Budżet na rok 2020 zakłada bardziej zaciskanie pasa niż zwiększanie wydatków. Jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna" powody do zadowolenia ma w zasadzie tylko resort obrony, którego budżet zwiększy się o 11 proc. Inne ministerstwa mają zamrożone wydatki.
Resort przedsiębiorczości i technologii wylicza, że mimo rosnącej puli pieniędzy na realizację zadań zabraknie mu 90 mln zł. Ministerstwo Finansów nie komentuje sprawy, finalny projekt budżetu ma przygotować do końca sierpnia.
- wyjaśnia DGP.
Chcemy zrobić jak najmniejszy deficyt, mamy ograniczenia wynikające z reguły wydatkowej. Nie ma co się spodziewać kolejnych wielkich obszarów, w których będziemy rozdawać pieniądze.
- dodaje w rozmowie z dziennikarzami anonimowy członek rządu.
Jak na razie nie można mówić o dużym ograniczeniu wydatków, jednak zamrożenie budżetu może dla wielu resortów oznaczać stagnację. Budżet musi bowiem udźwignąć spore wydatki, które zostaną zwiększone o co najmniej 40 mld zł. Nowe pozycje na liście wydatków to "500 Plus" na każde dziecko i obniżenie podatku PIT z 18 do 17 proc. Wraz z "trzynastką" dla emerytów te cele pochłoną 40 miliardów złotych. A środki trzeba też znaleźć na "500 Plus" dla osób niepełnosprawnych, refundacje cen prądu, wynegocjowane podwyżki - w budżetówce płace wzrosną o 6 proc.
Rząd sporo więc obiecał, ale przed wyborami raczej nie będzie się chwalił tym, co i komu zamierza zabrać. A tymczasem, zgodnie z wcześniejszymi planami, obciążenia odczują m.in. pracujący na umowę o dzieło - zleceniodawcy będą musieli płacić za nich składki ZUS. A to oznacza mniejsze przychody. Rząd może też znieść limit składek na ubezpieczenia społeczne.
Chodzi o to, że składki na ZUS płaci się od wynagrodzeń do poziomu trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy. Tak ustalona kwota daje w 2018 r. kwotę 133290 zł. To limit roczny, brutto. Zarobki do tej kwoty są obłożone składkami na ZUS. To co powyżej już nie. Zniesienie tego limitu sprawi, że w budżecie pojawią się nowe wpływy, ale za to w przyszłości trzeba będzie znaleźć środki na zapłatę większych emerytur.
Rząd PiS chciałby też wprowadzić inne daniny, ale - przynajmniej na razie - nie może. Tak jest w przypadku podatku handlowego. Co prawda TSUE wydał korzystny wyrok dla polskiego rządu oznajmiając, że nic nie stoi na przeszkodzie, by daninę pobierać. Komisja Europejska odwołała się jednak do sądu, co zamraża możliwość wprowadzenia nowej daniny.
Czytaj też: Masz kredyt hipoteczny w złotych? Twoja rata może mocno wzrosnąć. Liczymy
Niewielkie pieniądze miałyby też wpływać od technologicznych gigantów. Polska, śladem Francji, chce wprowadzić konieczność płacenia części podatków dla firm takich jak Google czy Facebook. Prezydent Donald Trump za pośrednictwem Twittera zagroził Macronowi, prezydentowi Francji, że próby wprowadzenia nowych obciążeń spotkają się z odpowiedzią, a jedynym krajem, w którym "wspaniałe amerykańskie firmy technologiczne" powinny płacić podatki są USA.