Możliwe, że już w środę rząd podejmie kolejne kroki związane z przepisami regulującymi ceny prądu. Wszystko przez zamieszanie, jakie wywołała czerwcowa nowelizacja ustawy, która miała za zadanie uchronić odbiorów komercyjnych i samorządowych przed podwyżkami.
Coraz bardziej realny jest jednak scenariusz, o którym kilka dni temu pisał RMF FM. Już w środę na dodatkowym posiedzeniu Sejmu znowelizowana ma zostać ustawa deregulacyjna. To w niej znaleźć się mają przepisy, które termin złożenia wniosku wydłużą. Z informacji "Dziennika Gazety Prawnej" wynika bowiem, że nawet połowa uprawnionych mogła nie zdążyć ze złożeniem dokumentu.
Czytaj też: Samorządy płacą cenę za droższy prąd. Musiały wstrzymać inwestycje. Remonty czekają, koszty rosną
Ceny prądu wyższe o 40 proc? Rząd może rzucić koło ratunkowe przedsiębiorcom
Nowe przepisy zakładały, że do 29 lipca podmioty zainteresowane utrzymaniem dotychczasowych cen złożą odpowiednie wnioski u swoich dostawców. Ci, którzy nie mają umowy gwarantującej określone warunki nabywania energii, musieliby liczyć się z podwyżkami.
Jak dużymi? Rachunki za prąd mogą wzrosnąć nawet o 30-40 procent. "Dla niektórych, dla bardzo małych przedsiębiorców mogą być to drobne pieniądze, ale dla większych czy też właśnie szczególnie szpitali i jednostek samorządu terytorialnego, mogą być to znaczące kwoty" - przyznał minister energii Krzysztof Tchórzewski.
Ministerstwo Energii nie zadbało jednak o odpowiednią kampanię informacyjną. Jak już pisaliśmy, większość przedsiębiorców o konieczności złożenia pisma dowiedziała się w zeszłym tygodniu. Decyzją resortu, biura firm energetycznych były otwarte cały weekend, a wczoraj nawet do północy. W ostatniej chwili zdecydowano nawet, że wniosek można nadać pocztą, a decydująca ma być data stempla pocztowego.
Ceny prądu. Prace na ustawą toczyły się przez pół roku
Bartłomiej Derski, ekspert portalu WysokieNapiecie.pl w rozmowie z redakcją Next.gazeta.pl przekonywał, że rządowi zależy, by jak najwięcej podmiotów złożyło wnioski. "Gdyby zbyt mało przedsiębiorców zgłosiło wnioski, oznaczałoby to wizerunkową porażkę rządu. Prace nad tą ustawą toczyły się przecież pół roku" - wyjaśnił.