Kryzys klimatyczny. Ogromne połacie Arktyki w ogniu. Naukowcy: Tajga płonie w tempie niewidzianym od 10 tys. lat

Nowe zdjęcia satelitarne ukazują duże obszary Arktyki dotknięte przez fatalne w skutkach pożary. Straty dla środowiska są ogromne. Tak, jak i wpływ pożarów na narastający kryzys klimatyczny.
Zobacz wideo

Ogień w Arktyce pojawił się po rekordowo gorącym czerwcu, kiedy temperatury przebijały najwyższe poziomy w historii pomiarów - nie tylko w Polsce czy Europie, ale na całym świecie. Na przykład w części Grenlandii pokrywa lodowa zaczęła się w tym roku topić wcześniej niż zwykle. Odsłonięte od lodu obszary na północ od koła podbiegunowego wyschły i stały się bardziej podatne na pożary.

Arktyka w ogniu

Dym widać dobrze na zdjęciach satelitarnych, które udostępnił Pierre Markuse, ekspert w dziedzinie fotografii satelitarnej:

Zdjęcia ukazują płonące lasy i torf. Tylko w przypadku Alaski pożary pochłonęły już 1,6 mln akrów ziemi. To głównie tereny niezamieszkałe, ale straty dla środowiska są ogromne. Skutki pożarów w niektórych przypadkach odczuwają też okoliczni mieszkańcy, którzy w mediach społecznościowych publikują zdjęcia przedstawiające zadymienie. 

Sytuację skomentował Mark Parrington, naukowiec pracujący w Centrum Monitorowania Atmosferty Copernicus (projekt Copernicus to przedsięwzięcie unijne, w ramach którego na orbicie Ziemi umieszczane są satelity Sentinel, śledzące m.in. objawy zmian klimatycznych). Policzył on, że ilość dwutlenku węgla emitowanego przez arktyczne pożary w okresie od 1 czerwca do 21 lipca 2019 r. wyniosła ok. 100 megaton. Dla porównania, to niewiele mniej niż całoroczna emisja CO2 z paliw kopalnych w Belgii w 2017 r. Co więcej, emisja ta nadal rośnie.

Najgorsze pożary od 10 000 lat

Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) określiła pożary "bezprecedensowymi" i ostrzegła przed ogromnym wpływem, jaki wywierają tak duże emisje w tak krótkim czasie na narastający kryzys klimatyczny.

Od początku czerwca system monitorowania atmosfery Copernicus EMS śledzi ponad 100 intensywnych i długotrwałych pożarów w rejonie koła podbiegunowego. Tylko w czerwcu pożary te emitowały 50 megaton dwutlenku węgla do atmosfery, co odpowiada całkowitej rocznej emisji Szwecji. (...) Mimo że pożary są powszechne na półkuli północnej między majem a październikiem, szerokość i intensywność tych pożarów, a także czas, przez jaki się paliły, jest szczególnie nietypowy

- zauważa WMO.

Alaska i Syberia zmagają się z pożarami

Najbardziej dotkliwe pożary wystąpiły na Alasce i Syberii. Choć z pułapu satelity mogą dla amatora wyglądać niepozornie, to część z nich była wystarczająco rozległa, by objąć swoją powierzchnią 100 tys. boisk piłkarskich. W Albercie, kanadyjskiej prowincji, oszacowano, że jeden z rekordowych pożarów dotknął teren wielkości 300 tys. boisk. System Copernicus EMS tylko w obrębie Kanady zarejestrował w tym roku blisko 400 rozległych pożarów.

Co więcej, średnia temperatura w czerwcu w rejonie Syberii, gdzie szaleją pożary, była o prawie 10 stopni wyższa niż średnia długoterminowa temperatura z okresu 1981-2010 r.

Północna część świata ociepla się szybciej niż cała planeta. To ciepło wysusza lasy i czyni je bardziej podatnymi na pożary. Ostatnie badania wykazały, że borealne lasy Ziemi płoną obecnie w tempie niewidzianym od co najmniej 10 000 lat

- podsumowuje WMO, powołując się na badania amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk.

NASA ostrzega przed globalnym ociepleniem

Ocieplenie klimatu dotyka nie tylko rejonów okołobiegunowych na północy. Poważne zmiany widać też na południu, w Antarktyce. Radykalne ocieplenie na północnej półkuli skutkuje poważnymi zmianami klimatycznymi na jej południowym odpowiedniku. Po zbadaniu przez Uniwersytet Waszyngtoński lodowca Thwaites położonego na Antarktydzie, naukowcy z NASA Jet Propulsion Laboratory opublikowali alarmujące prognozy. Ich zdaniem w wyniku globalnego ocieplenia, a przez to topnienia lodowców, poziom wód w morzach i oceanach może podnieść się od 0,5 do 5 m.

Zdaniem polskiej fizyk atmosfery, Joanny Remiszewskiej-Michalak, jak najbardziej mamy powody do obaw. W rozmowie z Next.Gazeta.pl powiedziała, że w jej opinii "jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może to zatrzymać". Nie jest to bowiem wyłącznie problem odległej dla nas Alaski czy syberyjskiej Tajgi. W czarnym scenariuszu nadmorskie miejscowości w Polsce, takie jak Łeba, Ustka czy Gdańsk czeka potop.