawa o 500 plus wprowadzała dla rodzin z dziećmi "pomoc ekonomiczną, która ma na celu ograniczenie ubóstwa oraz zmianę trendu demograficznego w Polsce" - pisało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społeczne w 2016 r. w Ocenie Skutków Regulacji projektu. 

Czy to się udało? To zależy, z której strony na to spojrzeć. Istotnie, dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w latach 2016-2017 mieliśmy do czynienia z pikiem liczby urodzeń. Przypisywanie znacznych zasług we wzroście w 2016 r. programowi 500 plus - który zaczął obowiązywać w kwietniu tegoż roku - jest raczej nieuzasadnione. W przypadku wzrostu w 2017 r. demografowie mówili o pewnym efekcie 500 plus, choć zwracali też uwagę np. na lepszą sytuację na rynku pracy, elastyczniejsze zasady urlopów macierzyńskich czy tzw. kosiniakowe (1000 zł miesięcznie przez rok dla matek niepracujących).

.. .

Z drugiej strony, "zmiana trendu demograficznego", którą zakładał rząd, okazała się krótkotrwała, bo w 2018 r. mieliśmy już mniej urodzeń niż rok wcześniej. Zanotowano za to najwięcej zgonów od czasów wojny - ponad 414 tys.

.. .

Z trzeciej strony, statystyki urodzeń, nawet mimo spadku w 2018 r., i tak są lepsze, niż resort rodziny, pracy i polityki społecznej w 2016 r. zakładał. Zresztą ministerstwo chętnie sięga po ten argument.

.. .

Urodzenia w liczbach bezwzględnych są oczywiście ważne, ale tu jednak są obiektywne ograniczenia dotyczące liczby kobiet w wieku rozrodczym i ich możliwości rodzenia dzieci. Znacznie ważniejszy jest współczynnik dzietności, czyli to, ile urodzonych dzieci przypada na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15-49 lat). Tu także w 2018 r. "efekt 500 plus" - jeśli takowy w ogóle jest - to wyhamował.

A co z "ograniczeniem ubóstwa", czyli drugim głównym celem 500 plus? Tu również trudno powiedzieć, aby ostatnie statystyki GUS były szczególnie po myśli resortu rodziny. Po kilku latach sporych spadków (w tym w 2016 i 2017 r.), w 2018 r. wzrósł zasięg skrajnego ubóstwa w gospodarstwach domowych z dziećmi - do 6,4 proc. z 4,9 proc. w 2017 r. Jest nawet wyższy niż w 2016 r. (wówczas 5,9 proc.), choć nadal sporo niższy niż w 2015 r. (8,8 proc.). W 2018 r. granicą ubóstwa skrajnego (tzw. minimum egzystencji) była dla rodziny z dwójką dzieci do 14 lat kwota 1606 zł. 

.. .

Ma się polepszyć "jakość kapitału ludzkiego"

Co ciekawe, z uzasadnienia ustawy rozszerzającej 500 plus wynika trochę "przestawienie wajchy" w programie. Znacznie mniej miejsca niż trzy lata temu poświęcono kwestii demografii i ubóstwa (choć nadal utrzymano, że wzrost liczby urodzeń i ograniczanie ubóstwa wśród dzieci są podstawowymi "wymiarami" polityki rodzinnej rządu). Na marginesie - w uzasadnieniu resort rodziny pisze np., że liczba urodzeń w 2018 r. była wyższa niż zakładano wcześniej, nie zająknął się jednak o tym, że spadła w porównaniu z 2017 r. 

Teraz w uzasadnieniu mowa jest raczej o chęci "poprawy jakości życia rodzin" czy wręcz o chęci "poprawy jakości kapitału ludzkiego". Słowem - w nieco mniejszym stopniu chodzi już bezpośrednio o to, żeby było nas więcej, a bardziej, żebyśmy wszyscy byli majętniejsi, a przez to lepiej wykształceni, bardziej obyci itp.

Resort rodziny, pracy i polityki społecznej tłumaczy też po prostu, że teraz znalazły się pieniądze w budżecie, więc "dopełniono" politykę państwa wobec rodzin. 

Znaczne środki finansowe corocznie przekazywane z budżetu państwa na rzecz rodzin stanowią nie tyle pomoc dla rodziny, co inwestycję w rodzinę i są ściśle skorelowane z działaniami z obszaru podnoszenia wiedzy i wzrostu umiejętności oraz zmniejszania nierówności społecznych

- czytamy w uzasadnieniu. 

Można się tylko spierać co do aktualności argumentu o "zmniejszaniu nierówności społecznych". Dotychczas się on bronił, ale przestaje w sytuacji, gdy teraz 500 plus będzie płynęło do wszystkich rodzin z dziećmi, a przede wszystkim - jak pokazywaliśmy wyżej - do tych najmajętniejszych. Skoro w skali roku do portfeli 10 proc. najuboższych rodzin "wpompuje się" 2,5 mld zł, a do portfeli 10 proc. najlepiej zarabiających 5 mld zł, to argument o zmniejszaniu nierówności społecznych - przynajmniej na poziomie rodzin z dziećmi - przestaje mieć sens. 

Zobacz wideo